Jak się pakować z głową?

Wspominałam już kiedyś mimochodem, jaką trudną sztuką jest sztuka pakowania się, a coś o tym wiem, bo w życiu czyniłam to nie raz i nie dwa. Uczyłam się tej sztuki od dziecka, gdy musiałam pakować się i wyjeżdżać do szkół.

Ale jak bolesne bywają chwile, gdy taszczysz walizy i zastanawiasz się, co zabrać ze sobą, a czego musisz się pozbyć, choć się serce kraje! Zrozumiałam to naprawdę, gdy pod koniec wojny przyszło mi opuszczać rodzinny dwór w Babicy. Wiadomo, najbardziej liczą się wtedy rzeczy niezbędne do życia, a garnek wydaje się ważniejszy niż książki. Dotąd mam przed oczyma szafy biblioteczne ze wspaniałym księgozbiorem moich rodziców, które zostawiliśmy uciekając przed Armią Czerwoną. Kochałam książki, ale w życiu tak bywa, że przychodzi taki bolesny moment, kiedy – chcesz czy nie chcesz – musisz się rozstać z tym, do czego jesteś najbardziej przywiązany. Z opowieści ludzi, którzy wcześniej niż my musieli uciekać ze swoich domów, wiedziałam, że najcenniejsze są zdjęcia, że ich strata zawsze jest bolesna. Inne rzeczy czy dokumenty są przeważnie do odtworzenia, czy odkupienia, a właśnie zdjęcia, jeśli przepadną, to bezpowrotnie. A są przecież często najlepszymi dokumentami całego życia i ulotnych chwil, tym cenniejszymi, że obrazowymi, nie tekstowymi. Nie zostawiłam więc w Babicy ani jednej fotografii.

Karta z albumu foto

Nie zabrałam większości dokumentów, tzw. papierów, wydawały mi się nieważne. A dziś żałuję, że tak łatwo wyzbyłam się na przykład księgi, w której mój ojciec od dzieciństwa prowadził dziennik myśliwski, skrupulatnie notując w nim wszystkie swe łowieckie wyczyny: gdzie, kto i z kim wybrał się na zające, dziki, rogacze, sama zresztą także lubiłam polować. Niby nic, a przeboleć straty tej pamiątki do dziś nie mogę i nie wiem, dlaczego w swoim czasie wydawała mi się ona niewarta ocalenia. Pamiętam, pomyślałam wtedy, że przecież ojciec nigdy już nie będzie polował, po co mu więc ta księga? I rzeczywiście, ojciec po wojnie nie miał okazji polować, ale żałował, że nie może zajrzeć do swego dziennika i przypomnieć sobie przedwojenne łowy. Było mi więc szalenie przykro, że pozbawiłam go jego myśliwskich wspomnień.

Nie mogę też odżałować listów, które moja matka pisała do mnie i do mojego rodzeństwa, gdyśmy wyjechali do szkół. Zostawiłam je w Babicy, bo uznałam, że są rzeczy ważniejsze do ocalenia. A w naszym dworze było tysiące rzeczy, które chciałoby się koniecznie zabrać ze sobą, bo wydawały się ważniejsze niż dziennik myśliwski czy plik pożółkłych listów. Trzeba było wybierać, trudno! Ale teraz żałuję także, że nie zabrałam albumu, do którego przez lata wklejałam wycinki prasowe o turniejach i mistrzach tenisowych, bo tenis był moją pasją, polowałam na autografy wielkich tenisistów i podziwiałam Amerykanina Williama Tildena, siedmiokrotnego zdobywcę Pucharu Davisa, którego w latach trzydziestych miałam okazję widzieć w Krakowie na kortach AZS. Nawet nie wiecie, jak chętnie rozłożyłabym dziś ten album na stole w domu moich dzieci. Powie ktoś: nie czas żałować róż, gdy płonie las… Wszystko prawda, a przecież żal! A po co mi ten album, myślałam, czy będę miała kiedyś czas, by położyć go na stole i powspominać Tildena, czy w ogóle będę miała kiedyś jakikolwiek stół? Musisz jednak coś wybrać, zwłaszcza jeśli wiesz, że przed tobą długa i ciężka droga, zanim wylądujesz w miejscu, w którym znajdziesz nowy dom.

Przeboleć też nie mogę, że zostawiłam w Babicy mój portret, dzieło Gizeli Ważykowej, żony poety Adama Ważyka, którą poznałam podczas wojny, gdy na aryjskich papierach ukrywała się w Krakowie. Gizela wojny nie przeżyła, została zamordowana w którymś z hitlerowskich obozów, i nie mam po niej żadnej pamiątki. Ale tak jest, wszystkiego ze sobą na tułaczkę nie zabierzesz.

Wierzę, że ani Jasza, ani Maciek, ani moja synowa, ani ich dzieci, ani nikt, nie będzie już nigdy musiał uciekać w popłochu z własnego domu, pakować się w gorączce i wyrzekać się swych pamiątek – ale gdyby, nie daj Boże, coś się stało, pamiętajcie: najważniejsze są fotografie. A także, ale w drugiej kolejności, nie dające się odtworzyć, czy odkupić, ważne, rzeczy związane z nami i z naszymi bliskimi. Mogą nie być cenne materialne, ale bezcenne uczuciowo. Nie jest łatwo je oddzielić od innych, przydatnych i koniecznych w życiu, ale od tego wyboru zależy, czy i na ile będziesz później żałować. Dziś konieczność takich wyborów zdarza się bardzo rzadko. Co najwyżej pakujesz się i wyjeżdżasz w świat na miesiąc, na dwa, choć kto wie, czy miesiąc w Norwegii nie wydłuży się do kilkudziesięciu lat, jak mnie się zdarzyło? A ponieważ nigdy nic nie wiadomo, wybierając się dawno temu do Norwegii przezornie zabrałam ze sobą trochę rodzinnych fotografii. I tej decyzji nigdy nie żałowałam.

Jedna myśl nt. „Jak się pakować z głową?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *