Babica: LAS, Norwegia: GRZYBY

W naszym majątku mieliśmy lasu 300 morgów. Ojciec bardzo dbał o ten las, tropił kłusowników, dokarmiał zwierzynę, selekcjonował drzewa itd. Nasz las był dorodny zdrowy, bujny. Ojciec znał się na tym wybornie. Często słyszałam, jak widząc las lichy, zaniedbany mówił złośliwie: „To nie las, to drągowina!”.            Las

Co roku, aby pozyskiwać drzewa na opał, ojciec wraz z gajowym chodzili po lesie i typowali poszczególne drzewa na ścinkę. Wybierali drzewa chore, uszkodzone, tworzące nadmierną gęstwinę. Zaznaczali je dla drwali. Drwale ścinali je, po czym następowała zwózka. Ojciec zabraniał zwozić pnie przedwcześnie, żeby nie niszczyć pól. Musiało się z tym czekać do pierwszych mrozów, a najlepiej do opadów śniegu. Pnie wędrowały wtedy do folwarku. Było to miejsce blisko dworu, na które składało się podwórze, czyli plac otoczony zabudowaniami gospodarczymi (gumno – to jest wielka szopa na zboże, spichlerz na ziarno, warsztat, stajnie dla koni, obora dla krów, świniarnia – chlewnia, kurnik, szopa na narzędzia rolnicze). Za nim kopcowano ziemniaki, buraki i inne warzywa. Dalej stała stodoła na siano, ciągnęły się grzędy warzywne, sad.
Dzięki temu, że wcześnie poznałam las, dobrze się orientuję we wszystkim, co go dotyczy. Znam dużo gatunków drzew, ptaków w nich zamieszkujących. Znam się na dzikiej leśnej zwierzynie – tej drapieżnej i tej płowej. Ale najbardziej znam się na grzybach!
Wiosna w pełni rozkwitła, pojawiły się piękne, świetliste forsycje i szlachetne magnolie, świat pięknieje. Pamiętam, że na wiosnę, w maju i czerwcu zbierało się w Babicy grzyby, smardze. Są to grzyby dziwne, nietypowe z wyglądu, bo bez rozłożystych kapeluszy, raczej o wąskich, szpiczastych czapkach, pomarszczone, brunatne.

smardz2                    Smardz-1

Są przewyborne, smaczne w każdej postaci: i smażone i pieczone, faszerowane, marynowane. Ich smak i aromat jest bardzo silny, charakterystyczny, niedający się pomylić z żadnymi innymi grzybami. Dzisiaj niestety są już bardzo rzadkie. U nas pojawiały się na piaszczystej glebie, po każdym wiosennym wylewie Wisłoka, nad którym mieszkaliśmy. Smardze, to dla mnie dobre wiosenne wspomnienie.
Znajomości grzybów uczyłam się od Mamy, która znała się na nich znakomicie. Wiedza ta przydała mi się bardzo w Norwegii. Ten kraj to prawdziwe królestwo grzybów. Jest tam dużo lasów z licznymi polankami, dużo wody w licznych jeziorach, jeziorkach i stawach, bardzo częste deszcze. A na dodatek, Norwegowie w ogóle nie zbierają i nie jedzą grzybów! Jeśli spotykało się czasem grzybiarzy w lesie, to niewątpliwie byli to albo Polacy, albo Francuzi. Chyba rozumiem niechęć Norwegów do grzybów, odkąd zauważyliśmy, że ilekroć Norwegowie dali się skusić na przygotowywane przez nas potrawy z grzybów, to mieli potem zaburzenia gastryczne – w odróżnieniu od nas. Najwidoczniej od pokoleń nie byli przyzwyczajeni do grzybowej diety. Jest to tym dziwniejsze, że jeszcze niedawno był to jeden z najbiedniejszych krajów Europy, bez rolnej gleby i mieszkańcy żywili się przeważnie produktami dzikiej przyrody. Fakt, że przede wszystkim fauną i florą morską. Do dziś tak zresztą jest.
Sezon grzybowy zaczyna się tam około 20 sierpnia. Kiedy po raz pierwszy udaliśmy się do lasu z koszykami, okazało się, że tyle jest tych grzybów, że zapełniliśmy je w ciągu pół godziny. Najpierw zbieraliśmy wszelkie jadalne grzyby. Następnie jednak zorientowaliśmy się, że samych prawdziwków nazbieramy też dużo. Wysypaliśmy te dotychczasowe i zrywaliśmy same borowiki. Potem same młode, potem tylko młode kapelusze. Po trzech godzinach wróciliśmy do domu z pełnymi ich koszykami. Od tej pory zmieniliśmy taktykę.
W dużych restauracjach można było pozyskać duże, około 20 litrowe, niepotrzebne im wiadra po majonezie. Pakowaliśmy je do samochodu, wraz z nimi małe, poręczne wiaderka dla każdej osoby i jechaliśmy na grzybobranie. W lesie duże wiadra rozstawialiśmy na różnych polankach i z małymi wiaderkami chodziliśmy po niewielkim obszarze pięknego lasu. Z nich zebrane grzyby wsypywaliśmy do dużych wiader, a po ich zapełnieniu zanosiliśmy je do samochodu. Mieliśmy swoje ulubione miejsca i nabieraliśmy wprawy. Dzięki temu, zwykle po około 2-3 godzinach jedna osoba zapełniała 5-6 dużych pojemników.
Czasem dla urozmaicenia zbieraliśmy także kozaki (szczególnie lubiliśmy te o pomarańczowych i czerwonych kapeluszach – tzw. krakowiaki) oraz kurki, gdyż były łatwe do obróbki, a rosły one w lasach w ogromnych koloniach, ścieliły się całymi łanami. Rydze w naszym okręgu Rogaland są rzadkie, częściej rosną w Norwegii północnej.
Mój siostrzeniec Łukasz Jarochowski rozmawiał stamtąd kiedyś telefonicznie z kolegą i na pytanie, czy jest tam dużo grzybów, powiedział: „– Co Ci będę gadał, niech Ci da wyobrażenie fakt, że tu na grzyby jeździ się o 5.00 po południu!”.

Grzyby 2Ja, Łukasz i  Iwonna Jarochowscy 

Po grzybobraniach zaczynała się oczywiście ogromna praca z czyszczeniem krojeniem, segregowaniem i przygotowywaniem plonu. Na dłuższe przechowywanie mieliśmy opracowany sposób. Trzeba było wcześniej zebrać dużo kartonów po mleku, umyć je i wysuszyć, po czym zapełnić pokrojonymi i obgotowanymi grzybami. Następnie zamrażało się je i były na zimę. W Norwegii popularna jest publiczna usługa polegająca na udostępnianiu ludziom w kilku punktach miasta, za niewielką opłatą, chłodni z wieloma dużymi i małymi zamrażarkami. Ponieważ zima tam trwa długo, zapasy robi się spore i na dłuższy czas (ryby, mięso, warzywa itd.). Bardzo to wygodne. Kartony z zamrożonymi grzybami często wysyłaliśmy do Polski w podróżnych lodówkach. W stosownym czasie, po rozmrożeniu, grzyby smażone lub gotowane z cebulką i przyprawami były świetnym dodatkiem do potraw.
Suszenie takiej ilości grzybów w warunkach domowych było sporym wyzwaniem. Dzięki przyjacielowi z Polski – Włodkowi Zychowiczowi – i synowi Maćkowi, i na to znalazł się sposób. W dużych kartonach po meblach zainstalowali oni szereg prętów z drutu na różnych wysokościach. Ponadto wewnątrz umocowali sporą żarówkę, która dawała ciepło. Niepełna szczelność pudeł i stosowny dobór mocy żarówek, dawały odpowiednią temperaturę, ruch powietrza i przewiew. To były nasze najprostsze i najlepsze suszarki do grzybów.
Mam sentyment do grzybów, gdyż w Norwegii ich zapach w święta przypominał mi polską, rodzinną Wigilię

6 myśli nt. „Babica: LAS, Norwegia: GRZYBY

  1. Jonatan

    Witam. Ciekawy opis..
    Chcialbym wybrac sie jeszcze w tym roku na grzyby – tylko nie wiem czy nie jest juz za pozno.

    Odpowiedz
  2. Aga

    Mam znajomego w Norwegii który mówi,że grzyby w Norwegii są niesmaczne gorzkawe,czy to przyczyna klimatu? i zbiera tylko w Polsce.Proszę o jakąś odpowiedź.

    Odpowiedz
  3. aassddff

    Ja zbierałam grzyby jeszcze dzisiaj, było ich malo ale tej jesieni calkiem sporo udalo sie ich zebrac, nie zauwazylam zeby ktores mialy jakis dziwny smak. a raczej sklanialabym sie przy tym ze kolega ma chory zoladek, bo podobny problem miala mama i kiedy zrobila z tym porzadek grzyby znow zaczely jej smakowac 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *