Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Kwas azotowy, czyli jak się tłumaczyć

Mój wnuk, nasz rodzinny historyk, wciąż drąży okupacyjne wspomnienia. Przypomniała mi się druga moja akcja dla AK, a mianowicie zdobycie  kwasu, potrzebnego najpewniej do jakiejś dywersji.

Otóż pewnego dnia zgłosili się do mnie znajomi z Podziemia, że pilnie potrzebują kilku litrów kwasu azotowego i kilku litrów kwasu siarkowego. Zapewnili mnie przy tym, że można je kupić o w sklepie u Shaiter’a w Rzeszowie. Już przed wojną był to duży sklep z artykułami dla rolników, który z czasem rozrósł się w trzypiętrowy dom towarowy. Kupowało się tam  wszystko, od podkowy, przez nawozy, aż po części do maszyn rolniczych. Jak wszyscy ziemianie, bywaliśmy tam często, więc moja obecność nikogo nie dziwiła. Na to właśnie liczyło Podziemie.

Gdy pytałam Akowców po co im te kwasy, okazało się, że sami nie wiedzą. Problem w tym, że zakup tak dużej ilości takich substancji mógł jednak wzbudzić czyjeś podejrzenia. Z kwasem siarkowym było jeszcze pół biedy, bo w gospodarce używało się go do badania próbek tłuszczu w mleku. Co prawda na nasze potrzeby wystarczały śladowe ilości, ale zawsze jakoś można by się wyłgać. Duży problem stanowił jednak kwas azotowy – gdy próbowałam podpytać znajomych do czego się go stosuje, nikt nie wiedział. Jak więc wytłumaczyć w sklepie chęć jego kupienia? Pojechałam  umówionego dnia do Rzeszowa licząc, że może nikt nie spyta, albo że wymyślę coś na miejscu.

Często tak w życiu działałam (i bardzo wszystkim polecam!), że tłumaczenie się z czegoś zostawiałam na przysłowiową ostatnią chwilę. Człowiek przyciśnięty do muru chyba się jakoś mobilizuje, bo zawsze znajdowałam odpowiednie słowa. Gdy na przykład wracałam zbyt późno do domu, nie wymyślałam wcześniej żadnej historii, tylko zdawałam się na impuls. Zdarza się, że już pytający odpowiada sobie sam, wystarczy tylko potwierdzić: „Co – znowu się pewnie zasiedziałaś u tej Krysi, tak?”. Wtedy wystarczy tylko potwierdzić.

Są też przecież inne sposoby – trzeba w momencie otrzymania niewygodnego pytania zarobić jakieś straszne zamieszanie: rozlać mleko, przewrócić coś robiąc wielki hałas, czy samemu się potknąć efektownie upadając. Po chwili nikt już nie będzie pamiętał, że to pytanie w ogóle padło.

Wchodząc więc do sklepu Sheiter’a nie miałam w głowie żadnego sensownego wytłumaczenia. Przywitałam się, podałam sprzedawcy listę zakupów i zaczęłam się rozglądać po leżących towarach. Subiekt to zapisał i poszedł realizować zamówienie. Myślałam, że mam spokój, gdy nagle, będąc już kilka metrów ode mnie, odwrócił się i zapytał: „A kwas azotowy to Pani do czego?”. To była tak rzadko kupowana substancja, że pewnie sam był ciekaw, ale odpowiedzieć trzeba… I nagle, jak zawsze, olśniło mnie!

Przypomniałam sobie, że kilka dni temu córki Shaiter’a, właściciela sklepu, spędzały wakacje w Babicy i chciały zagrać w tenisa na naszym korcie. Powiedziałam więc: „A wie Pan, nasz kort strasznie zarósł różnymi mchami i nie możemy tego nijak zwalczyć. Próbowaliśmy wszystkiego i nic nie pomagało. Na takie zielsko może pomóc tylko kwas azotowy. A przecież córki Pańskiego szefa za kilka dni chcą u nas zagrać ponownie.”

Oczywiście sprzedawca nie znał się na pielęgnacji kortu (bo niby skąd!), ale podziałało chyba nazwisko Sheiter’a, bo odpowiedział „a tak, oczywiście!”. I poszedł do magazynu. Ja zresztą nie musiałam wieźć tego kwasu, bo umówieni już wcześniej Akowcy odebrali go własnym transportem ze sklepu.

A mnie do dziś została w głowie zagadka: po co im był ten kwas? Gdy coś więcej poczytałam, okazało się, że kwas azotowy jest bardzo silny, niszczy nawet metal powodując jego korozję. Potem się pokątnie dowiedziałam, że być może był potrzebny Podziemiu do jakiejś dywersji w zakładach lotniczych – prawdopodobnie wystarczyło wpuścić parę kropel w niewidoczne miejsce silnika, by z czasem uległ on awarii.

Film z wernisażu

Drodzy czytelnicy, podaję link do filmu, który nakręcił na moich urodzinach Franciszek Vetulani. Bardzo dziękuję Frankowi za tę pamiątkę. Nie wiem jak mu się to udało zrobić w ciasnocie jaka tam panowała, ale efekt jest bardzo dobry. Zresztą zobaczcie sami: http://youtu.be/xyTB21fcucg

Wystawa, wystawa i po wystawie..

Kika Szaszkiewiczowa.Obiecałam Wam zdjęcia z mojego urodzinowego wernisażu – dotrzymuję słowa! Autorem, któremu bardzo dziękuję  jest fotograf, Grzegorz Kozakiewicz, który zawsze się znajdzie tam, gdzie się coś dzieje.

Kika Szaszkiewiczowa.A przy okazji raz jeszcze bardzo gorąco dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Marysi Tomaszewskiej za użyczenie lokalu, który był podziwiany na równi z moimi dziełami. Jurkowi Vetulaniemu za brawurowe poprowadzenie imprezy, a jego wnukowi Frankowi za ofiarne sfilmowanie całości. Mam nadzieję na prezentację filmu w jakiś nieodległy czwartkowy wieczór.

Kika Szaszkiewiczowa.Tamara Kalinowska pięknie zaśpiewała

Piwnicy dziękuję za kapitalny występ. Włodarzom Krakowa za odznaczenie mnie prawdziwym orderem! Czwartkowym przyjaciołom, komisarzom wystawy za jej aranżancję. Niewidzialnej ręce za użyczenie sztalug. Wszystkim gościom za to, że tak licznie dopisali. Dzieciom, że to wytrzymały i dobrze się bawiły. Mam nadzieję, że dorośli też.. Podobno pan Barman był bardzo miły i profesjonalny, a to najważniejsza funkcja w takiej sytuacji!

Kika Szaszkiewiczowa.Tadzio Kwinta ubawił wszystkich do łez i rozruszał towarzystwo – stara dobra szkoła kabaretu!

Z kolei do domu, z okazji moich urodzin napłynęły liczne kartki z życzeniami, przemiłe listy, kwiaty, a telefon dosłownie się urywał. Od Prezydenta Rzeszowa dostałam piękne życzenia.

Życzenia Prezydenta Rzeszowa

Wydawnictwo Literackie przysłało mi kosz wiosennych kwiatów oraz życzenia w formie wiersza (w końcu to literaci!), który zamieszczam poniżej.

Życzenia WLDostałam masę słodkich i pachnących prezentów oraz trochę dobrych książek. A także, od kochanych przyjaciół, oryginalnego anioła w fioletowej sukience, z dostawą do domu. I jeszcze piękny czajnik do parzenia herbaty, mojego ulubionego napoju (ze świetną herbatą w załączeniu) i śliczny dzwonek do wzywania kogoś z rodziny, gdy czegoś potrzebuję.

Z MurzynamiEgzotyczni goście

Ze Stavanger przyleciał mój wielbiciel Ryszard Kalinowski, z którego rodziną jestem zaprzyjaźniona od czasu, gdy na fali emigracji solidarnościowej osiedli w Norwegii. Przywiózł mi życzenia, opowiedział o nowinkach, o swojej teraźniejszej tam działalności. Pożartowaliśmy jak za dawnych czasów. Poczułam się jakby mi ubyło lat. Podobnie, gdy śpiewał dla mnie Jacek Wójcicki . Jeszcze raz dziękuję za wspaniałą zabawę!

Kika Szaszkiewiczowa.