Janka, Lola, Natan, Rysiek.

Przypomniało mi się spotkanie u nas w domu, na które przyszedł nasz serdeczny przyjaciel, Jurek Vetulani. Znam go bardzo długo, jest teraz poważnym profesorem z Polskiej Akademii Nauk. Ale czy całkiem poważnym, skoro podobno w wolnych chwilach wodzi rej wśród artystycznej młodzieży w kawiarni ,,Piękny Pies”? I jak to z Jurkiem bywa, gadaliśmy o wszystkim, a ja w pewnym momencie zaczęłam opowiadać o Natanie Gurfinkelu.

NatanNatan w całej doskonałości

Natana poznaliśmy przez przyjaciółkę rodziny, nieocenioną Beatę, która mówi, że „On jest z internetu”. Nie wiem co to znaczy, ale dzięki temu polubiłam internet! Natan jest dziennikarzem, i to świetnym ale przede wszystkim jest uroczym i mądrym człowiekiem. Widujemy się z nim najczęściej raz w roku, w czerwcu, gdy przyjeżdża do Krakowa na festiwal kultury żydowskiej. Bo Natan jest Żydem i w 1968 roku, po tym jak wygnano z Żydów z Polski, zamieszkał w Kopenhadze. I właśnie, kiedy mówiłam Jurkowi, jak bardzo żałuję, że nie ma z nami w tej chwili Natana, rozległ się telefon. Natan dzwoni – ucieszył się Maciek, który odebrał telefon. Ale po chwili Maciek posmutniał. Natan mówi – wyjaśnił – że zmarła Janka Katz.

KatzównaJanina Katz;    fot. Łukasz Tyborowski

A Katzówna była moją dobrą znajomą, którą także poznałam w Piwnicy, i był taki czas, że bywała często u mnie na Urzędniczej. Janka studiowała polonistykę i socjologię, przyjaźniła się z Jurkiem Smoterem, który był także moim przyjacielem, przyjaźniła się także z Joanną Olczak, późniejszą Ronikierową, i z dziennikarzem Ryśkiem Taedlingiem. Pamiętam, jak z Ryśkiem krążyła po Piwnicy, prosząc wszystkich, by dali parę groszy na wódkę dla biednych Żydów. Janka była Żydówką, ale Rysiek nic o swoim żydostwie nie wiedział, więc prośby o grosz na wódkę były w jego przypadku żartem. Bo Rysiek jako dziecko został ocalony przez pewne poznańskie małżeństwo i nic nie wiedział o swoim korzeniach, a prawdę poznał dopiero w 1968 roku dzięki ,,życzliwym” ubekom. Po 1968 r. Rysiek wyjechał do Kopenhagi. Ale jego dzieje to osobna historia. Mój syn Maciek z żoną wspominają go z czułością, gdyż kiedyś podróżując promem do Norwegii, znaleźli się w Kopenhadze, a on zaprosił ich na wspaniałe duńskie piwo do kopenhaskiej knajpki. Byli wtedy zdrożeni i spragnieni, a Rysiek i piwo tak im poprawiły nastój, że do dziś uważają, iż było to najlepsze piwo w ich życiu. Pewnie wtedy nie było na ich kieszeń.

p63Rysiek z czasów  Piwnicy pod Baranami (chyba..)

Janka była ode mnie młodsza, bo urodziła się w 1939 roku, a jako małe dziecko trafiła razem z matką do obozu w krakowskim Płaszowie. Był to niemiecki obóz pracy przymusowej, później przekształcony w obóz koncentracyjny (Konzentrationslager Plaszow bei Krakau). dla ludności żydowskiej z getta, zlikwidowanego w marcu 1943 r. Gdy miała trzy lata, matka oddała ją na przechowanie do polskiej rodziny z Dobczyc, dzięki czemu Janka szczęśliwie przeżyła Zagładę. Jednak swoje wojenne przeżycia wspominała rzadko i niechętnie, zbywała mnie, gdy zadawałam jej jakieś pytania, raz chyba tylko, wypiwszy kilka kieliszków wódki, opowiedziała mi, co nieco o swoich przejściach i o tym, jak bardzo związana była emocjonalnie z państwem Kapłańskimi, którzy ją pokochali i ocalili. Pan Kapłański został podczas wojny zabity w dość niejasnych okolicznościach być może przez żołnierzy AK, bo podobno kolaborował z Niemcami, a może zwyczajnie przez zwykłych bandytów? Jakby nie było, dzięki niemu Janka ocalała. Ocalała także jej matka, choć pani Lola trafiła do Oświęcimia, a potem do obozu w Bergen Belsen.

kika_telefonTo ja odbieram telefon o śmierci Janki Katz – fot. Franciszek Vetulani

Lolę poznałam po wojnie i szalenie ją polubiłam, bo była uroczą i serdeczną osobą. Natomiast Janka była małomówna, skryta i nastroszona jak jeż. Lola pracowała jako kierowniczka w jedynym wówczas w całym Krakowie domu towarowym na rogu Wiślnej i św. Anny. Można tam było na przykład kupić pralkę, a mnie na takie cuda wtedy nie było stać, więc pralkę wypożyczałam ze specjalnej wypożyczalni na Łobzowskiej! Lola była niebywale towarzyska, bardzo przez wszystkich lubiana i często można ją spotkać w kawiarni. Była samotna, bo jej mąż został zamordowany w krakowskim obozie, została jej tylko Janka, którą Lola bardzo kochała, ale Janka była okropnym dzieckiem, do czego sama po latach się przyznawała w swoich autobiograficznych powieściach. Była wobec matki niesprawiedliwa i tak opryskliwa, że kilkakrotnie nie mogłam się powstrzymać, by nie zwrócić jej uwagi. Zachowanie Janki było jednak wynikiem jej wojennych przeżyć. Lola zresztą niezbyt się przejmowała grymasami Janki, wszystko była gotowa jej wybaczyć i była szczęśliwa, że jej dziecko ocalało od zagłady.

moje-zycie-barbarzyncy,pd,31880Okładka książki Janinki Katz

Po 1968 roku Janka wyjechała do Kopenhagi, gdzie po pewnym czasie zabłysnęła, jako poetka i autorka kilku autobiograficznych książek, które przeczytałam z wielkim zaciekawieniem. Współpracowała też z paryską ,,Kulturą” Jerzego Giedroycia i z Wolną Europą. A pani Lola po 1968 wyjechała do Wiednia, ale zmarła w Kopenhadze, gdy przyjechała odwiedzić Jankę. A teraz odeszła Janka…

I taki to był wieczór, gdyśmy wspominali naszych przyjaciół – Lolę, Jankę, i tych, którymi – jak Natan czy Rysiek – wciąż jeszcze możemy się cieszyć. Nie mówiąc o Jurku Vetulanim!

3 myśli nt. „Janka, Lola, Natan, Rysiek.

  1. Beata

    Kikuniu, czytam cie nawet na Zanzibarze- no, ale ty wszedzie wleziesz 🙂 No tak, ja tez kocham internet , ktory mi zeslal Natana i jego wlasnoreczne (?) Cudo zwane Kurka.
    Bardzo oboje przezywaja odejscie Janki, to z pewnoscia jedna z osob, ktorej brak robi spora dziure w sercu, spolecznosci ksiazkowej i czlowieczej…..
    Jaka szkoda, ze tyle swietnych osob wywialo nam z kraju w 68. Mielibysmy je pod reka, przy duszy, za rogiem, na kolacji….

    Caluje cie bardzo, tutaj hakuna matata, czyli luz, blues i lobstery.

    Odpowiedz
  2. Jurek Vetulani

    Tak się dziwnie sprawy potoczyły, że akurat byłem u Kiki w momencie, kiedy przyszła wiadomość o śmierci Janki Katz. Z Janką znaliśmy się z Piwnicy. Była piekielnie inteligentna. Wiązała nas jakaś intensywnie pulsująca nić antypatii. Kiedyś rozmawiałem na Plantach z naszym wspólnym przyjacielem, Ryśkiem Taedlingiem. Przechodzi koło nas Janka, zatrzymuje się i pyta Ryśka: „A ty co tu tak sam do siebie gadasz?”. Cała jej inteligencja nie uchroniła jej jednak przed zauroczeniem się Benkiem Tejkowkim, kiedyś charyzmatycznym działaczem studenckiego Rewolucyjnego Związku Młodzieży (RZM, rok 1956), który potem zmienił imię na Bolesław, podonosił na kolegów do UB (http://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_Tejkowski) i stał się zażartym, antysemickim narodowcem. Ot, największe kłopoty zdarzają się, kiedy fantastyczna kora mózgowa ciągnie w jedną stronę, a nazbyt żywy układ limbiczny – w drugą.

    Odpowiedz
  3. Alicja

    Czytałam książkę Pani Janiny Katz, świetna, nie mogłam jakoś przywyknąć do tego,że to historia prawdziwa! Dziękuję za to wspomnienie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *