Koncert dla Piotra S.

Moja synowa – pisałam już o tym? – ograniczyła ostatnio swoje obowiązki służbowe, zaklinając się na wszystkie świętości, że teraz to wreszcie posiedzi w domu. Ale ledwo to powiedziała, spakowała się i poleciała do Malagi, gdzie mieszka moja najstarsza wnuczka Magdalena, która z kolei w tym czasie udała się była do Chile. A tu trzeba było wyprawić na studia moją prawnuczkę Suryę-Gabrielę, o której Wam kiedyś pisałam. Dlatego synowa na skrzydłach tam poleciała.

Co się jednak dziwić synowej i wnuczce, czy prawnuczce, skoro i mnie ostatnio trudno zastać w domu. Bywało się to tu, to tam, smakowało się sztukę, oglądało nowe muzea krakowskie, o czym kiedyś zapewne opowiem, ale najważniejszym przeżyciem był dla mnie koncert z okazji urodzin Piotra Skrzyneckiego, na który, jak co roku zresztą zaprosił mnie Bogdan Micek. Przyjęłam to zaproszenie z radością i pojechałam na koncert w Teatrze Słowackiego w towarzystwie Maćka i Jaszy, którzy jako dzieci piwniczne dotąd wspominają Piotra z największą serdecznością i tęsknotą. Ja również wspominam Piotra ze wzruszeniem, wdzięcznością za te wszystkie cudowne chwile, jakie nam ofiarował. Znaliśmy się ponad pięćdziesiąt lat, licząc od chwili, gdy zamieszkał u mnie na Urzędniczej. Pisałam o tym w moich wspomnieniach, kto więc ciekaw szczegółów naszej przyjaźni – bo chyba było to coś więcej niż zwykła znajomość – tego odsyłam do ,,Podwójnego życia Szaszkiewiczowej”.

Na koncercie była również Baśka Nawratowicz, jedna z tych, która w Piwnicy była od samego początku. Piotr, Janka Garycka i Baśka to były w owym czasie osoby w tym kabarecie najważniejsze. Basia miała wielki talent sceniczny i w Piwnicy robiła furorę ze swoimi surrealistycznymi monologami. Opuściła jednak Piwnicę w latach sześćdziesiątych, bo wyjechała do Monachium i w Radiu Wolna Europa prowadziła programy kulturalne, a potem zamieszkała w Australii, skąd pochodzi jej mąż.

BBaśka  w młodości

Napisałam, że Baśka – jaka ona była dla mnie serdeczna w tamtych latach, jak pomagała mnie i moim synom, gdyśmy klepali biedę, zawsze będę o tym pamiętała – opuściła Piwnicę, ale czy rzeczywiście kiedykolwiek ją opuściła? Wątpię, szczególnie, gdy myślę o jej wierności starym przyjaciołom lub czytam wydane bodaj przed trzema laty jej wspomnienia. Od lat Basia, co roku bywa przez miesiąc w Krakowie i zawsze mnie przy tym odwiedza. Tak było i w tym roku. Była u mnie i wspominała Jana Nowaka-Jeziorańskiego i lata przepracowane w Wolnej Europie.

Na koncercie powitano nas nadzwyczaj serdecznie, jako te żywe legendy starej Piwnicy. Równie serdecznie witano mnie przed dwoma laty, ale wtedy, w przerwie koncertu, mogłam wejść na scenę, zajrzeć za kuluary, przywitać się serdecznie ze wszystkimi artystami, szczególnie z Jasiem Gunterem, Tadeuszem Kwintą czy Mikim Obłońskim, moimi starymi przyjaciółmi. Dziś kondycja już mi nie pozwala wspinać się na scenę, zaglądać za kuluary, siedziałam więc na widowni, ale kto chciał mógł do mnie podejść, przywitać się, zamienić kilka słów, usłyszeć, co myślę o samym koncercie.

z teatruW teatrze po koncercie: ja z Maćkiem , Kazik Wiśniak i Alosza Awdiejew

 No właśnie, co ja myślę o koncercie. Prawdę powiedziawszy mam mieszane wrażenia. Prawie cały koncert (może z wyjątkiem występu Tadzia Kwinty i kilku wesołych kawałków Aloszy Awdiejewa) sprawił na mnie przygnębiające wrażenie, wydał mi się smutny, łzawy, wręcz żałobny. A jak z Piotrem może kojarzyć się smutek, rozpacz? Był on przecież artystą, który w najcięższych nawet dla nas czasach, gdy władze zamykały Piwnicę i nikt z nas nie był pewny ani dnia, ani godziny, potrafił emanować humorem, finezyjnym dowcipem i pogodą. I te jego cechy charakteru na nas wszystkich, ludzi związanych z Piwnicą, działały krzepiąco. Dlaczego więc koncert dedykowany Piotrowi ma być smutny?! Czyżby młodzi, bo to oni głównie występowali tego wieczoru, nie mieli poczucia humoru i nie umieli się radośnie bawić? A może po prostu bez Piotra nie ma prawdziwej zabawy i tamtej Piwnicy? Pamiętam, że tak myślałam już nazajutrz po jego śmierci, i dlatego zdziwiła mnie wiadomość, że Piwnica będzie istnieć bez Piotra…

A z drugiej strony, była dobra muzyka, ładnie śpiewane pieśni (chociaż brakowało mi obecności Zygmunta Koniecznego), więc póki starczy mi sił, zawsze chętnie wybiorę się na każdy koncert poświęcony Piotrowi. Bo o pamięć o nim, o jego duchu, trzeba się troszczyć, trzeba podtrzymywać tę legendę. Należy mu się to, jak mało komu.

2 myśli nt. „Koncert dla Piotra S.

  1. kika Autor wpisu

    Bardzo Pani miła, dziękuję! Muszę jeszcze bardziej się postarać, żeby mnie imieninowi goście nie obszczekali na mieście, że widać po mnie upływ czasu! Po nich też widać, taki nasz koedukacyjny los. Życzę Pani urody i powodzenia, co w Pani wieku nie jest trudne..
    Kika
    Ps. do niedawna stosowałam kremy firmy Eris, ostatnio Vichy, a czasem podciągam synowej krem dziwnej firmy Babor. Może to działa?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *