BABICA: Flecista z Hameln i świecący chleb

W naszym domu w Babicy od zawsze był poważny problem ze szczurami. Panoszyły się szczególnie dokuczliwie na folwarku, tj. w stajniach, chlewniach i oborach, ale niemało ich było także w naszym dworze i na podwórzu. Ich traktem były rury kanalizacyjne, którymi wędrowały od Wisłoka. Koty i psy przepłaszały je oczywiście ochoczo, ale nie na tyle, aby problem nie istniał. Różne próby walki z nimi dawały nader mizerne rezultaty. Były wprawdzie w handlu dostępne rozmaite preparaty i trucizny na szczury, ale zwykle ich stosowanie kończyło się podobnie: pojedyncze gryzonie dawały się skusić na proponowaną przynętę, po czym znikały gdzieś w zakamarkach, a następnie przez dłuższy czas wydobywał się stamtąd nieznośny fetor. Szczury uchodzą za inteligentne, sprytne zwierzęta, które żyją stadnie, przekazują sobie informacje po to by ostrzec się nawzajem przed wielkim niebezpieczeństwem.

W tamtych czasach często odwiedzali nasz dom rozmaici domokrążcy, drobni handlarze, ludzie poszukujący pracy, naciągacze, żebracy. Pewnego razu pojawił się mężczyzna, który przedstawił się, jako były pracownik cyrku, który obecnie poszukuje zatrudnienia. Ojciec nakarmił go, ale grzecznie odmówił, gdyż nie miał pracy dla niego. Człowiek ten pożegnał się, a tuż przed odejściem zapytał jeszcze tylko: „A może macie problem ze szczurami?”. Ojciec nastawił uszu, po czym z wyraźnym zwątpieniem odpowiedział, że mamy wprawdzie, ale on już wie z doświadczenia, że nie ma na nie rady i nie sądzi, żeby „Pan akurat miał skuteczny sposób na nie”. Mężczyzna pokazał mu słoik z jakąś maścią i powiedział, że on zna sposób na szczury i tym słoikiem je załatwi. Ojciec dał mu pięć złotych. Za taką sumę można było przed wojną na przykład zjeść dobry obiad w dobrej restauracji. Kiedy Ojciec opowiedział to domownikom, spotkały go kpiny i docinki, że znowu dał się nabrać i nazbyt jest rozrzutny.

Tymczasem mężczyzna dowiedział się od służby, gdzie szczurów jest najwięcej. Zażądał dużo chleba. Porozkładał go w tych właśnie miejscach. Nie pozwolił się podglądać, ale widziano, że chleb ten czymś nasączał. Poprosił ponadto, aby w tych miejscach postawić pojemniki z wodą. I poszedł sobie nie czekając na efekty.

Po zmierzchu służba z niepokojem i obawami donosiła, że ten chleb świeci! Było takie niebieskozielone światełko, jak np. mokre próchno, albo fosfor. Jednocześnie pojawiły się szczury, które jadły przynętę, potem piły wodę i wkrótce potem padały. Do północy pojawiło sie ich około setki. Nazajutrz rano było ich już kilkaset! Wychodziły z najgłębszych nor i padały na podwórkach. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że jest ich aż tyle! Były wśród nich młode, dorosłe i stare. Największą sensację wzbudzały takie dziwne, najstarsze, posiwiałe, aż białe. Nikt nigdy nie widział czegoś podobnego. Wszyscy byliśmy bardzo poruszeni tym wydarzeniem.

flecista z HamelnFlecista z Hameln – który w bajce braci Grimm wyprowadził szczury z miasta

Od tej pory przez dwa lata problem szczurów w Babicy zniknął. Wiele osób, sąsiadów, członków dalszej rodziny i znajomych dopytywało się o adres owego „cyrkowca”, albo jakąkolwiek możliwość kontaktu z nim, sam Ojciec też chętnie by go spotkał ponownie. Ale nie było takiej możliwości. Ze szczurami walczyło się więc, po staremu, czyli z mizernym skutkiem. Wędrowiec ten nie pojawił się już nigdy. A szkoda! Dzisiaj najpewniej można by go znaleźć przez internet.

4 myśli nt. „BABICA: Flecista z Hameln i świecący chleb

  1. Danka Miler

    Kochana Kiko poruszyłaś mocny temat. Wiem od rodziców, że po wojnie szczury szalały , nawet w domowej kanalizacji. Staram się nie pamiętać opowieści rodziców , ale od małego dziecka boję się o tym myśleć a jak się zdarzy to brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!! Przesyłam serdeczne pozdrowienia , niestety w tym roku nie udało się nam przyjechać do Krakowa, chociaż mieliśmy konkretne plany . Tadeusz miał pilną pracę i musieliśmy odwołać wyjazd. Do zobaczenia za rok.Ucałowania i dużo zdrowia. Danka

    Odpowiedz
    1. kika Autor wpisu

      Danusiu Droga, bardzo miło, że się odezwałaś! Nie sądziłam, że ten temat kogoś zainteresuje.. Szczurzy problem znam jak długo żyję, może rzeczywiście po wojnie zwierzęta te były aktywniejsze, szukały pożywienia. Teraz się o tym mało mówi, ale przecież one gdzieś żyją!
      Będę czekać na Was w Krakowie bo już prawie nie ruszam się z domu. Chociaż jak coś ciekawego się kroi to siadam na wózek i jadę! W ten sposób byłam ostatnio na koncercie Piwnicy w teatrze Słowackiego oraz na dwóch wystawach. Przyjemnie mi, że czytasz bloga, zawsze to jakiś kontakt. Uściski dla Ciebie i dla Tadeusza. Wasza Kika

      Odpowiedz
  2. zolwik

    Mnie zainteresowalo rowniez. Nic nie mam do szczurow. Ale tylko do takich domowych pupilkow ktore ubostwiam. Ale az tyle szczurow tam było? Jeju, musialo to wygladac okropnie. Plaga jakas.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  3. Justyna

    Ciekawe. Czy udało się ustalić co takiego było w tym słoiku i jaki związek z tym miała woda? Może zachodziła jakaś reakcja chemiczna, która te szczury zabijała?

    Rok temu byłam w Kopalni Guido, gdzie od przewodniczki dowiedziałam się, że szczury dawniej były wykorzystywane jako swego rodzaju sejsmografy. Wyczuwały najdrobniejsze drgania i jeżeli w kopalni działo się coś złego, to uciekały pierwsze. Takie uciekające szczury zwykle zwiastowały tąpnięcie i wszyscy górnicy bardzo się z nimi liczyli.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *