„Jako lekarz – zalecam; jako człowiek – odradzam”

I Wojna Światowa, która wybuchła w 1914 roku, a więc równo 100 lat temu, zastała mojego Ojca w majątku Lubomirskich w Przeworsku, gdzie pełnił funkcję zarządcy. Mieszkał tam wraz Marią Jarochowską z d. Wiktor, moją późniejszą Matką, którą poślubił w 1913 roku, w przydzielonym mu małym domku. Ponieważ pochodził z poznańskiego (z majątku rodzinnego w Jarochowie), był poddanym króla Prus i cesarza niemieckiego Wilhelma II Hohenzollerna, zwanym czasem familiarnie „Wilusiem”. Polski formalnie wtedy przecież nie było. Powstała dopiero po 123 latach zaborów, w 1918 roku. Tak więc w 1914 roku Ojciec został wcielony do armii niemieckiej jako zwykły żołnierz piechoty. Można powiedzieć więc, że moi synowie mieli „dziadka w Wehrmachcie”! Ojciec wspominał początki wojny, jako nieustanne przewożenie jego i innych oddziałów po Europie. Zazwyczaj zwykli żołnierze nie wiedzieli nawet, gdzie aktualnie się znajdują. Ojciec wiedział tylko, że stacjonowali w Belgii pod Ypres, po czym znalazł się w okolicy Królewca w Prusach wschodnich, następnie przewieziono ich do wschodnich rejonów Karpat. Nigdzie nie walczyli, tylko stacjonowali nie wiadomo, po co. Jednak w początku maja 1914 roku, jego oddział znalazł się pod Gorlicami. Moja Matka jeździła za mężem wszędzie, gdzie tylko mogła ustalić jego miejsce pobytu. Jeździła wraz z matką Ojca – Jadwigą Jarochowską z domu Moraczewską. Wynajmowały zwykle jakiś dom położony blisko miejsca stacjonowania oddziału i stamtąd odwiedzały Chimka. Takie były czasy!

Gorlice Chimek Jarochowski ok. 1927 r.Młody Joachim Jarochowski – mój ojciec w tamtych czasach

Dziś wiem, że przemieszczanie żołnierzy w różne strony Europy było strategią armii niemieckiej, mającą na celu zmylenie Rosjan, co do rzeczywistych intencji sojuszniczych armii koalicji niemiecko-austriackiej. A polegały one na tym, że nieoczekiwanie rozpoczną one atak na całej linii frontu od Bałtyku po Morze Czarne. Tak też zrobili. W dniu 2 maja 1914 r. rozpoczęła się batalia. Najpierw wzdłuż całego frontu (liczącego tysiące kilometrów długości) wkroczyła ciężka artyleria, zasypując pozycje rosyjskie wieloma tysiącami pocisków i bomb, po czym ruszyła piechota. Według historyków współczesnych, bitwa pod Gorlicami  była największą bitwą górską w całej I Wojnie Światowej.

Gorlice bitwaBitwa pod Gorlicami

Rozkaz ataku dla żołnierzy z oddziału, w którym służył Ojciec, zastał ich na odkrytym, płaskim, rozległym polu, ciągnącym się do podnóża wysokiego, stromego wzniesienia, porośniętego gęstym lasem. W lesie tym kryli się liczni żołnierze rosyjscy. Atak w tych warunkach był bez sensu i z góry skazany na niepowodzenie. Niewidzialni Rosjanie (wśród których byli Polacy z zaboru rosyjskiego) strzelali do doskonale widocznych Niemców (wśród których też byli Polacy – z zaborów pruskiego i austriackiego) jak do kaczek. Skutek był do przewidzenia. Ojciec został ranny: odłamek pocisku trafił go w łokieć. Ojciec legł w trawie nieprzytomny i leżał w upale do zmroku. Kiedy wreszcie ocknął się pod wpływem nocnego chłodu, wstał, po czym zorientował się, że wszyscy z jego oddziału zginęli, oprócz niego. Pod osłoną nocy, osłabiony, przemknął się do majątku Długoszów w Siarach. Był tam ustanowiony armijny lazaret i punkt opatrunkowy. Ojca zaopatrzono i wysłano na tyły frontu na dalsze leczenie. Stamtąd Matka dostała powiadomienie. W późniejszych latach mówiła nieraz z humorem, że kiedy dostała wiadomość, iż Joachim Jarochowski został ranny w bitwie, to skakała z radości na metr wysoko! A trzeba wiedzieć, że zawsze miała sporą nadwagę.

Gorlice Mucha z Wiktorów JarochowskaPortret Marii z Wiktorów Jarochowskiej – mojej matki (autor Tadeusz Cybulski)

Matka zaczęła ruszać wszelkie koneksje i znajomości, aby jej męża można było porządnie wyleczyć. Aż pewnego razu dotarła do generała (nazwiska już nie pamiętam), lekarza, który na jej błagania o leczenie męża odpowiedział znamiennie: „Jako lekarz – zalecam; jako człowiek – odradzam”. Matka zrozumiała w lot, że jest to szansa, iż Ojciec może nie być wysłany na front, co też się potwierdziło. Miał on wprawdzie do końca życia paraliż trzech palców prawej dłoni, ale tak ją usprawnił, że niemal wszystko nią robił: pracował, grał w tenisa, polował, jeździł konno. No i przede wszystkim przeżył, dzięki czemu możecie czytać te słowa!

Gorlice MuchaMoja matka w tamtych czasach

4 myśli nt. „„Jako lekarz – zalecam; jako człowiek – odradzam”

  1. Grazyna1

    Jeszcze raz dziekuje za swietne opowiadania o trudnych i wesolych zdarzeniach. Podziwiam Pani liczne talenty i zycze duzo zdrowia .

    Odpowiedz
    1. Kika

      Dziękuję bardzo! Mam nadzieję, że zdjęcia, które wybrałam znajdą się niebawem w tym wpisie. Ale sama Pani rozumie – dziasiaj jest ważny mecz i mój syn musiał odłożyć to na później! Co gorsza za parę dni jedzie na wakacje. Ale może zdołam coś jeszcze dopowiedzieć. Ostatnio bowiem dużo myślę o baaaardzo odległej przeszłości. I naturalnie o rodzicach. Człowiek jak leży w łóżku to się trochę regresuje i może dlatego?
      pozdrawiam
      Kika

      Odpowiedz
  2. Grazyna1

    Dziekuje za odpowiedz , jak zawsze celna, dowcipna . Jestem pelna podziwu ze nawet bedac ” lezaca” jest Pani taka pogodna. Przepraszam za brak polskich liter, mecz byl wazny ale zenujacy dla Brazylii. Na zdjecia chetnie poczekam . Dziekuje za pozdrowienia i przesylam serdecznosci z Virginii .

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *