Hanka Cybisowa

Lało jak z cebra, ale jak moja synowa coś postanowi, to trudna rada. A właśnie onegdaj postanowiła, że w piątek wybieramy się na wystawę Hanny Rudzkiej-Cybisowej. Zresztą ja też od dawna bardzo chciałam zobaczyć tę wystawę, bo przecież Hanka przez lata całe była bardzo ze mną zaprzyjaźniona. Maciek, mój syn, siadł więc za kierownicą, i dalejże! Po drodze utknęliśmy jednak w potwornym korku, kiedy więc zajechaliśmy pod kamienicę Hipolitów na Placu Mariackim, gdzie mieści się Muzeum Historyczne, byliśmy spóźnieni trzy kwadranse. Czekał na nas nasz przyjaciel Jasiu, nawet dość zadowolony, żeśmy się spóźnili, bo od kilku lat nie był na Rynku. Obejrzał więc Kościół Mariacki, posłuchał hejnału, pogadał z kwiaciarkami, pokręcił się po Sukiennicach i był szalenie zachwycony urodą Krakowa.

No więc witamy się, idziemy, a tu masz ci los: by obejrzeć wystawę, trzeba zejść do głębokiej piwnicy, po stromych schodach, co w moim wieku jest nie lada wyczynem. I na dodatek zawieruszyła nam się gdzieś synowa! Ale patrzę, a tu Wanda biegnie z dwoma rosłymi, sympatycznymi kelnerami z kawiarni, która się mieści na dziedzińcu Hipolitów. Ci mili młodzieńcy posadzili mnie na fotelu i znieśli do piwnicy. I tak nagle znalazłam się w dawno minionym czasie, w z niezwykłym smakiem odtworzonym mieszkaniu i pracowni wielkiej malarki.

Wystawa Cybisowej

Obejrzałam najpierw dziesiątki zdjęć z lat jej młodości, studiów na Akademii w Krakowie, a potem w Paryżu. Zobaczyłam ją młodą i roześmianą, w towarzystwie Jana Cybisa, jej męża, Józefa Czapskiego, Artura Nachta i wielu innych malarzy i przyjaciół.

Wystawa Cybisowej4

A potem stanęłam zachwycona przed dziesiątkami jej szkiców portretowych i kilku obrazami. Nie było ich wiele, ale za to jakie piękne! Dotąd mam przed oczyma autoportret Hanki czy przepiękne martwe natury bądź pejzaże z Lanckorony i Bretanii. Bardzo mnie też poruszyło ostatnie dzieło Hanki – niedokończony bukiet kwiatów. Poczułam się wzruszona, patrząc na te obrazy, tym bardziej, że w piwnicy odtworzono tak dobrze mi znany dom Hanki, który był zarazem jej pracownią.

Wystawa Cybisowej2

Znalazły się tam fotografie jej rodziców, meble z jej mieszkania, biurko, bibeloty, nawet instrukcja do nagrywania na magnetofon własną jej ręką spisana.

Wystawa Cybisowej3

Znałam ją od dziecka, bo starsza ode mnie o parę lat Hanka była najpierw przyjaciółką mojej matki. Rodzice mieli bowiem zwyczaj wyjeżdżać w karnawale na bale do Krakowa, i właśnie podczas balu w Teatrze Słowackiego w latach dwudziestych poznali Hankę, naonczas studentkę Akademii Sztuk Pięknych. Rodzice byli nią urzeczeni i po powrocie do domu długo opowiadali mnie i mojemu rodzeństwu o tej cudownej dziewczynie, przez moją matkę nazywaną żartobliwie Hopsztyndrem. A potem, podczas okupacji, Hanka często bywała w Wiśniowej u Jana Mycielskiego, który był naszym sąsiadem, a Hanki kolegą z Akademii, i tak ją w końcu poznałam. Rodzice często bywali zapraszani przez Mycielskich, ja w Wiśniowej gościłam rzadko, bo byłam młodsza od Mycielskich i ich towarzystwa. Hankę widziałam wtedy może ze dwa razy, nie było więc mowy o jakiejś między nami przyjaźni.

Tak naprawdę zaprzyjaźniłam się z nią nieco później, bywając w Krakowie – mieszkałam wtedy w Babicy i do Krakowa mogłam przyjechać tylko od czasu do czasu, by spotkać się z moją siostrą, która w Krakowie pracowała i studiowała na podziemnym uniwersytecie. Maja obracała się wśród artystów i zaprzyjaźniła się z Hanką, a przez Maję i ja także zbliżyłam się do Hanki. Był nawet taki czas, że Maja mieszkała u Hanki na Radziwiłłowskiej, bywałam więc tam i ja. Zresztą mieszkała tam nie tylko Maja, i nie tylko ja tam bywałam. Drzwi na Radziwiłłowskiej prawie się nie zamykały, ponieważ Hanka nigdy nie odmawiała pomocy nikomu, kto popadł w tarapaty. Bo Hanka ukrywała Żydów i działała w Żegocie, i to właśnie ona była jedną z sprężyn akcji ratowania z lwowskiego getta Artura Nachta-Samborskiego, wciągając do tej akcji między innymi Maję i mnie – obie jeździłyśmy do getta we Lwowie, obie potem opiekowałyśmy się Arturem w Krakowie, ale o tym opowiadałam już w swoich wspomnieniach ,,Podwójne życie Szaszkiewiczowej”. Ciekawych szczegółów akcji ratowania Artura odsyłam zatem do tej książki.

Jaka była Hanka w tamtych latach? Była wprawdzie starsza ode mnie, ale bez trudu znalazłam z nią nić porozumienia. Hanka była bowiem osobą zawsze młodą, rozumiała więc doskonale ludzi znacznie od niej młodszych. Nasza przyjaźń przetrwała wojnę, i po wojnie Hanka zawsze była moją wierną przyjaciółką.

Ostatni raz widziałyśmy się pod koniec lat osiemdziesiątych, bodaj na dwa lata przed jej śmiercią. Mieszkałam od dawna w Norwegii, a do Krakowa przyjechałam, bo w Domu Polonii na Rynku miałam wystawę swoich obrazów szydełkiem malowanych. Szalenie zależało mi, by Hanka mogła zobaczyć moje prace. Ale ona zbliżała się już do dziewięćdziesiątki i – choć generalnie była w świetnej kondycji – czuła się zmęczona, a mieszkała na trzecim piętrze, każde wyjście z mieszkania na trzecim piętrze wiązało się z wielkim wysiłkiem, podziękowała więc za zaproszenie i przeprosiła, że nie przyjdzie na mój wernisaż. Odwiedziłam ją w jej mieszkaniu, tym razem na Studenckiej, bo chciałam jej podziękować za to, że to właśnie ona otworzyła mi oczy na to, czym jest malarstwo i czym jest kolor. Hanka powitała mnie nadzwyczaj serdecznie.

Wzstawa Cybisowej 7

Nie, nigdy nie uważałam się za prawdziwą malarkę, a tym bardziej za kapistkę, ja robiłam tylko na drutach, ale miałam nie jedną okazję, by rozmawiać z Hanką o malarstwie  i to ona nauczyła mnie, żeby się nie bać kolorów, nawet jeśli ma się do czynienia tylko z włóczką. Hanka interesowała się moimi szydełkowymi obrazami, wypytywała mnie, jak sobie radzę z kolorami i radziła, jak mam wyciągać kolory. Żyjemy otoczeni kolorami, tłumaczyła mi, żyjemy pośród ogromnej gamy kolorów, jakie kolory więc wybrać, gdy na przykład chcemy namalować harmonijnie kolorystyczny bukiet kwiatów? Nigdy nie studiowałam na Akademii, wychowana byłam na całkiem innym malarstwie niż twórczość kapistów – odkrycie więc malarstwa Hanki, a było to w czasie wojny, było dla mnie niezwykłym przeżyciem, a jej późniejsze rady okazały się dla mnie wprost bezcenne. Za to wszystko byłam jej szalenie wdzięczna. I to właśnie chciałam jej powiedzieć, gdyśmy się widziały ostatni raz.

Wzstawa Cybisowej 5

To prawda, że zbliżała się już wtedy do dziewięćdziesiątki. Ale zapamiętałam ją wciąż młodą duchem kobietę, taką samą, z jaką zaprzyjaźniłam się podczas wojny: zawsze otwartą, ciekawą świata i ludzi.

Co tam więc deszcz, co tam korki i strome schody! Mówię wam: warto było!

2 myśli nt. „Hanka Cybisowa

  1. Laura

    Wspaniale tak pomimo przeszkód zagłębić się w świat wspomnień, pozbierać ziarenka przeszłości. Dziękuję za kolejny interesujący wpis i pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *