Kradzione nie tuczy?

Zdarzają się czasem w życiu historie… hmmmm… nie do końca legalne, ale za to miło wspominane. Na szczęście się przedawniają. Należy do nich nasza „Akcja statek”.

Na początku lat 70-tych, mój syn Jasza studiował w Oslo, a w wakacje przyjeżdżał do domu, do Stavanger, chcąc sobie dorobić. Zgłaszał się wówczas do firmy, która zatrudniała studentów, jako tzw. cieci. Jednego razu wyznaczono go do pilnowania platformy naftowej, nawet dostał karabin i dozorował obiekt.

Innym razem okazało się, że musi iść na statek, który stoi w porcie w Stavanger, a ma być sprzedany i  i trzeba go przez jakiś czas pilnować. Załoga okrętu była francuskojęzyczna i choć początkowo patrzyli na niego jak na osobę z księżyca, szybko się dogadał, bo trochę mówił po francusku. Z czasem do domu zaczął przynosić duże ilości jedzenia. Twierdził, że dostaje to w prezencie, bo tam mają wielkie nadwyżki. Miałam wątpliwości, co do jego francuskiego, więc chciałam się na tym okręcie pokazać osobiście. Kapitan bardzo się ucieszył, chętnie mnie przyjął i przedstawił jak się sprawy mają.

 Norwegia statek

Otóż statek przed transakcją miał zostać opróżniony, a cała załoga oprócz jednej osoby miała wyjechać na wakacje. No i został jeden facet z załogi oraz Jasza do pilnowania. Okazało się, że faktycznie są tam gigantycznie zapasy hermetycznie pakowanego jedzenia: mięsa, kawy, świetnych serów, itd. Kapitan twierdził, że przed przekazaniem statku, zapasy te pójdą do zniszczenia. Nie mogąc zgodzić się na takie marnotrawstwo, niewiele myśląc,  wzięliśmy się za – co tu dużo mówić – szaber…

Początkowo mieliśmy pewne skrupuły, ale zauważyliśmy, że załoga wyjeżdżając brała ze statku nie tylko jedzenie, ale wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Ostatnie wątpliwości zniknęły, gdy zobaczyliśmy samego kapitana odkręcającego ze ściany zegar okrętowy.

Żywności było tyle, że sami nie dalibyśmy rady jej skonsumować, więc zaczęliśmy rozdawać po znajomych. W Norwegii był taki system, że w centrum miasta, w dużym budynku stała wielka zamrażarka państwowa (system podobny do istniejących dziś publicznych pralni), którą za niewielką opłatą można było wynajmować.  Czasem z niej korzystaliśmy przechowując mrożone grzyby. Teraz wynajęliśmy ją i dowoziliśmy stopniowo jedzenie ze statku. Wtajemniczyliśmy w nasz proceder męża mojej przyjaciółki, dzięki czemu  podpływaliśmy do statku jego łodzią. Codziennie robiliśmy te „łupieżcze wyprawy”, chyba przez jakieś 2 tygodnie. Początkowo to nawet sam kapitan nam pomagał!

PiratPirat – mój obraz szydełkiem malowany

Żyliśmy z tych zapasów kilka lat, a nawet wspomagaliśmy ubogich znajomych, np. rodzinę pewnego architekta, z którym byliśmy zaprzyjaźnieni. Nie mówiąc o Polakach w Polsce, do których nieoczekiwanie docierały znakomite francuskie sardynki i wyborna oliwa!

Mówi się, że kradzione nie tuczy, ale moja ówczesna figura zdawała się temu stanowczo przeczyć

2 myśli nt. „Kradzione nie tuczy?

  1. Aneta

    Uwielbiam czytać Pani opowieści! A te szydełkowe obrazy to prawdziwe dzieła – prawdziwy talent, są cudne!

    Odpowiedz
  2. zolwikq

    Pani Kiko jestem stałą czytelniczką już od chyba kwietnia… nie pamiętam dobrze. Ale wszystkie artykuły przeczytałam i najbardziej podobają mi się te o czasach jeszcze sprzed Norwegi. Historia o figurce i lipach które zasadził Pani tata jest świetna. Albo o tych lampach naftowych i było też coś o ‚lodówce’ w piwnicy. Bardzo mi się zaszyło w pamięci. Zaczełam też bardziej angażować się w wysyłanie tradycyjnych listów dzięki jednemu z wpisów. Bardzo fajna sprawa. A co do ‚jak pakować się z głową’ to muszę powiedzieć że ja też miałam podobna sytuację tyle że na szczęście nie przez wojnę zostawiłam cenne pamiątki ale przez emigrację. Byłam jeszcze wtedy niedoinformowanym dzieckiem by wiedzieć czym grozi zostawienie na rok swoich mniej ważnych pamiątek pod opieką znajomych którzy odkupili od nas dom. Najbardziej żałuję że zostawiłam grubą teczkę swoich prac z przedszkola. No ale cóż, mam dopiero 20 lat więc jeszcze pamiątek sobie narobię. Pani zdjęcia z albumów przecudne i te wyszywanki! Mega talent, ogromnie podziwiam. (^.^)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *