Kwas azotowy, czyli jak się tłumaczyć

Mój wnuk, nasz rodzinny historyk, wciąż drąży okupacyjne wspomnienia. Przypomniała mi się druga moja akcja dla AK, a mianowicie zdobycie  kwasu, potrzebnego najpewniej do jakiejś dywersji.

Otóż pewnego dnia zgłosili się do mnie znajomi z Podziemia, że pilnie potrzebują kilku litrów kwasu azotowego i kilku litrów kwasu siarkowego. Zapewnili mnie przy tym, że można je kupić o w sklepie u Shaiter’a w Rzeszowie. Już przed wojną był to duży sklep z artykułami dla rolników, który z czasem rozrósł się w trzypiętrowy dom towarowy. Kupowało się tam  wszystko, od podkowy, przez nawozy, aż po części do maszyn rolniczych. Jak wszyscy ziemianie, bywaliśmy tam często, więc moja obecność nikogo nie dziwiła. Na to właśnie liczyło Podziemie.

Gdy pytałam Akowców po co im te kwasy, okazało się, że sami nie wiedzą. Problem w tym, że zakup tak dużej ilości takich substancji mógł jednak wzbudzić czyjeś podejrzenia. Z kwasem siarkowym było jeszcze pół biedy, bo w gospodarce używało się go do badania próbek tłuszczu w mleku. Co prawda na nasze potrzeby wystarczały śladowe ilości, ale zawsze jakoś można by się wyłgać. Duży problem stanowił jednak kwas azotowy – gdy próbowałam podpytać znajomych do czego się go stosuje, nikt nie wiedział. Jak więc wytłumaczyć w sklepie chęć jego kupienia? Pojechałam  umówionego dnia do Rzeszowa licząc, że może nikt nie spyta, albo że wymyślę coś na miejscu.

Często tak w życiu działałam (i bardzo wszystkim polecam!), że tłumaczenie się z czegoś zostawiałam na przysłowiową ostatnią chwilę. Człowiek przyciśnięty do muru chyba się jakoś mobilizuje, bo zawsze znajdowałam odpowiednie słowa. Gdy na przykład wracałam zbyt późno do domu, nie wymyślałam wcześniej żadnej historii, tylko zdawałam się na impuls. Zdarza się, że już pytający odpowiada sobie sam, wystarczy tylko potwierdzić: „Co – znowu się pewnie zasiedziałaś u tej Krysi, tak?”. Wtedy wystarczy tylko potwierdzić.

Są też przecież inne sposoby – trzeba w momencie otrzymania niewygodnego pytania zarobić jakieś straszne zamieszanie: rozlać mleko, przewrócić coś robiąc wielki hałas, czy samemu się potknąć efektownie upadając. Po chwili nikt już nie będzie pamiętał, że to pytanie w ogóle padło.

Wchodząc więc do sklepu Sheiter’a nie miałam w głowie żadnego sensownego wytłumaczenia. Przywitałam się, podałam sprzedawcy listę zakupów i zaczęłam się rozglądać po leżących towarach. Subiekt to zapisał i poszedł realizować zamówienie. Myślałam, że mam spokój, gdy nagle, będąc już kilka metrów ode mnie, odwrócił się i zapytał: „A kwas azotowy to Pani do czego?”. To była tak rzadko kupowana substancja, że pewnie sam był ciekaw, ale odpowiedzieć trzeba… I nagle, jak zawsze, olśniło mnie!

Przypomniałam sobie, że kilka dni temu córki Shaiter’a, właściciela sklepu, spędzały wakacje w Babicy i chciały zagrać w tenisa na naszym korcie. Powiedziałam więc: „A wie Pan, nasz kort strasznie zarósł różnymi mchami i nie możemy tego nijak zwalczyć. Próbowaliśmy wszystkiego i nic nie pomagało. Na takie zielsko może pomóc tylko kwas azotowy. A przecież córki Pańskiego szefa za kilka dni chcą u nas zagrać ponownie.”

Oczywiście sprzedawca nie znał się na pielęgnacji kortu (bo niby skąd!), ale podziałało chyba nazwisko Sheiter’a, bo odpowiedział „a tak, oczywiście!”. I poszedł do magazynu. Ja zresztą nie musiałam wieźć tego kwasu, bo umówieni już wcześniej Akowcy odebrali go własnym transportem ze sklepu.

A mnie do dziś została w głowie zagadka: po co im był ten kwas? Gdy coś więcej poczytałam, okazało się, że kwas azotowy jest bardzo silny, niszczy nawet metal powodując jego korozję. Potem się pokątnie dowiedziałam, że być może był potrzebny Podziemiu do jakiejś dywersji w zakładach lotniczych – prawdopodobnie wystarczyło wpuścić parę kropel w niewidoczne miejsce silnika, by z czasem uległ on awarii.

4 myśli nt. „Kwas azotowy, czyli jak się tłumaczyć

  1. Ewalenka

    Bardzo mi sie podobal ten „Kwas azotowy”, ale niepokoje sie, ze juz dawno nie bylo nowych wpisow. Mam nadzieje, ze wszystko w porzadku!
    Moc usciskow.
    Ewa

    Odpowiedz
  2. Agnieszka

    Pani Kiko, czekam niecierpliwie na kolejne wpisy. Mam nadzieję, że wszystko u Pani w porządku i niedługo pojawi się coś nowego :)
    Życzę wszystkiego dobrego i wesołych Świąt Wielkanocnych spędzonych w gronie rodziny i przyjaciół :)

    Odpowiedz
  3. Hubert

    Ba , wiadomo do czego był im potrzebny kwas azotowy i siarkowy , w reakcji tych dwóch kwasów z celulozą (np. bawełną) powstaje nitroceluloza (np. bawełna strzelnicza) charakteryzująca się niską temp. zapłonu i szybkim spalaniem .

    Odpowiedz
  4. Waga

    Z kwasu siarkowego i azotowego robi się mieszaninę nitrującą, stosowaną do otrzymywania materiałów wybuchowych np. trotylu czy nitrogliceryny. O ile synteza trotylu jest dość prosta (stawiam dolary przeciw orzechom, że właśnie do tego potrzebowali tych kwasów), o tyle synteza nitrogliceryny wymaga już dużego doświadczenia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *