Blumka

Nie tak dawno wspominałam, że trudno mnie ostatnio zastać w domu, bo się bywało tu i tam. Na przykład w Muzeum im. Emeryka Hutten Czapskiego przy ul. Piłsudskiego – mój Boże, jak ta ulica za mojego życia już się nie nazywała! Najpierw Wolska, w 1933 nadano jej nazwę Józefa Piłsudskiego, za komuny przemianowano na Manifestu Lipcowego, a po odzyskaniu wolności przywrócono jej przedwojenną nazwę – Józefa Piłsudskiego.

muzeum Czapskich

Muzeum Czapskich

Od ponad stu lat przy tej ulicy mieści się pałac Czapskich, z bezcenną kolekcją numizmatów, starodruków, map, wytworów rzemiosła itd. Są tam unikalne numizmaty polskie, np. pierwsze wydania Kochanowskiego i Reja, zbroje rycerskie, kontusze, pasy słuckie, zabytkowe grafiki. Wszystkiego wymienić nie sposób, bo kolekcja liczy ponad sto tysięcy eksponatów, związanych głównie z dziejami Polski i rodziny Czapskich. Polecam wszystkim szczególnie małą salkę, w której znajdują się wzruszające pamiątki po Józefie Czapskim, w tym jego niezwykły portret namalowany przez Jana Lebensteina.

 Czapski

Oczywiście, wszystkich eksponatów z tej kolekcji się nie pokazuje, ale i tak jest czym oczy nasycić: pięknem pałacu, cudownymi parkietami i plafonami, gabinetem hrabiego Czapskiego, cudowną klatką schodową i pełnym wdzięku ogrodem na tyłach pałacu.

 czapski 1a

Bardzo byłam rada z tej wyprawy, w której towarzyszyli mi synowa, Maciek i nasz przyjaciel Jasiu, bo choć Czapski udostępnił swoją kolekcję rodakom w 1903 r. – nigdy w jego pałacu nie byłam. Przed wojną jakoś mnie tam nie ciągnęło, a po wojnie muzeum było wiecznie zamknięte i popadało w ruinę. Tak więc, przez siedemdziesiąt lat żaden śmiertelnik nie mógł podziwiać skarbów Emeryka Czapskiego.

czapski 2

A przecież po wojnie miałam ku temu okazję, bo wielokrotnie do Czapskich zapraszała mnie moja bliska znajoma Helena Blum, przez wszystkich zwana Blumką. Była ona wybitnym historykiem sztuki. Propagowała przede wszystkim sztukę nowoczesną, szczególnie awangardę krakowską. A czyniła to m. in. na łamach ,,Tygodnika Powszechnego”, z takim zapałem pisząc o malarstwie Marii Jaremy, że zbulwersowała tym bogobojnych krakowian i biedny Jerzy Turowicz musiał tłumaczyć się przed kardynałem Adamem Sapiehą z oskarżeń, że propaguje sztukę bolszewicką.

Blumka pracowała w Muzeum Narodowym, do którego należy pałac Czapskich. Toteż przekroczywszy w końcu jego progi, nie mogłam wprost opędzić się od wspomnień o Niej. Była ode mnie starsza o kilkanaście lat i poznałam ją dopiero po wojnie, na początku lat pięćdziesiątych, gdy zamieszkałam w Krakowie. W tym czasie nikomu jeszcze nie śniło się o Piwnicy pod Baranami, więc artyści, szczególnie malarze, spotykali się w Kawiarni Literackiej przy Sławkowskiej, która znajduje się w pobliżu Akademii Sztuk Pięknych. Kawiarnia ta należała do Noworolskiego, tego samego, który był właścicielem wciąż istniejącej kawiarni w Sukiennicach. Było to ładne i funkcjonalne wnętrze. Niemal codziennie bywała tam Hanka Cybisowa, którą znałam od niepamiętnych czasów, bywał Wacław Taranczewski, rektor Akademii, z którym się z czasem serdecznie zaprzyjaźniłam, bywał Jerzy Fedkowicz, bywała Jaremianka i Kornel Filipowicz, bywała znakomita skrzypaczka Eugenia Umińska. Hankę poznałam przed wojną, innych podczas wojny, a jeszcze innych – jak Taranczewskiego, który pochodził z Poznania, czy Umińską, którą los zagnał do Krakowa po upadku Powstania Warszawskiego – dopiero po wojnie. Jednym słowem w Literackiej bywał cały Kraków. Więc i mnie tam można było zastać, i to często! Ale przede wszystkim zastać w Literackiej można było Blumkę, która siadywała najczęściej przy stoliku z Hanką, Jaremianką, z Taranczewskim i Fedkowiczem. Przy tym stoliku siadywałam także i ja.

Blumka

Helena Blumówna we Lwowie w 1929 r.

Blumka była Żydówką, rodem z Wiednia, jak się ostatnio dowiedziałam, a studiowała przed wojną we Lwowie i w Paryżu. Jak i gdzie przeżyła okupację, tego nie wiem, bowiem po wojnie nie było zwyczaju, by wyciągać z ludzi ich wspomnienia. Jeśli ktoś nie chciał opowiadać, o tym, co niedawno przeżył, nie należało się o nic pytać. To była niepisana zasada, bo każdy miał coś w tych strasznych powojennych czasach do ukrycia, niekiedy były to sprawy bolesne, czasami wstydliwe, czasami zbyt niebezpieczne, by się nimi w nowej, komunistycznej Polsce chwalić. Każdy miał coś na sumieniu – albo pochodzenie, albo działalność w AK, albo niewłaściwe znajomości itd., itd. Nie było człowieka, który byłby – że tak powiem – czysty. Jedynym w naszym towarzystwie, który nie czynił tajemnicy ze swoich okupacyjnych losów, był rzeźbiarz Ksawery Dunikowski, który kiedyś na pytanie, gdzie przeżył okupację, odpowiedział, że bawił… w Oświęcimiu, bo był więźniem obozu.

Blumka BoznańskiejHelena Blum, obraz autorstwa Olgi Boznańskiej

Wszyscy, których spotykałam w Literackiej, byli ludźmi utalentowanymi i wykształconymi, ciekawymi, obytymi i dowcipnymi. Pamiętam, jak pewnego razu wpadł do Literackiej roztrzęsiony poeta Jerzy Horodyński i od progu woła: „Straszne rzeczy się dzieją z poetami, ledwo zmarł Gałczyński, a już chowają Tuwima, aż się, proszę państwa, boję o siebie!”. „Niech pan się nie martwi – ja na to – pomór przyszedł tylko na dobrych poetów!”

Ale najbardziej dowcipna w tym gronie była Blumka, miała cięty język i lubiła wodzić rej w towarzystwie, a poza tym miała wpływ na wszystkich, którzy znaleźli się przy jej stoliku. Z Blumką można było rozmawiać na każdy temat – i o historii, i o polityce, o sztuce nie wspominając. W jej przypadku, wielka inteligencja szła w parze z ogromną erudycją. Darzyła mnie sympatią i zawsze serdecznie zapraszała, abym się do niej przysiadła, można nawet powiedzieć, że matkowała mi w sensie towarzyskim.

m_XX314

Portret Heleny Blum autorstwa Hanny Rudzkiej-Cybisowej,

Gdy z początkiem lat pięćdziesiątych przyjechałam do Krakowa, byłam w kłopotach finansowych, a do tego z dwójką małych dzieci na głowie, i pamiętam, że Blumka pomogła mi wtedy, kupując ode mnie dla Muzeum Narodowego starą i piękną wazę, którą zabrałam ze sobą opuszczając w 1944 r. nasz dom w Babicy. I przy tej okazji po raz pierwszy zaprosiła mnie do Czapskich. Blumka zmarła w 1984 roku, a ja z jej zaproszenia skorzystałam niemal w trzydzieści lat po jej śmierci.

A kawiarnię Literacką zamknięto przed kilkunastu laty i odtąd jej duch straszy wszystkich, którzy przechodzą Plantami.

4 myśli nt. „Blumka

  1. beata

    Piekna opowieść pięknej osoby o pieknej osobie, spisana i zilustrowana rownie znakomicie. No to sie pozachwycalam…..
    W niektorych akapitach ( Ale najbardziej dowcipna…..W jej przypadku, wielka inteligencja szła w parze z…..) slowo Blumka mozna zastapic Kika bez zadnego wahania ani uszczerbku, caluje

    Odpowiedz
  2. nowodworczanka

    om jag får lov att be – noworolski, a nie nowodworski!

    noworolski robil w kawiarnictwie krakowskim – zas nowodworski w rycerstwie, takze miedzynarodowym

    Odpowiedz
    1. kika Autor wpisu

      Bardzo serdecznie dziękuję za zwrócenie uwagi na oczywisty błąd, który się zdarzył przy wpisywaniu tekstu do kolejnego wpisu. Już poprawiłam.
      Tusen hilsen!
      Kika

      Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź kika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *