Babica: ciepło – zimno.

Zima powoli odchodzi, chociaż poranki jeszcze mroźne. Ptaki na tarasie nadal domagają się słoninki i słonecznika, Kotka Konstancja siedzi w oknie i patrzy w swój telewizor (karmnik dla ptaków za oknem), zmierzch wcześnie zapada. A w domu ciepło, sucho, przyjemnie. W naszym dworku w Babicy nie było tak dobrze!

Pokoje ogrzewano lepiej, ale w korytarzach i sieniach nie było wesoło. W domu królowały piece kaflowe, w których paliło się drewnem, były też gdzieniegdzie piece murowane i tynkowane. W salonie stał kominek.

Ojciec przy kominkuW przedpokoju głównym, do którego wchodziło się prosto z zewnątrz, stał „koksiak” – okrągły, wysoki jak człowiek, piec żeliwny, w którym, jako jedynym palił się koks. On dawał ciepło rozchodzące się po całym domu, ale oczywiście tylko blisko niego było naprawdę ciepło. W tym przedpokoju były tez szafy na wierzchnie ubrania i buty.

W pozostałych piecach, także w piecu kuchennym, paliło się drewnem, a czasem – kiedy był naprawdę srogi mróz – dorzucało się cennego węgla, który dawał więcej ciepła. Drzewo było dla nas darmowe, bo pochodziło z naszego lasu. W drewutni drwal ciął pnie i gałęzie, po czym rąbał je na mniej więcej podobnej wielkości kawałki (tzw. polana), które składował, a następnie wynoszone były one do kuchni i w pobliże pieców pokojowych. Najwięcej ciepła dawało drzewo bukowe, ale rzadko tym paliliśmy. Najczęściej używaliśmy drewna sosnowego i świerkowego.

Bez nazwy-1

Jak widać na zdjęciu, w głębi pokoju jest piec kaflowy. Nie było jednak zbyt ciepło, skoro moja siostra do czytania w bibliotece ubierała kożuszek.

Ojciec nasz pilnował, aby piece były „przestawiane” w stosownym czasie przez zduna, jednak nie uniknęliśmy niebezpieczeństwa. Pewnego razu, gdy nikogo oprócz służącego nie było w tej części domu, jego uwagę zwrócił dzwonek dobiegający z klatki schodowej prowadzącej na górę. Elektryczności jeszcze wtedy nie było w domu, ale były już do dzwonki na baterie. Zdziwił się, bo przecież nikogo tam nie było. Poszedł tam jednak, ale dzwonek już milczał. Krótkie jednorazowe dzwonki powtórzyły się w ciągu miesiąca kilka razy. Służący zaczął bojaźliwie napomykać o duchach i bał się tam chodzić. Od dawno mówiło się przecież, że na strychu coś straszy. Pogłoski te skwapliwie podtrzymywał poprzedni właściciel Babicy, dziadek Pawlikowski, chociaż doskonale wiedział, że tam kuny harcują. Pewnego wieczora dzwonek zaczął brzęczeć jednostajnie i bez przerwy. Służący przemógł się i poszedł za jego głosem. W korytarzu zobaczył kłęby dymu i języki płomieni wydobywające się ze szczeliny w ścianie. Wszczął alarm, pożar został opanowany. My dzieci (miałam wtedy około 10 lat) spaliśmy w drugiej części domu, mieliśmy niezłą frajdę, że coś się wreszcie dzieje!

Później okazało się, że w piecu przylegającym do ściany korytarza, od jakiegoś czasu zaczęła odpadać glina, która odsłoniła wewnątrz pieca belkę nośną stropu. Brak powietrza powodował, że belka jedynie się tliła, stopniowo się zwęglała. Czasem jednak drobne płomyki rozgrzewały przewody elektryczne tak, że następowało chwilowe zwarcie w przewodach dzwonkowych. W końcu jednak izolacja przepaliła się całkowicie i nastąpiło zwarcie, co włączyło ciągły sygnał dzwonka.

Przed nastaniem elektryczności, w domu mieliśmy na co dzień do czynienia z różnymi źródłami otwartego ognia: piece, lampy naftowe, świece, kominek. I nic się złego nie działo. Było bezpiecznie. Ale gdyby nie ten dzwonek na baterie, to pewnie spłonęlibyśmy doszczętnie jak się zdarzało innym dworom na przykład w Dzikowie (posiadłość Tarnowskich), czy Siarowie (dwór Długoszów).

 

9 myśli nt. „Babica: ciepło – zimno.

  1. Hanna

    Świetny temat wybrała Pani na Dzień Urodzin.Wspomnienia domu rodzinnego-już polubiłam Babicę.Obiecuję sobie kiedyś ją odwiedzić i pogłaskać Pani lipę {historia trzech lip- cudo}.Opowiedziałam ją na „babskim ” spotkaniu, przysparzając czytelniczek Pani bloga i książki.Życzę Pani dużo zdrowia,energii i pogody ducha,którą tak hojnie nas Pani obdarza.Wszystkiego najlepszego,ciepłego i smacznego Pani Kiko!
    Hanna S.

    Odpowiedz
    1. Kika

      Bardzo Pani dziękuję za miłe słowa. Dzisiaj świętowałam urodziny na imieninach Kazika Wiśniaka – wiernego przyjaciela i wspaniałego człowieka. Przy okazji dostałam też wiele życzeń, nie mówiąc o frykasach. Mam nadzieję, że moja Lipa pęka z dumy, a nadciągająca wiosna ją jeszcze ożywi.
      z pozdrowieniami dla Pani i Waszego Babskiego Grona
      Kika

      Odpowiedz
      1. Hanna

        A ja pękam z dumy,że Pani mi odpowiedziała tak miło.Moje” Babskie Grono”też pęknie z dumy,kiedy przekażę pozdrowienia.Spotkanie mamy 21-go marca. To jest Dyskusyjny Klub Książki przy bibliotece.Jakoś panowie nie garną się do czytania,nawet na emeryturze (na szczęście zdarzają się wyjątki).Pozdrawiam serdecznie, Hanna S.

        Odpowiedz
  2. Magdalena P.

    Szanowna Pani, z sentymentem powróciłam wspomnieniami do mojego domu z piecami kaflowymi, z kuchennym piecem na węgiel, gdzie zawsze stał gar cudownej rozgrzewającej zupy. To dom moich dziadków i mojego dzieciństwa. Jakże to było dawno…….Pozostając w „ciepłym” temacie składam Pani moc gorących życzeń urodzinowych i oczywiście drugiej setki!

    Pozdrawiam
    Magdalena

    Odpowiedz
    1. Kika

      Droga imienniczko mojej ukochanej wnuczki! Ależ się Pani rozgrzała i zapędziła z tymi życzeniami dla mnie! Wystarczy mi cztery lata byle w jakiej takiej przytomności umysłu! T następne sto lat niech spędzam już w innym, może lepszym świecie..
      serdeczności wielkie
      Kika

      Odpowiedz
  3. Basia

    Szanowna Pani!
    Składam najserdeczniejsze życzenia urodzinowe wraz z podziękowaniem za te piękne wspomnienia! grzeję sie w tym uroczym cieple!

    Odpowiedz
  4. Monika

    Najserdeczniejsze życzenia z okazji urodzin, zdrówka i nieustającej pogody ducha. Ciepłe już lekkim wiosennym słonkiem pozdrowienia z Poznania!

    Odpowiedz
  5. marianna01

    Droga Pani Kiko, wszystkiego najlepszego Pani życzę , zdrowia najbardziej.
    Moja ukochana wnuczka ( na razie jedyna ) też ma na imię Magdalena 🙂
    Pani książkę kupiłam niedawno ( jak tylko odkryłam Pani blog) i przeczytałam w jedną noc.
    Pozdrawiam serdecznie z krakowskich Klinów.

    Odpowiedz
  6. Dorka DOO

    Pani Kiko ja jeszcze mieszkam w domu w którym są kaflowe piece i kuchnia węglowa. Ma Pani rację w całym domu za ciepło nie jest ale jak się weźmie do ręki książkę i usiądzie koło takiego „kaflaka” nóżki się doń przyłoży i jeszcze kawusia ….bezcenne! Do kaloryferka nie da się tak przytulić 🙂 .Niestety albo stety mój mąż myśli już cały czas o zrobieniu centralnego ogrzewania . Na razie jednak zbieramy na to pieniążki może się uda w tym roku…ale będę tęsknić za moim pieckiem.:) Pzdrawiam ciepło 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *