BABICA – nasze gniazdo rodzinne

Pisałam poprzednio o udziale mojego Ojca w bitwie gorlickiej podczas I Wojny i szczęśliwym skutku odniesionej przez niego rany na polu bitwy. Szczęście w tym nieszczęściu polegało na tym, że mógł wraz z żoną (moją późniejszą moją matką) osiedlić się w Babicy i zająć się podupadłym majątkiem.

Babica Konstanty Pawlikowski ojciec OlgiPoprzednim właścicielem majątku w Babicy był mjr austriacki Konstanty Gwalbert Paweł Pawlikowski. Urodził się on w 1831 r. Jego brat Józef był austriackim generałem. Byli oni spokrewnieni z pisarką i poetką Marią Pawlikowską-Jasnorzewską, z domu Kossak.

Babica Karolina NitcheKonstanty Pawlikowski poślubił wdowę po Teofilu Wasilewskim, właścicielu Czudca (oraz Nowej Wsi, Zaborowa, Markuszowej i Pstrągowej) – Karolinę Joannę Wasilewską z domu Nitsche, ur. w 1834 r. w Czudcu. Niejasne plotki rodzinne utrzymywały (zapewne złośliwie, z zawiści), że prawdziwym powodem, dla którego kupił on Babicę i ożenił się z wdową, była jego szalona miłość niej, która trwała od dawna, jeszcze podczas jej poprzedniego małżeństwa. Rzekomo zrobił to, dlatego, aby być blisko ukochanej. A po śmierci jej męża poślubił ją. Nie dajmy jednak wiary tym pomówieniom. Karolina zmarła w 1890 r., natomiast Konstanty Pawlikowski zamieszkał samotnie w Babicy. Nie był dobrym zarządcą, ani gospodarzem, więc majątek stopniowo podupadał. Zmarł w Babicy w 1904 r. Rok przed śmiercią przekazał Babicę w testamencie Marii Zofii Wiktor z Czudca (mojej Matce). Wynikało to stąd, że Pawlikowscy byli bezdzietnym małżeństwem. Natomiast córką zmarłej żony z poprzedniego małżeństwa była Aleksandra, a Maria Wiktor była jej wnuczką.

Babica Aleksandra Wasilewska z MuchąAleksandra Wiktor  (zwana Olgą) z córką Marią (zwaną Muchą)

Znowu pojawiły się plotki, że może 14-letnia wtedy Maria to nie tylko wnuczka żony, ale owoc zakazanej miłości Konstantego i Karoliny. Wynikałoby z nich, że moim pradziadkiem nie byłby Józef Wiktor, lecz Konstanty Pawlikowski senior. Oczywiście nie dajemy wiary niesprawdzonym pomówieniom, nawet tak romantycznym! W imieniu młodziutkiej właścicielki Babicy pieczę nad majątkiem sprawowała jej matka – Olga Wiktor z domu Wasilewska, urodzona w r. 1867. Z pierwszym mężem Józefem Wiktorem z Wojkówki miała trójkę dzieci: syna Zdzisława (1885-1916), córkę Marię Zofię (1889-1943) i syna Józefa (1896-1972). Później, po tragicznej śmierci męża, wyszła za mąż za Witolda Uznańskiego, który podczas II wojny został zamordowany przez hitlerowców. Olga przekazała Babicę córce po jej zamążpójściu, a więc w 1913 r. Sama mieszkała wtedy w pobliskim Czudcu, a Babica popadała w ruinę. Zmarła w 1936 r. w wieku 69 lat. Młode małżeństwo moich rodziców, „radując” się z powodu ran odniesionych przez Chimka w bitwie pod Gorlicami mogło się osiedlić w swojej Babicy.

Gorlice Maria (Mucha)Ojciec, znakomity zarządca wielu majątków ówczesnej arystokracji zabrał się energicznie do dzieła i stopniowo postawił Babicę na nogi. Uwili nasze gniazdo rodzinne. Jedno tylko wtedy zmartwienie nie pozwalało im cieszyć się do końca: nie mogli doczekać się dzieci. Modlili się do Matki Boskiej, patronki Mamy, aż po czterech latach przyszłam na świat ja. Ojciec wystawił wtedy w naszym parku, na wysepce w jeziorku, dużą figurę Matki Boskiej, jako wyraz wdzięczności za córkę. Potem przyszli jeszcze na świat moja siostra Maja i brat Kot. Przy każdym urodzeniu dziecka Ojciec zasadził lipę w pobliżu domu. Do dziś stoi tam jeszcze tylko moja lipa. Z naszej trójki też żyję tylko ja jedna.

Joachim (Chimek) JarochowskiWiem, że już kiedyś pisałam o mojej lipie, ale nie dziwcie się, że do niej wracam. Tak jak wracam do „mojej”  Babicy, którą straciłam zanim stała się całkowicie moja. I do rodziców, o których myślę z czułością i wdzięcznością.

5 myśli nt. „BABICA – nasze gniazdo rodzinne

  1. szeptucha

    Droga Pani Kiko

    Smutno bez Pani nowych wpisów… :( Czekam i czekam, a tu nic! Upały gotują nawet myśli w głowie, chętnie by się człowiek odprężył przy Pani opowieściach. Mam nadzieję, że czuje się Pani wyśmienicie i że pogoda nie przeszkadza jednak w niczym? Serdecznie Panią pozdrawiam i przesyłam upojny, cudowny zapach maciejki! :)

    Odpowiedz
  2. Kika

    Droga Pani,
    to nie upał sprawia, że milczę (upały kocham), tylko znaczne pogorszenie formy zdrowotnej. Obawiam się, że trwałe. Również psychicznie czuję się dużo gorzej i umysł już nie ten. Ale – jak pisała Agnieszka Osiecka – „jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy”. W końcu jednak i to przyjdzie na człowieka. Dam wtedy znać, ale ufam, że jeszcze wrócę do czytelników. Serdeczności wielkie i dziękuję za maciejkę. Synowa dba o to, bym patrzyła na kwiaty. A Pani mi jeszcze zapach przysłała! To kapitalny prezent przypominający o słodyczy smakowania życia..
    Kika

    Odpowiedz
    1. szeptucha

      Droga, Kochana Pani Kiko

      Czy jest ktoś, kto potrafi smakować życie z wszystkimi jego blaskami i cieniami, lepiej od Pani? Chyba nie… Można się tylko uczyć, przyswoić sobie Pani punkt widzenia i porzucić wszystkie udręki, bo na co komu one, w chwili, kiedy się dzieją? Takie wyciągam wnioski z Pani historii. Uczy Pani radości życia, szacunku dla każdej minuty, w najbardziej nawet dramatycznych okolicznościach widzi Pani choćby iskrę radości. Trudno nawet opisać, jak wiele pozytywnych myśli i uczuć wyzwala „podglądanie” tego bloga. Można chyba śmiało powiedzieć, że jest Pani naszym skarbem narodowym! W każdym razie tak zaczęłam od pewnego momentu o Pani myśleć.

      Serdecznie pozdrawiam i z całego serca życzę Pani powrotu do pełni sił i dobrej formy!

      Odpowiedz
  3. Anna

    Szanowna Pani Kiko,
    Jako Pani stała czytelniczka przesyłam Pani moc pozdrowień i życzenia zdrowia. Zawsze podziwiam intensywność Pani życia i poczucie humoru.
    Serdeczne pozdrowienia
    Anna

    Odpowiedz
    1. Witold Leszek

      Szanowna Pani Kiko
      Powróciła do nas jesień, złotem przykryła Dział i Pogórze, a teraz z wiatrem, w cwale znajduje dolinę Wisłoka. Podążamy jej, ich śladem, jak wcześniej Pani i tak samo, zbieramy listki skarbów, których nikt i nic nam nie może odebrać. Są bezcenne, są do rozdania. Pani swoją własną drogą przeniosła je i podzieliła się ze światem, a ten pozostał olśniony, lepszy… Szukamy wciąż tych ścieżek…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *