Miesięczne archiwum: Styczeń 2013

Szydełkiem malowane

Nazywam się Kika Szaszkiewiczowa. Zamiast pisać kolejną książkę, postanowiłam opowiadać rozmaite historie na moim blogu. W marcu 2013 roku kończę 96 lat, więc mam dużo do opowiadania z całego życia! Na tym blogu znajdziecie zdjęcia moich obrazów „szydełkiem malowanych” – jak mówiła Agnieszka Osiecka. Jak one powstały? Gdy miałam 4 lata, babka nauczyła mnie używać szydełka. Wtedy szydełkowało się i wyszywało na specjalnym tamborku. Lubiłam to bardzo, ale potem szydełko zabrała zawierucha wojenna, a ja zanim się spostrzegłam dobiłam do wieku balzakowskiego i pytałam sama siebie: co robić? Jak to co?! – olśniło mnie pewnej bezsennej nocy. – Czapki, szaliki, rękawice, swetry i kamizelki! Świadczyć szydełkiem i drutami usługi dla ludności! Zaczęłam więc świadczyć „dla ludności”: dla swoich synów, dla znajomych i przyjaciół z Piwnicy pod Baranami, dla coraz szerszego grona znajomych. Nie było to łatwe, bo włóczka była wtedy trudna do zdobycia (zresztą i szydełka też i wszystko inne się wtedy „załatwiało”, a nie kupowało po prostu w sklepach – jak teraz). Ale wtedy, to znaczy od końca lat sześćdziesiątych, gdy znalazłam się w Norwegii (o której Wam kiedyś opowiem) okazało się, że można w niej kupić wszystkie kolory i rodzaje włóczki, zaczęłam więc coraz śmielej eksperymentować z nią i na swetrach, kamizelach, czapkach pojawiały się wizerunki zwierząt i ludzi, a z czasem całe sceny. Wytwory te trafiały do przyjaciół z Norwegii, wśród których spędziłam kilka lat swego życia, a także do znamienitych osób w całym świecie jak np. nasz Papież Jan Paweł II, redaktor Jerzy Giedroyć i inni.

Ale świadcząc tak ofiarnie, tęsknie zerkałam na różnych Manetów i Monetów i myślałam: alboż to ja gorsza od nich, bo co to za sztuka pędzlem machać, ja malować będę szydełkiem i kolorowymi nićmi! Dziergałam więc koty, piratów, pobożnych chasydów i wesołe zakonnice. A najchętniej różne baby.  Sprawdźcie sami w mojej galerii.

Zaczęłam „malować szydełkiem”, a następnie wystawiać swoje obrazy, bawiłam ludzi i wzruszałam ich swoim – jak powiadali niektórzy – naiwnym malarstwem. Ale może coś już o tym słyszeliście, bo niedawno wydałam memuary pt. „Podwójne życie Szaszkiewiczowej”, których fragmenty przed miesiącem tak pięknie czytała w radiu Anna Seniuk.

1

Jednak tych żywotów miałam więcej niż dwa, może trzy, a może cztery – tyle ile bab na jednym z moich obrazów. I tym, co są ciekawi, chętnie bym o swoim trzecim, czy czwartym życiu opowiedziała, a najchętniej szydełkiem. Opowiedziałabym, jak to jest mieć dziewięćdziesiąt sześć wiosen, a mimo to zachować pogodę ducha. Sportretowałabym swoich bliskich, przyjaciół – tych, którzy odeszli, i tych, co trwają na posterunku. Tylko gdzie się podziało moje szydełko? Słyszę zresztą, że szydełka już nie w modzie i życzliwe mi dusze radzą, abym mimo swoich lat nie wlokła się w ogonie postępu, ale założyła własny blog i obiecują mi w tym pomóc. Zapraszam więc na swój blog, może znów kogoś rozbawię i wzruszę? Czekam też na Wasze komentarze!