Babica: „Więcej światła!”


W naszym domu w Babicy elektryczność nastała dopiero w 1935 roku, kiedy miałam 18 lat. Dzisiaj to sobie aż trudno wyobrazić, że mogło nie być w codziennym życiu żarówek, lodówek, radia, robotów kuchennych, nie mówiąc już o telewizji i komputerach!

Podstawowym źródłem światła w naszym domu było oczywiście światło dzienne. Mieliśmy sporo okien, więc od wschodu do zachodu słońca nie było źle. Pory dnia w znacznym stopniu regulowały życie nasze i naszych zwierząt domowych, czy gospodarskich. Wraz ze zmierzchem zaczynało się panowanie lamp naftowych i świec.

Były różne lampy, w zależności od ich przeznaczenia. Małe, kilkucentymetrowe z drucianą siatką zamiast szklanego klosza, były przeznaczone do niewielkiego, ale wystarczającego oświetlenia np. drogi do stajni i niewielkich rutynowych czynności. Spełniały rolę podobną do dzisiejszych podręcznych latarek. Największymi były lampy wiszące. Na przykład nad dużym okrągłym stołem w bibliotece wisiała lampa z imponującym, ozdobnym kloszem rozpraszającym światło.

lampa-wiszaca-i

Przy tym stole toczyło się najczęściej nasze życie rodzinne i towarzyskie. Tu spędzaliśmy wiele czasu na czytaniu, rozmowach, drobnych zajęciach i innych zainteresowaniach. W sąsiednim dużym pokoju światło płynęło z ciężkiego wiszącego świecznika ośmioramiennego.

Świecznik żydowski

Ojciec kupił go kiedyś w Czudcu od rabina za krowę. Ale było warto. Ten piękny świecznik świeci do dziś (już nie świeczkami, lecz elektrycznymi żarówkami świecznikowymi), a krowa najprawdopodobniej już dawno zjedzona.

Poza tymi, które opisałam, pamiętam jeszcze różnej wielkości lampy i świeczniki stosowane do różnych celów. W salonie przy wejściu stał spory specjalny stolik przeznaczony tylko na lampy.

IMG_6899

Zwykle stało ich tam kilkanaście.

Na przykład ojciec miał swój ulubiony mały świecznik z szeroką podstawką, który stawiał sobie na piersiach, gdy leżał w łóżku i czytał książki przy świetle świeczki.

IMG_6881  Lampion

Były lampy stosunkowo lekkie, przenośne, które niosło się w ręce podczas przejścia korytarzami, czy schodami. Niektóre z nich dawały światło wokoło, inne – bardziej skierowane w jedną stronę, dzięki przymocowanym do nich lusterkom lub błyszczącym blaszkom.

  lampa naftowa przenośna     lampa-naftowa-a17     Lampa naftowa zwykła

Były też lampiony i lampioniki z szybkami w metalowych ramkach, które stawiało się na stole lub nosiło się na haczykach. Lampy stołowe służyły do kameralnego oświetlenia podczas czytania, czy innych zajęć wymagających siedzenia przy stole.

IMG_6884   Lampa naftowa stołowa

Były one zwykle ozdobne, barwne. Niektóre lampy paliło się zwyczajowo codziennie od zmierzchu do spania, na przykład w przejściach, sieniach, którymi częściej się przechodziło pomiędzy pomieszczeniami.

Taki dom, jak nasz, miał siłą rzeczy bardzo wiele zakamarków, korytarzy, klatek schodowych, korytarzy i innych pomieszczeń, więc różnych lamp musiało być dużo. Ich używanie powodowało, że stale w domu unosił się zapach nafty i lekkiej spalenizny od dymiących knotów. Był to jednak zapach miły, domowy, swojski. Ogólnie w domach było znacznie mniej światła niż dzisiaj. O wiele więcej miejsc było kompletnie ciemnych. Nie było też w domu właściwie żadnego światła wpadającego po zmierzchu z zewnątrz, co dzisiaj jest normą. Wieczorami i nocą, gdy nie było księżyca i gwiazd, na przykład z powodu zachmurzenia, to na zewnątrz domu było naprawdę czarno.

Niektóre lampy i lampiony świeczkowe były przeznaczone do stawiania na zewnątrz. Na przykład, jako źródło światła dla gości podjeżdżających pod dwór. Musiały być uodpornione na deszcz, śnieg, czy wiatr.

IMG_6897

W pojazdach używano specjalnych latarni mocowanych z boków na specjalnych uchwytach, masywnie obudowanych w metalowych skrzynkach z grubymi mniejszymi szybami w ściankach. Musiały być odporne na wstrząsy, deszcze i mrozy. Miały one znaczenie ostrzegawcze i sygnalizacyjne w ruchu na drodze. Stosowano je jeszcze w pierwszych samochodach Ford T.

1910Ford-T

Światło elektryczne oczywiście podniosło znacznie nasz standard życia. Nie było jednak tak malownicze i romantyczne.

Do dziś mam sentyment do tych dawnych lamp i świec.

Jedna myśl nt. „Babica: „Więcej światła!”

  1. Basia

    Dziękuję za kolejny piękny kawałek historii! Pani książka urzeka , a tu zaglądam kilka razy dziennie, czekając na więcej!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *