Atak na ułanów

Zbliżają się moje urodziny, a wtedy prawie zawsze jestem chora, kaszlę, mam katar itd. Podobnie jak na imieniny. Pewnie to wynika z tego, że obydwa terminy przypadają na czas szalejących infekcji – bo to przedwiośnie, inaczej mówiąc przednówek, kiedy człowiek jest osłabiony zimą, a z kolei imieniny Ireny wypadają w jesieni, gdy zaczyna się plucha. Ale ponieważ w takim czasie nie wypada chorować, bo co sobie goście pomyślą, udaję żem zdrowa! To jest w ogóle najlepsza postawa w życiu – nie zważać na choroby i dolegliwości. Na drugim biegunie jest nadmierne skupianie się na nich, prawie hipochondria. Jestem z zawodu pielęgniarką, więc w pracy blisko obserwowałam obie postawy i muszę przyznać, że ta pierwsza jest o stokroć lepsza, chociaż niekiedy ryzykowna. Unikanie lekarzy to moja specjalność, są oni dobrzy tylko w roli przyjaciół, a i z tym ostrożnie! Zawsze człowiekowi coś znajdą, z czego „powinien” się leczyć. Niektórzy z nich mówią podobno, że nie ma ludzi zdrowych, są tylko niedobadani. Pracowałam też, jako dyspozytorka w pogotowiu ratunkowym, gdzie jak wiadomo są stany nagłe i często poważne, a ten kto odbiera telefon musi zachować zimną krew, rzeczowo porozmawiać i szybko wysłać karetkę lub uznać, że nie jest to konieczne. Ale wtedy jest ryzyko, że źle oceniłaś i spotykają Cię nieprzyjemności służbowe. A jeśli wyślesz pochopnie, i zabraknie karetki na poważny przypadek, to znowu źle. Nie ma złotego środka, trzeba uważnie myśleć i szybko decydować. Przydarzały mi się niekiedy wesołe sytuacje (jak zapewne wiecie jestem specjalistką od wesołych zdarzeń), np. taka, gdy dzwonił bardzo zdenerwowany facet i krzyczał: „to pogotowie? Proszę Pani szybko pomocy, bo tu jest atak jajników na ułanów!”. Znałam trochę topografię Krakowa, ale nie wiedziałam, że to ulica nazywa się „Ułanów”, więc myślałam, że to żart! Ale były też sytuacje tragiczne, gdy np. dzwonił młody chłopak, prosząc o przyjazd, gdyż jego kolega rzęzi, chociaż jak pili alkohol był zdrowy. Telefon odebrałam w fatalnej porze, gdyż o godz. 7.00 rano była zmiana dyżuru kierowców, więc ociągali się z wyjeżdżaniem. Wymogłam to jednak, a było bardzo blisko, gdyż pomyślałam, że gdyby to było głupstwo, chłopak by nie szedł dzwonić na pogotowie. I rzeczywiście była to poważna sprawa, która skończyła się zgonem młodego chłopca. Praca w służbie zdrowia wymaga mocnych nerwów!

Jeszcze mocniejsze zdrowie musisz mieć, gdy jesteś po drugiej stronie – jako pacjent. Zdarzyły mi się w życiu trzy, może cztery poważne operacje, z których gdybym sama się nie dźwignęła w sensie psychicznym, nikt by mnie z nich nie wyciągnął. Tak, tak – nie doceniamy psychiki człowieka w takich sytuacjach! W norweskim szpitalu byłam operowana i gdy mnie wreszcie wybudzili, okazało się, że mi się żółć do otrzewnej wylatała. Anestezjolog, zaprzyjaźniony Polak w Norwegii, niejaki Wiciu, powitał mnie z radosnym okrzykiem „no, udało się, żyjesz!”, usłyszał ode mnie zaskoczony: „bo jak człowiek chce żyć to nawet medycyna jest bezradna”. Powiedziałam to cichutkim głosikiem, ale była w nim wola życia! Kolejny raz nastąpił, po ciężkim wypadku (w wyniku czołowego zderzenia wyleciałam przez szybę przednia mikrobusu, gdyż nie miałam zapiętych pasów; zresztą na szczęście, bo przód, gdzie siedziałam, został zmiażdżony). Po operacji nie mogłam dojść do siebie, a stan mój określano, jako „poważny i niestabilny”. Przywołano mnie do życia obietnicą, że mój syn Maciek już leci z Polski i postanowiłam na niego poczekać, aby się pożegnać – tak bardzo byłam słaba i nie wierzyłam, że z tego wyjdę. Ale jak go zobaczyłam, znowu mi się zachciało żyć i wszelkie złe prognozy ku zdziwieniu lekarzy upadły. Miałam nagrodę za to cierpienie, bo po kolei wszyscy członkowie rodziny z Polski i Hiszpanii do mnie przyjeżdżali, nawet moja szalenie zajęta synowa siedziała murem przy mnie dwa tygodnie. No i ostatnia sytuacja, już nie tak groźna dla życia, to złamanie szyjki stawu biodrowego, która jednak skończyła się klasycznie zapaleniem płuc, czego jak wiadomo staruszki nie przeżywają. Ale to nie ze mną! Ja jestem raczej młodą staruszką, więc przeżyłam, a czas pobytu w szpitalu okazał się bardzo przyjemny, gdyż poznałam wspaniałego lekarza dr Kaszubę, odwiedzał mnie zaprzyjaźniony jeszcze z czasów piwnicznych profesor Andrzej Szczeklik, na którego oddziale leżałam, a także liczni goście bardzo przejęci sytuacją (i na dodatek dwa razy dziennie moja synowa).

Takie są profity z chorowania, ale jednak większe są z nieprzyznawania się do choroby, czego Wam serdecznie życzę! Mam pewność, że dlatego żyję tak długo, że starannie unikałam lekarzy, a jeszcze bardziej wszelkich leków.

4 myśli nt. „Atak na ułanów

  1. Andrzej Turczyński

    Witaj Kikuniu,
    czytałam Twojego bloga z dużym zaciekawieniem – nie przeszkadzało mi nawet cholernie niewygodne krzesło, na którym siedziałem. Cieszę się, że możemy się też w ten sposób kontaktować. Szkoda, że nie ma mnie wśród Twoich ulubionych mężczyzn, ale może to się jeszcze zmieni… Mam teraz trochę zajęć, bo koordynuję szkolenia trenerów piłki nożnej w weekendy.
    Serdecznie Cię pozdrawiam
    Andrzej

    Odpowiedz
    1. kika Autor wpisu

      Andrzeju Drogi,
      Cieszę się, że czytałeś ten wpis, byłeś wszak na urodzinach! Na przyszłość musisz się o miejsce przy mnie bardziej postarać! Urodziny za progiem, więc nadrobimy
      uściski
      Kika

      Odpowiedz
  2. Romek B

    Kika, gratuluje pomyslu z blogiem, lekko sie to czyta bo rozdzialy krotsze, 🙂
    A’propos chorob to rowniez zgadzam sie z toba jak i takze z Sokratesem ktory mawial aby chorobom poprostu nie przeszkadzac. Przez to tacy jak my chorujemy tylko raz w roku a reszta co miesiac, 🙂
    NB! Kika, masz pozdrowienia od Erika, spotkalem go pewnego zagonionego dnia w grudniu

    Odpowiedz
  3. Sylwia

    Witam Panią ponownie.
    Całkiem niedawno siadłam do Pani blogu i tak czytam go etapami. Co do służby zdrowia to podziwiam za pracę w pogotowiu bo tam rzeczywiście trzeba mieć żelazne nerwy i zdrowy rozsądek. Mam już nie całe 6 miesięcy do ślubu a tu unieruchomienie i to jeszcze ważnej rzeczy jaką jest stopa (miałam w czwartek zabieg na halluxa). Czemu do tego nawiązuje bo czytając myślę sobie że Pani wpisy tutaj i czas kiedy ja to czytam jakoś tak się miesza z moim życiem 🙂
    Pozdrawiam lekko zakatarzona Sylwia

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Romek B Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *