Cup of tea

Home, my sweet home! Nareszcie wróciłam do domu, chociaż nie byłam w stanie wejść do niego na własnych nogach. Jestem dużo słabsza bo apetyt mam tylko na herbatę i to taką jak lubię: mocną, gorzką i podaną w pięknej porcelanowej filiżance. A jak się zapewne domyślacie nie miałam do niej dostępu w pensjonacie, gdzie podają w kubeczku lekko zabarwioną wodę i usiłują ci ją posłodzić!

filiżankaMam nadzieję, że „moja” herbata postawi mnie na nogi, chociaż synowa mi podaje dodatkowo jakiś wzmacniający napój o smaku waniliowym i zapewnia, że i tak muszę wrócić do jedzenia. Ale póki co myślę z wdzięcznością o herbacie. Lubiłam ją już przed wojną, a jeszcze bardziej wtedy, gdy ktoś z babickich gości oświadczył, że jest znacznie lepsza, gdy niesłodzona. W czasie wojny piło się napój herbaciany gorszego sortu, a kawy prawie nie było. Ale już po wojnie, pamiętacie herbatę Ulung w puszkach? W Norwegii, która pije cienką kawę na sposób amerykański, można było kupić każdy rodzaj herbaty i rozmaite podgrzewacze na stół, co sprawiało, że była cały czas dostępna. Nawet –  jak przed wojną – dostepna była herbata z samowara! Był czas, że po godzinie 17.00 nie mogłam pić mocnej herbaty, gdyż wtedy nie mogłam zasnąć. Odkryłam wtedy smakowe herbaty owocowe, w tym moją ulubioną z czarnej porzeczki. Teraz piję herbatę naturalną, czasem earl grey, chętnie lapsang souchong, która smakuje jakby była lekko podwędzana. Tak więc rozkoszuję się swoim łóżkiem, herbatą oraz towarzystwem Konstancji, która przywitała mnie owacyjnie, a teraz głośno mruczy, gdy ją głaskam.

kika i KotKonstancja zwana Kotą, z którą dzielę pokój oraz łóżko

Patrzę też na kwiaty – ostatnie piwonie i ostro pomarańczowe bratki, które pachną szalenie. Nie ma to jak w domu! W telewizji jak to mówią ogórki, ale też sensacje z jakimiś podsłuchanymi rozmowami. No i piłka nożna, będzie można wspólnie z wnukiem i może nawet synem oglądać mecze. Powoli dojdę do siebie i mam nadzieję wrócę do pisania dla Was. Synowa z pewnością zacznie wystawiać mnie w fotelu na taras, gdzie kwiatów ponoć moc! Przybędą czwartkowi goście, wpadną z wrzaskiem prawnuki: Pola, Malwina, Ignaś i Julka, a może Maurycy i Makary oraz coraz bardziej rozumny (sądząc ze spojrzenia) półroczny Adaś. A co do remontu – wciąż trwa i końca nie widać..

5 myśli nt. „Cup of tea

  1. Dorka DOO

    Życzę szybkiego powrotu sił i pisania !
    Na pewno na tarasie siły wrócą oby tylko słonko świeciło!
    U nas póki co zimno , słońce przykryły chmury ale na pewno za parę dni sie pojawi i znowu będzie ciepło.
    Jeszcze raz życzę szybkiego powrotu do pełni sił i dobrej mocnej herbaty 🙂

    Odpowiedz
  2. beata

    Herbatka herbatką, ale Cie brakowalo, zeby nam osłodzic życie. Adas musi, ze rozumny, bo w tej rodzinie inaczej sie nie da….
    caluje

    zobacz na historie twojej ulubionej herbaty lapsang souchong:
    Herbata pochodzi z gór Wuji i powstała przypadkiem jak to wiele wynalazków. W dynasti Quing przez te góry wędrowały wojska no i w czasie przemarszu wojsk raczej nie można było się niczym zajmować stąd opóźnił się proces suszenia herbaty no a że Chińczykom się spieszyło z tym to postanowili przyśpieszyć naturalny proces suszenia herbaty przez podgrzewanie na ogniu no i użyli do tego obficie rosnących tam sosen stąd no powstała herbata o takim typowym wędzonym smaku. No a okazało się, że jest dobra no i można wykonywać ją szybciej przygotowywać niż klasycznie herbatę stąd proces ten zyskał popularność.

    Odpowiedz
    1. Kika

      No proszę! Człowiek tak długo żyje, a o wielu ciekawych rzeczach dowiaduje się od młodych. Pozdrawiam Cię serdecznie, już nie mogę się doczekać spotkania.
      Twoja Kika

      Odpowiedz
  3. Basia

    Jak miło powracać do domu, i my cieszymy się z Panią ! Dobra herbata zawsze stawia na nogi ! Serdeczności przesyłam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *