Emigracja – blaski i cienie

Wiele razy rozmawiałam z bliskimi osobami o tym, jak to jest, gdy się opuszcza ojczyznę. Jest to zawsze poważna decyzja , a jej koszty ogromne. Chociaż bywa, że zyski większe, jeśli na przykład ratuje to życie. Gdy byłam młoda, nie przypuszczałam, że znajdę się w sytuacji emigrantki, wiązałam swoje plany z życiem w Babicy lub w podobnym miejscu. W sumie trudno mi teraz ocenić, co było dla mnie większą zmianą: utrata majątku czy wyjazd z Polski. Jedno zresztą poniekąd wynikało z drugiego. Na opuszczenie Babicy jednak nie miałam wpływu (było to bolesne), natomiast emigracja, to była moja decyzja, która wiązała się z nadzieją zmiany życia swojego i dzieci, na lepsze.

Norge 4 

Moja sytuacja tylko do pewnego stopnia była „typowa” dla emigrantów. Wyjeżdżałam z kraju w 50 roku życia, a więc dość późno na rozpoczynanie go na nowo. Jechałam raczej w ciemno (miałam tam zaprzyjaźnionego młodego Norwega, który wcześniej studiował na ASP w Krakowie), do kraju gdzie Polonia nie była duża, więc nie mogłam liczyć na jej oparcie. Był to kraj, o którym wiedziałam, że jest piękny, ale wtedy jeszcze wcale nie był bogaty (olejowy boom w Norwegii zaczął się w latach siedemdziesiątych). Język norweski okazał się trudny, mimo, iż znałam niemiecki. Musiałam imać się prac fizycznych, jak to się teraz mówi „na zmywaku” w hotelu Victoria. Co tu dużo gadać – było ciężko. Z drugiej strony, wiadomo było, że nie ma powrotu, gdyż mój młodszy syn uciekł z Polski przez zieloną granicę, co sprawiło, że nasz powrót do Polski groził więzieniem dla niego, a zatrzaśnięciem granicy dla mnie. Wtedy wydawało się, że „na zawsze”.

Norge 5

Zabawna jest ta iluzja, że gdy znajdujemy się w jakiejś sytuacji życiowej, obojętnie dobrej czy złej, myślimy, że będzie ona trwała zawsze. Tak przynajmniej było w moim pokoleniu. Teraz paradoksalnie to, co młodzi mają „na zawsze”, to są ciągłe zmiany, jakim podlegają. Biorąc to pod uwagę powinni lepiej się do nich adaptować. Ale czy tak jest?

Tak czy owak los imigranta jest szczególny, gdyż on w obcym kraju, na nowo, od początku musi zbudować swoje życie. Jest to dla niego szansa na to, aby było lepsze, ale też poczucie utraty tego, co zostawił za sobą. I oczywiście dużo zależy od czasów, w których się to dzieje (teraz mamy w Europie otwarte granice), od nastawienia i od cech osobowości człowieka (w tym gotowości, aby zostać obywatelem nowego kraju). Ja podeszłam do tego pozytywnie. Myślałam o przyszłości dzieci, która w tamtej Polsce jawiła się ponuro.

Gdy myślę o emigracji, o Polonii, z którą miałam kontakt, w Norwegii czy Anglii, widzę, że były różne jej fale gdyż różne jej powody. W Stavanger po wojnie zostało czterech Polaków (wiemy, że w Londynie całe przedwojenne towarzystwo). W Oslo było ich więcej, ale na owe czasy była to duża odległość i nie było telefonów komórkowych. Za moich czasów, to jest od późnych lat sześćdziesiątych przybyło ich kilkoro w poszukiwaniu pracy. Była ona w owych czasach bardzo opłacalna dla Polaków, szczególnie jak wysyłali zarobki do Polski.

Z kolei w późnych latach siedemdziesiątych zaczęły przyjeżdżać osoby, które miały dość komuny w Polsce, a gdy powstała Solidarność, której działacze mieli kłopoty, zaczęli przyjeżdżać oni – prosząc o azyl polityczny. Stan wojenny przesądził sprawę – kolejne osoby przygotowywały się do wyjazdu z Polski i gdy nadarzyła się okazja – docierali do Stavanger, gdzie przyjmowała ich już nieco liczniejsza i lepiej zorganizowana Polonia. O jej działalności dla Polski napiszę osobno. Chcę tylko zaznaczyć, że również oni zdawali sobie sprawę z tego, że nie ma powrotu do Polski. A ta właśnie okoliczność czyni decyzję o emigracji tak dramatyczną.

Norge 8

Niektórzy działacze podziemia zostawiali w Polsce swoje rodziny, które stawały się swoistymi zakładnikami. Dla młodych, kochających się osób z małymi dziećmi było to niezwykle trudne. Tym więcej szukali oparcia wśród rodaków na tak zwanej obczyźnie. Kościół Polski stanął tam na wysokości zadania i wspierał ich duchowo. Nasz dom stał się też azylem dla przybyszów, Jasza dwoił się i troił w pomaganiu im w urzędach, szukaniu pracy. Niektórzy z nich nie znali nawet angielskiego. Wielu jednak miało fach w ręku, a także genetyczną smykałkę Polaków, którzy stawali się cenionymi pracownikami niemal w każdej firmie. I jak to Polacy: w potrzebie pomagali sobie nawzajem. Nasza mała społeczność szybko się zorganizowała. Podziwiałam tych, którzy pracowali po to, aby wykształcić dzieci, a nie tylko zdobyć to, co dla Polaków w kraju było nieosiągalne to jest auta i skórzane kanapy. Gdy ta pierwsza fala emigracji opadła, zaczęli pojawiać się rodacy, którzy szukali w Norwegii większego niż mieli w Polsce dobrobytu, chociaż często powodziło im się tam całkiem nieźle. Ale nie im chciałam poświęcić ten tekst, tylko tym, którzy z kraju musieli wyjechać – to bowiem zawsze jest najgorsze i najtrudniejsze.

2 myśli nt. „Emigracja – blaski i cienie

  1. JOASIA z Sanoka

    Szanow2na Pani Kiko! Uwielbiam Pani sposób myślenia (a zapewne i życia?) nacechowany spokojną refleksją, humorem i mądrością życiową. Rzadko kto tak, jak Pani mówi o emigracji. Nie mam zamiaru nigdzie emigrować, ale od dziś wiem, że gdybym się kiedyś zdecydowała, to nie mogłabym naiwnie myśleć, że „jakoś to będzie”. To jednak jest poważna decyzja życiowa i wymaga poważnego namysłu.
    pozdrawiam Panią z pięknego Sanoka. Powinna Pani go zwiedzić!
    Joanna

    Odpowiedz
    1. Kika

      Droga Pani, dziękuję za miłe słowa od , jak mi się wydaje, rozsądnej osoby! Co do Sanoka, znam go dobrze, a także piękne okolice, gdyż mieszkała w nich moja rodzina. Pozdrawiam zatem Panią i Sanok bardzo serdecznie
      Kika

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *