Caritas – moja Ania

Są ludzie, którzy lepiej niż inni potrafią się opiekować chorymi czy starszymi osobami. Sama jestem pielęgniarką i przez wiele lat opiekowałam się chorymi, ale wciąż się zastanawiam, na czym to polega, że pewni ludzie mają dar do zajmowania się innymi w taki sposób, że chorzy czy starzy czują się spokojni i bezpieczni.

Gdy pracowałam jeszcze w Polsce, przed moim wyjazdem na Zachód (tak się wtedy mówiło), uczyłam się pielęgniarstwa i niestety doświadczenia z tej nauki nie były zachęcające. Obie strony – pielęgniarki i opiekunki, jak ich podopieczni – niezbyt przepadały za sobą, traktowały się nawzajem bez należnego szacunku. Myślę teraz, że wynikało to stąd, iż praca ta była słabo płatna, a jej warunki ciężkie. Pozycja osoby opiekującej się innymi była dość niska. Wyraża to też język, mówiło się „służba zdrowia”, a jak wiadomo, służenie innym ludziom nikomu nie pochlebia. Może poza stanem zakonnym, z którego wywodziło się wiele pielęgniarek, zwanych stąd „siostrami”. Znaczenie tych słów jest bardzo symboliczne. Ale opiekowania się nie nobilitowało. Pielęgniarki często były lekceważone, a one odpłacały tym samym swoim pacjentom. Takie mam wspomnienia z lat sześćdziesiątych lat w Krakowie.

Gdy wyjechałam do Norwegii i nauczyłam się języka tak, że mogłam pracować w zawodzie, okazało się, iż jest to praca jak każda inna. Nigdy, mimo iż wykonywałam różne czynności, nie czułam się upokorzona. Warunki pracy były bardzo dobre, płaca godziwa, a ludzie życzliwi, mimo tego iż sama praca bywała trudna, gdyż opiekowałam się mocno starszymi osobami, często z psychicznymi problemami. Traktowali mnie ci ludzie często jak kogoś z rodziny, a ja nie dementowałam tego. Niekiedy wręcz nazywali mnie „mamusią”, przedstawiając mnie w ten sposób z dumą własnej rodzinie, która przyszła w odwiedziny. Relacje nasze były bardzo serdeczne. Nie wiem, czy tylko ze względu na dużo lepsze warunki mojej pracy, a ich pobytu w oddziale. Czułam do nich wielką i w pełni odwzajemnioną sympatię. Okazywałam ją czasem poprzez kontakt cielesny, pogłaskanie, dotyk. Każdy człowiek tego potrzebuje, a najwięcej osoby starsze. Zdarzały się oczywiście osoby humorzaste, ale nie brałam do siebie ich uwag. Przeciwnie, zawsze miałam poczucie humoru, co zwykle ratuje nas w trudnych sytuacjach. Pamiętam, jak pewien stary pastor złościł się, że nie ma na dyżurze mężczyzny, aby mu zawiązał krawat. Gdy mu pokazałam, że potrafię zawiązać krawat, początkowo nie krył zdumienia, a potem zadowolenia i podziwu dla mnie.

Zauważyłam, że starsi ludzie, których pielęgnowałam, mieli mi wiele do powiedzenia. Wystarczyło słuchać nie zawsze składnych historii i zyskiwało się ich wdzięczność, a oni uspakajali się. Chętnie oglądałam z nimi zdjęcia rodzinne (pamiętacie, jak niedawno radziłam wszystkim, by w razie gdyby musieli opuszczać na zawsze swój dom, nie zapomnieli zabrać ze sobą rodzinnych fotografii?). W sumie każdą rzecz robiłam z energią, bez przykrości, wesoło, co z pewnością udziela się wszystkim na około. I wtedy dostaje się nawzajem dużo serdecznej wdzięczności. Jest to dla opiekuna ważne, chociaż może nie jest niezbędne.

Gdy sama znalazłam się w sytuacji osoby potrzebującej opieki, a po nie tak dawnej operacji biodra, wręcz pielęgnacji, zdarzył się cud i zjawiła się osoba, która jest ideałem opiekunki: moja Ania. Wejście Jej w nasz dom i życie było stopniowe, początkowo Ania miała zajmować się mną, gdy rodzina szła do pracy – byłam wtedy jeszcze niezbyt sprawna, leżałam w specjalnym łóżku – a z czasem okazało się, iż Ania zajmuje się całym domem. Jej delikatność, kultura osobista, pomysłowość i samodzielność sprawiła, że nasze życie stało się lżejsze – jak w Norwegii! Ona sama chętnie słuchała moich opowieści – poczynając od czasów przedwojennych, poprzez czas Piwnicy pod Baranami, aż do Norwegii. Wyłożyłam Jej historię sztuki współczesnej, opowiedziałam między innymi o znanych mi osobiście malarzach kapistach – co Ją szalenie zainteresowało. Byłyśmy razem na kilku wystawach, gdy jeszcze byłam na lepszym chodzie.

Z Anią na wystawie MajewskiegoZ Anią i Romkiem Łodzińskim  na wystawie Andrzeja Majewskiego

Wszystko to w atmosferze serdecznej przyjaźni i dyskretnej troski z Jej strony, bez nadmiernej ingerencji. To jest chyba ideał opiekunki i z pewnością tworzą go cechy osobowości człowieka, ale też wzajemne staranie się o dobrą relację. A przecież Ania nie jest dyplomowaną pielęgniarką, w ogóle nigdy nie pracowała zawodowo (poza tym, że na dobrym poziomie i z przyjemnością prowadziła swój dom, mając dość liczną rodzinę). Jej obecność w naszym domu i życiu jest nie do przecenienia. Tak uważamy wszyscy: rodzina, a także nasi przyjaciele.

 Poniżej: wspólny SylwesterSylwester z Anią

6 myśli nt. „Caritas – moja Ania

  1. JOanna

    Szanowna Pani,
    czytam Pani bloga od niedawna ale codziennie.
    Takich ludzi jak Pani jest bardzo mało, pełnych energii, humoru, pozytywnego myślenia i szaleństwa jak myślę.
    Gdy na Panią patrzę mam ochotę czerpać życie pełnymi garściami, wystawiać twarz do słońca i tańczyć.
    Ma Pani piękny zawód, który rzeczywiście w polskim świecie mało znaczy. Ale są też ludzie, którzy odpłacają nam na dawną dobroć.
    A teraz do Pani Ani:
    Pani Aniu, proszę dobrze sie opiekować moją ulubioną blogerka.
    Z poszanowaniem
    Joanna

    Odpowiedz
  2. ela Sloma-Gromny

    Pani Kiko!

    Wlasnie skonczylam czytac ksiazke i znalazlam filmik z uroczystosci w „Piwnicy..” i … dalej mialam niedosyt i wtedy znalazlam BLOGA i radosc wielka, bo moge czytac dalej!! Jeszcze wiecej zdjec i jakos dalej moze byc Pani obecna w moim zyciu, a po skonczeniu ksiazki stala sie Pani mi tak bliska, ze nie moglam przebolec, ze trzeba sie rozstac, a tu okazal sie internet zbawieniem. Zycze duzo zdrowia!

    Odpowiedz
    1. Kika

      Dziękuję za miłe życzenia. Mam nadzieję podyktować jeszcze trochę moich wspomnień, dlatego zapraszam na blog.
      serdeczności
      Kika

      Odpowiedz
  3. Małgorzata

    Pani Kiko, dobra opiekunka czy pielęgniarka to taka, która jest empatyczna i pełna szacunku dla drugiego człowieka. Pani te cechy posiada, stąd takie właśnie podejście do pacjentów, jakimi się Pani opiekowała.
    Los postawiła na Pani drodze wspaniałą Panią Anię jako podziękowanie za troskę, jaką okazywała Pani kiedyś innym ludziom 🙂
    Pozostawiam moc serdeczności 🙂

    Odpowiedz
    1. kika Autor wpisu

      Może ma Pani rację, że moja Ania jest podziękowaniem od losu. Ale czyżby los był aż tak łaskawy? No może ze względu na mój sędziwy wiek bardziej się stara..
      dla Pani również wiele serdeczności
      Kika

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *