List do Estreichera

Obiecałam napisać o liście sprzed przeszło sześćdziesięciu lat, który został odnaleziony w archiwum rodziny Estraicherów, a którego kopię przyniosła ostatnio Marysia Vetulaniowa. Autorką jestem ja sama, chociaż piszę jako mój pierworodny syn Maciek. List opisuje jego położenie zaraz po porodzie i adresowany jest do lekarza, który towarzyszył odbieraniu Maćka przez Staszka Szyszkę. Ów lekarz to właśnie bodaj Leon Estraicher (imienia nie jestem pewna), którego znałam z Krakowa.  Przyjechał do Dusznik na krótki urlop i trafiła mu się gratka, czyli pomoc w przyjściu na świat mojego pierworodnego. Sam poród był dość śmieszny, bo szybki i bez bólu, a zachowanie obu lekarzy tak niecodzienne, że gdy to wspominam, to jeszcze odczuwam wrażenia zimna. Tego zimna, które  zawsze nachodzi kobietę po porodzie i trzeba się nią wtedy zająć, przykryć, zadbać o to, by wróciła do siebie. Ale panowie doktorzy kompletnie to zaniedbali i rozczulali się nad urodą mojego syna. Zupełnie jak stare ciotki, zastanawiali się, do kogo jest podobny i „jakie ma śliczne brewki” i jaki jest urodziwy. Ja leżałam bez opieki, a nie chciałam krzyczeć, żeby nie budzić innych pacjentów (rzecz działa się w nocy, jak na przyzwoity poród przystało). W końcu skończyli, obmyli dziecko i przyszli do mnie. Stąd może pomysł na list (poniżej) od maleńkiego Maćka,  do przyjmującego poród lekarza, który tak się nazachwycał noworodkiem!

List od małego MaćkaNastępne wydarzenia też były zabawne. Gdy zobaczyłam dziecko nazajutrz, byłam bardzo zawiedziona jego wyglądem Wydał mi się dość brzydki w porównaniu z tym nocnym opisem. Nie było śladu brewek, mały miał zaledwie parę włosków i tylko wielkie oczy, które odziedziczył po swoim ojcu dodawały mu uroku. Postanowiłam poprawić mu nieco urodę, gdyż w odwiedziny miał przyjść mój ojciec. Szybko namalowałam mu czarną kredką brakujące brewki. Okazało się jednak, że pogorszyłam sytuację, gdyż delikatna skórka noworodka zareagowała opuchlizną i zaczerwienieniem. I tak go znalazł jego dziadek Chimek, który bardzo czekał na wnuka. Ku mojemu zdumieniu, ale też radości, ojciec uznał, że jego wnuk jest najpiękniejszym dzieckiem, jakie w życiu widział. Wiedziałam, że być może prawda jest inna, ale bardzo mnie to uspokoiło.

Maciek w mau 1947Swoją drogą mój syn wyrósł potem na bardzo ładnego chłopca i przystojnego człowieka, a jego urodę zawsze podkreślały piękne brwi nad mądrymi oczami. Te  piękne  oczy odziedziczyła po nim córka Kasia. Po tym wszystkim nabrałam przekonania, że uroda jest rzeczą względną, a dziadkowie bywają bardziej zaślepieni od rodziców. Chociaż mój wnuk Piotr twierdzi uparcie, że jego dzieci są obiektywnie najładniejszymi na świecie. Może to tylko mężczyźni są tak bardzo zaślepieni miłością?

3 myśli nt. „List do Estreichera

  1. Dorka DOO

    Bardzo ciekawa historia! Niezła! Mój syn za to, kiedy się urodził miał na twarzyczce tylko brwi(na pierwszy rzut oka) i rozkrzyczane usteczka! Ha ha ha!
    Ciekawe co to za lekarz? Moje panieńskie nazwisko też jest Szyszka… może jakiś krewny? ale chyba nie, z tego co wiem nie było lekarza w rodzinie :)
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    Odpowiedz
  2. Kika

    Droga Pani, ten lekarz to Stanisław Szyszko z krakowskiej rodziny. On sam po wojnie wyjechał na Śląsk z rodziną w której wychował się mój bratanek Michał Jarochowski, też lekarz. Ale znaliśmy się sprzed wojny, gdy pracował on w Domu Zdrowia Estreicherów przy ul. Łobzowskiej. Potem był czas pewien na ziemiach odzyskanych, gdzie właśnie miał miejsce mój opisywany poród. Staszek Szyszko był wielkim przyjacielem naszej rodziny, wiele mu zawdzięczamy. Pozdrawiam Panią i Jej syna serdecznie
    Kika

    Odpowiedz
  3. Ukochany wnuk

    Kikuniu,
    stanowczo odradzam Ci zaprzeczac, ze Pola i Adas sa (obiektywnie) najpiekniejsi.
    Jak zaprzeczysz – zaczne mowic do Ciebie „babciu”, a dzieciom kaze mowic „prababciu”…

    No wiec jak?
    Lustereczko, po wiedz przecie…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *