Mój Kraków – Niech żyje bal!

Wpis ten dedykuję pani Agnieszce z życzeniami przetańczenia życia!

Gdy byłam w Krakowie w gimnazjum, rodzice moich koleżanek i kolegów czuli się w obowiązku organizować lekcje tańca dla młodzieży. Odbywały się w one domach, w których były na to warunki, zazwyczaj w czwartek lub piątek, gdyż soboty były zarezerwowane na ewentualne bale i wizyty. Pamiętam znany z tego, dom na Szewskiej, chyba państwa Jaroszyńskich. Specjalnie wynajmowało się tapera do gry na pianinie oraz Maitre de danse, który uczył tańca. Tańczyliśmy z różnym powodzeniem i zapałem mazura, tango, ale też foxtrota. Rodzicom zależało nie tylko na naszych umiejętnościach w tańcu, ale przede wszystkim na tzw. obyciu, dobrych manierach, które szlifowaliśmy przy tej okazji. Były to ważne umiejętności odpowiedniego zachowania się w towarzystwie.

Wśród koleżanek i kolegów z parkietu pamiętam siostry Gablentzówny z rodziny właścicieli fabryki musztardy i napojów gazowanych. Obie były bardzo wysokimi, szczupłymi blondynkami (w typie urody na dzisiejsze czasy). Był uroczy Janek Oszacki, potem lekarz i rektor Akademii Medycznej, wielki przyjaciel mojej rodziny, byli koledzy: Dąbrowski z Michałowic (tych pod Krakowem) i Michałowski z Dąbrówki. Obie z siostrą lubiłyśmy to towarzystwo i zwykle po tańcach szliśmy wszyscy na spacer na Błonia. Maja podbijała serca kolejnych adoratorów, a ja nawiązywałam przyjaźnie, które potem przez lata przetrwały. Naukę tańca, a następnie wszelkie okazje, żeby potańczyć bardzo lubiłam. Nie wiem, kto to powiedział, że jak dziewczyna nie lubi tańca i szampana, nie warto się z nią wiązać, ale coś w tym jest!

teatr SłowackiegoTeatr Słowackiego w Krakowie

Rodzice nam opowiadali o balach w Krakowie i we Lwowie, gdzie jeździli, gdy byliśmy mali. W Krakowie bale odbywały się na Wawelu albo w teatrze Słowackiego. Znany był bal Akademii Sztuk Pięknych. Rej zawsze wodził Teofil Trzciński, reżyser i dyrektor teatru Słowackiego. Wawel był dopiero „odbudowywany” po okresie (o zgrozo!) wykorzystania jego szacownych pomieszczeń przez wojska austriackie za zwyczajne koszary. Wprawdzie wawelskie marmurowe schody pokryto szczelnie deskami dla ochrony przed wojskiem, które trzeba było teraz usunąć, ale oczywiście dewastacji i tak było niemało. Prace renowacyjne prowadził na Wawelu Ludwik Wojtyczko, znany architekt, który zaprojektował m.in. kamienicę dla profesorów UJ na Alejach Słowackiego (zwaną „trumną”).

BalMój ojciec Joachim Jarochowski na balu we Lwowie

Wracając do balów, na których bywali rodzice, do których nas przygotowywano, oczywiście szczególnie huczne i wspaniałe bywały one w karnawale i właśnie na nie, bardzo chętnie jeździła matka. Wodzirejem był zawsze Gucio Potworowski, pierwszy chłopak we Lwowie, który studiował prawo i został dyplomatą. Wojna zastała go w Szwecji skąd udało mu się wyciągnąć z niewoli parę osób. We Lwowie bale miały one inny charakter niż w Krakowie, były organizowane z większym rozmachem. Odbywały się w pałacach, których we Lwowie nie brakowało, a uczestnikami byli przedstawiciele ziemiaństwa kresowego i arystokracji. Dla dorosłych były okazją do zaprezentowania się, panie obnosiły swoje zdobne suknie, wspaniałą biżuterię rodową, panowie szukali okazji by porozmawiać o interesach. Dla młodzieży były bale okazją do ćwiczenia dobrych manier. Uważam, że takich okazji nigdy dość, nie wiem czy dlatego maniery te upadły, że mało bywamy na balach, czy z innych powodów, ale dzisiaj okropnie mnie razi ich brak, na przykład przy stole

Oczywiście zdarzały się na balach także bezprzykładne sytuacje i skandale jak na przykład ten, gdy nakryto pewną pannę (miała być ona główną atrakcją sezonu) zamkniętą w pokoju śniadaniowym w hotelu George, gdzie odbywał się bal, z niejakim Adameczkiem K. z bardzo dobrej rodziny, w niedwuznacznej sytuacji. Sezon dla panny się skończył, musiała wyjechać, była spalona od tego czasu w towarzystwie. Kobiety jak widać ponosiły dotkliwe konsekwencje swoich „błędów”. Według mnie sam Adameczek już był błędem – nikt go nie lubił, był zanadto bufoniasty. Ale w „towarzystwie” pozostał.

hotel George

Hotel George we Lwowie

Pamiętam bale u George’a, gdzie przyjeżdżało się z kuframi pełnymi sukien i przebierało w stosownych pokojach, dopinało sztuczne kwiaty, potem z wielkim szykiem paradowało po korytarzach, a następnie wstępowało do rozświetlonej wspaniale sali balowej. Nie pamiętam pierwszego balu, natomiast doskonale pamiętam bardzo silne emocje strachu, napięcia, chyba po prostu tremy przed tym czy się wszystko uda. Głównie chodziło o to czy mnie ktoś poprosi do tańca. Uważam, że dużo lepiej ma dzisiejsza młodzież, gdzie nikt nikogo nie musi prosić i wszyscy tańczą razem. Tyle, że to zupełnie inne tańce!

Bal 2

W dzisiejszym Krakowie zapewne odbywają się bale, w których z wiadomych względów nie uczestniczę. Natomiast wszelkie towarzyskie spotkania bardzo mnie wciągają, gdyż są okazją do rozmowy i nawiązywania, a potem rozwijania przyjacielskich związków. Sztuka rozmowy jest niemniej ważna w życiu jak sztuka tańca. Namawiam Was do rozwijania obu tych sztuk. Życie bez nich nie ma sensu.

4 myśli nt. „Mój Kraków – Niech żyje bal!

  1. Asia

    Droga Pani,
    uwielbiam Pani bloga i opowieści o tej klimatycznej, pięknej Polsce sprzed lat!
    Ja mam 21 lat i na żadnym balu jeszcze nie byłam, ale kto wie, może kiedyś będę miała okazję 🙂

    Odpowiedz
  2. kika Autor wpisu

    Pani Asiu, rzeczywiście więcej piszę o Polsce sprzed wojny i Krakowie i Lwowie z tamtych lat. Odbiera Pani te czasy jako „klimatyczne”. Byłam wtedy młoda – gdy wybuchła wojna byłam w Pani wieku. Jak się ma 20 lat świat się wydaje cudowny, kolorowy i stoi przed nami otworem (jak w tym dowcipie – optymista uważa, że stoi otworem, a pesymista wie którym…). Zapewniam Panią jednak, że to, jak odbieramy ten świat w dużej mierze od nas zależy. Dlatego ma Pani niejeden bal przed sobą! Zawsze zresztą samemu można go zorganizować tak, jak moja synowa, która w czasach komuny organizowała bale psychologa, podobno bardzo „klimatyczne”. Pozdrawiam Panią serdecznie, życzę powodzenia i dziękuję, że się Pani odezwała!

    Odpowiedz
  3. beata

    kikuniu, och jak chcialabym byc dziedziczka od musztardy i napojow gazowanych nawet przylapana na dwuznacznej sytuacji z Adameczkiem – byle tylko oddychnac przez chwile przedwojennym balem i zaszelescic gipiura….. czy gipiura szelesci?????

    Odpowiedz
    1. Kika

      Moja najmilsza, jak chcesz szeleścić to tylko halki z tafty lub ostatecznie krochmalone. Gipiura (gruba koronka) nie szeleści, chociaż podkreśla urodę. Adameczka nie żałuj! Twój A. jest dużo przystojniejszy i sympatyczniejszy. A to wystarczy. O ile oczywiście jest dość zamożny.. Wylecz stópkę swą na balu niezbędną! I ruszaj w pląsy i przytupy! Z uściskami gorącymi
      Twoja Kika

      Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Asia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *