Ania i Frania

Dostaję sporo listów przez Internet oraz komentarzy do bloga. Jest to bardzo miłe. Myślę więc o tym, jakie znaczenie w moim życiu miały listy, kartki pocztowe i widokówki. Trochę tego było. Teraz coraz mniej używa się poczty, więcej korespondencji idzie przez Internet, a nawet telefony komórkowe! Ostatnio dowiedziałam się od wnuka, że ten Internet jest też w komórce. Nie chce mi się wierzyć, ale kto wie? Co by nie było, pisanie do innych osób było i pozostaje dużą sztuką, która jest bardzo pomocna człowiekowi. Tak było ze mną.

Pierwsze i chyba najważniejsze listy, jakie dostawałam były słane od matki do nas, dzieci do Dworku Cisowego (miałam wtedy 10 lat), gdzie przez trzy lata byliśmy w szkolnym internacie. Dotyczyły zwykle spraw codziennych, rzadziej ważniejszych i wtedy matka, nigdy niczego mi nie narzucała, coś jednak doradzała. Czekało się na te listy bardzo. Niestety wszystkie one zaginęły podczas wojny. Od tego czasu wiem, że jak opuszczasz w pośpiechu dom (na przykład w sytuacji wojny), zabieraj przede wszystkim zdjęcia i ważne listy. Pewnie teraz każdy chwyciłby swój komputer, gdyż młodzi mówią, że mają w nim wszystko. No nie wiem, jednak drogiego nam charakteru pisma, na cienkich kartkach starej papeterii w nim nie ma.

Następne listy słane też niekiedy jeszcze nie przez pocztę, ale specjalnego posłańca, to były listy miłosne i różne, że tak powiem liściki. Oczywiście część szła pocztą np. z Przeworska do Czudca, a „Panna z poczty”, szybko je przekazywała do dworu. Mam taki piękny list od narzeczonego, którego miłe memu sercu żarliwe obietnice nic, a nic się nie spełniły. Mam też mądre listy pisane przez jego stryja „ku przestrodze” w tej samej sprawie, które absolutnie nie miały na mnie wpływu. Szybko wybuchła wojna i całkiem inne listy zaczęły krążyć w naszym świecie. Dużo później okazało się, że Panna z poczty, była wysoko w strukturach AK i podglądając korespondencję oraz depesze słane przez donosicieli do Gestapo w Rzeszowie, uratowała wielu osobom życie. W czasie wojny listy często pisało się szyfrem np. że „ciocie Ania i Frania zabrały się do prania i ostro młócą, angażując wszystkich innych, więc przed Bożym Narodzeniem skończą” co oczywiście oznaczało, że dzięki Anglii i Francji koniec wojny bliski.

Listy zmn.

Po wojnie, gdy zapadła żelazna kurtyna, listy z Zachodu dopiero były w cenie! Najlepsze były kolorowe widokówki, dzięki którym można było się dowiedzieć, jak ten świat wygląda. Dostawałam je od członków zespołu „Mazowsze”, który jeździł za granicę, a z którymi bardzo się przyjaźniłam. Wiele osób po wojnie zostało na Zachodzie i tak na przykład Lutyk Małkowski (syn Olgi Małkowskiej) w długim liście z Londynu opisał swoje losy okupacyjne. Z kolei z Paryża, Andrzej Niewęgłowski, architekt zaprzyjaźniony z bliskim mi gronem ludzi, wypisywał niestworzone historie o fikcyjnych osobach. Gdy komuś się udało wyjechać jak na przykład scenografowi Andrzejowi Majewskiemu, zaraz dostawaliśmy listy lub zdjęcia „stamtąd”, w tym wypadku z Rzymu. Pewnie niektóre nie dochodziły ze względu na cenzurę, ale większość tak, ku naszej nieopisanej radości. W dodatku wyjeżdżali twórcy, inteligentni i dowcipni, więc takie same było ich pisanie. Pamiętam, że kiedyś przybiegł do mnie z wiadomością Rysiek Taedling (który potem też wyemigrował do Danii), że nasz przyjaciel Kazik Wiśniak (którego rysowane liściki bardzo sobie cenię) został pobity w Zakopanem. Było to w piątek, a w niedzielę dostaję taką depeszę z Warszawy: „Miałem straszny sen, telegrafuj zaraz co z Kazikiem, Jan , Francuska 10” . Pojęcia nie miałam, kto pisze, ale ponieważ odpowiedź była opłacona, odpisałam na adres: Jan, Francuska 10: „Sen mara Bóg wiara”. Potem się okazało, że to nasz przyjaciel Jaś Biczycki, reżyser, który niekiedy mieszkał w Warszawie, choć częściej w Katowicach, i bywał nierzadko u mnie w Krakowie, dowiadywał się, co się konkretnie stało.

Mazowsze i ...

Gdy sama znalazłam się w Norwegii, jak się okazało na czterdzieści lat, właśnie dzięki listom (z telefonami było w Polsce trudno) możliwe było utrzymanie więzi z rodziną oraz z przyjaciółmi. To była najważniejsza forma komunikacji między ludźmi. Dowiadywałam się od syna, który został w Polsce, a któremu odmawiano paszportu, gdyż jego brat uciekł przez zieloną granicę na Zachód, jak mu się żyje. Sama regularnie pisałam listy i kartki (te kolorowe, na pociechę, że jest gdzieś taki świat). Mieliśmy wprawę w omijaniu cenzury PRL -u. Drogą listowną poznałam przyszłą synową już wtedy, gdy młodzi „chodzili ze sobą”. Pamiętam kiedyś przyleciał do mnie do Norwegii siostrzeniec, wyjechałam po niego na lotnisko biorąc po drodze pocztę ze skrzynki. Mając czas na lotnisku, przeczytałam w liście od syna, że zdecydowali się pobrać ze sobą, a na ślub potrzebują specjalnego ubrania tj. skafandry, górskie buty i solidny plecak i liczą, że im przyślę, bo w Polsce nie ma tego w dobrej jakości. A ślub planują wysoko w Tatrach. Ucieszyłam się tym, a równocześnie zrobiło mi się straszliwie żal, że nie będę z nimi w tak ważnym w życiu momencie. Smutek, który mnie ogarnął sprawił, że zaczęłam płakać coraz głośniej szlochając. Miejsce było dobre – nikogo znajomego na lotnisku. Nagle jednak wyrośli przede mną przyjaciele Helga i Christian Blanc, przerażeni moim stanem, gdyż nie należę do osób płaczących, ani zbyt uczuciowych. Wyjaśniłam im przyczynę tych łez, ale oni nie rozumieli. Myśleli, że jestem niezadowolona z tego, że syn się żeni, albo z jego wybranki. „Nic z tego” – mówiłam im – „po prostu płaczę z tęsknoty i tak w ogóle”. Nadal nie rozumieli, a ja nie mogłam przestać płakać, aż wylądował samolot z Łukaszem, więc musiałam przestawić się na siostrzeńca. Był on potem zresztą na ślubie mojego syna, jako delegat rodziny. Dzięki temu ślubowi dostawałam potem dużo listów od synowej, a następnie trojga wnuków. Gdy nastały komputery, listy te były nareszcie czytelne. Co postęp, to postęp!

11 myśli nt. „Ania i Frania

  1. justynides

    Pani Kiko!
    Jakiś czas temu z polskimi blogerami rozpoczęliśmy akcję pt. „Blogerzy Listy Piszą”. W skrócie: wg ustalonej listy krąży między nami zeszyt, w którym zapisujemy kolejne części tworzonej wspólnie historii, przesyłamy sobie również kartki pocztowe z miast, z których wysyłany jest list.
    Listy są cudowne, a oczekiwanie na nie jeszcze lepsze.

    Nasz profil na FB:
    https://www.facebook.com/BlogerzyListyPisza

    Pozdrawiam serdecznie,
    Justyna

    Odpowiedz
  2. Kripero

    Pięknie się Panią „czyta”. Tym piękniej im większy rozdźwięk widzę między dzisiejszym moim życiem a światem Pani wspomnień. Nie pamiętam kiedy ostatni raz pisałem listy ręcznie na papierze. Pewno ze dwadzieścia lat upłynęło od tego czasu. A od dziesięciu jedynym wyrazem, który „ćwiczę” ręcznie to mój podpis na kolejnych umowach w pracy… Chyba poszperam w starych dokumentach… Cudnie, że Pani jest…

    Odpowiedz
    1. Maciek

      Koniecznie proszę poszperać, od dziś, pod żadnym pozorem żadnych listów nie wyrzucać! Z każdym dniem nabierają wartości, a czas niestety przyspiesza coraz bardziej.. Po prawdzie te umowy o pracę też mogą być źródłem informacji dla potomnych. Na przykład wtedy, gdy już nie będzie tego sposobu zatrudniania – na podstawie umowy, tylko jakieś inne ekonomiczne rozwiązania. Aż strach pomyśleć..
      serdecznie pozdrawiam Stałego Czytelnika
      Kika

      Odpowiedz
  3. Łukasz

    Jest coś niesamowitego w Pani wpisach, co sprawia, że na sercu robi się lżej, kiedy się je czyta! Dziękuję za ten blog.

    Odpowiedz
  4. Karolina

    Pani Kiko!

    Pani musiała znać Olgę Małkowską! A może z Cisowym Dworkiem też wiążą się jakieś wspomnienia warte opisania…? To z pewnością byłaby wielka radość dla tych, którym bliski jest ruch harcerski, a dla których działalność założycieli polskiego skautingu to już dość odległa historia…

    Pozdrawiam serdecznie!
    Karolina

    Odpowiedz
    1. Kika

      Ma Pani rację, to już odległa, ale ważna i ciekawa historia! Postaram się coś o tym napisać, a Panią pozdrawiam serdecznie harcerskim czuwaj!
      druhna Kika

      Odpowiedz
  5. Pompon

    Droga Pani Kiko,
    Trafilam do Pani przez przypadek, ale na pewno tak szybko sobie stad nie pojde 🙂
    Jak pieknie sie czyta Pani wpisy…ile w nich ciepla, melancholii i radosci!
    Ja rowniez jestem na emigracji, w pieknej deszczowej Szkocji, juz od 10 lat… Kontakt z bliskimi i znajomymi w Polsce utrzymuje glownie przy pomocy internetu ale po przeczytaniu tej notki tak bardzo, bardzo zapragnelam dostac prawdziwy list! Szeleszczay papierem, pachnacy atramentem, w kopercie… Moze kiedys, od kogos… 🙂
    Pozdrawiam bardzo ceiplo z Krainy Deszczowcow!

    Odpowiedz
  6. Laura Bittner

    Pani Kiko !

    Jest pani urocza. Życie zabiera ludziom tak wiele czasu, dlatego tak niewielu użyźnia swoje nieużytki umysłowe.
    Pani tańczy do muzyki przeszłości i teraźniejszości.
    Jestem pod ogromnym wrażeniem charakteru niezłomnego i … rozciągliwego 😉

    Pozdrawiam,
    Laura, Warszawa, 27lat

    Odpowiedz
  7. Sylwia

    Witam Panią serdecznie z mroźnego Tczewa (to 32 km od Gdańska). Czytając wpis „Ania i Frania” w pełni się z Panią zgadzam że w komputerach jest „prawie wszystko” bo to co zapisane na kartkę własną dłonią to co innego niż literki wystukane klawiaturą. Mam już swoje lata ale mam nadzieję, że to dopiero połowa mojego życia i sama się przekonałam wiele razy że kartka czy list to super sprawa. Kiedyś jako mała dziewczynka wysyłałam listy do Francji do córek mojego ojca chrzestnego, którzy zostali po internowaniu zmuszeni do opuszczenia kraju w latach 80. Dla nich moje listy urastały do rangi skarbów a ja dopiero po latach zdałam sobie z tego sprawę. Od roku jestem szczęśliwą narzeczoną (dokładnie dziś mija rok) pewnego żołnierza Marynarki Wojennej, który wymyślił sobie prawie rok temu wyjazd na misję do Afganistanu. Przeżyłam te 7 miesięcy misji jako tako ale nikomu tego nie życzę co przeżywałam. Ale ja nie o tym tylko o tym że wpadłam na pomysł napisać mu i zapakować do bagażu 7 listów na każdy miesiąc misji jeden list. Jakie było jego zdziwienie jak je odkrył podczas rozpakowywania. Na kopertach miał daty kiedy ma je otworzyć (hi hi miałam pomysł co). Swoją drogą nie wiem czy sztywno trzymał się terminów, ale wiem że te listy dawały mu siły kiedy już do bólu tęsknił za domem i za mną. Te które już otworzył to czytał po kilka razy a zamknięte budziły ciekawość. Jak to ja (jak na mnie mówi „Wariatka”) postanowiłam jeszcze zmobilizować całą rodzinę i znajomych żeby wysłali mu do dalekiego Afganistanu karki urodzinowe. Jego radość była ogromna jak co jakiś czas dostawał kartkę z Polski i cała baza mu zazdrościła że on tyle korespondencji dostaje 🙂
    Z drugiej strony mi się też odwdzięczył bo na lustrze są zatknięte widokówki z Afganistanu – mało kto takie posiada.
    Także internet i klawiatura to jedno ale urok pisanej literki na papierze po latach jest bezcenny.
    Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę najważniejszego – ZDROWIA
    SYLWIA

    Odpowiedz
    1. Kika

      Trzeba przyznać, że świetny pani miała pomysł z tymi listami do narzeczonego. On był na tej misji w szczególnej sytuacji – nie są to wczasy! Dlatego Pani listy wzbudzały taką zazdrość. To jest zresztą tajemnicza sprawa to czekanie na list i radość z niego.. Codziennie przez szereg lat w tej Norwegii zaglądałam z równą ciekawością czy jest coś w skrzynce. Na szczęście rodzina to rozumiała i dostawałam listy dość regularnie, czego i Pani życzę
      z pozdrowieniami dal Pani i mroźnego Tczewa
      Kika

      Odpowiedz
  8. Dorka DOO

    Uważam , że pisanie listów czy kartek ma w sobie moc i dreszczyk emocji. Sama niedawno w piwnicy wyszperałam zaklejony szary kartonik w którym to znalazłam stare dokumenty i korespondencje rodziny(niestety już nieżyjącej) ale dla nas ma to bardzo duże znaczenie , gdyż dzięki tym listom dowiedzieliśmy się z mężem jak wyglądały dni codzienne naszej rodziny i z jakimi borykali się problemami.
    Czyta się takie listy i człowiek przenosi się nagle w inny świat, świat ludzi z dawniejszych lat i można prawie oddychac tamtejszym powietrzem. Można się też z takich listów wiele nauczyć np. tak żadko spotykanej w tych czasach POKORY. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Kika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *