Mój Kraków – Urzędnicza 30

Do Krakowa przyjechałam po wojnie dopiero w roku 1950, wraz z maleńkimi dziećmi oraz Ojcem, który był chory i potrzebował opieki lekarskiej. Początki były bardzo trudne, a kolejne lata też niełatwe. Myślę przede wszystkim o stronie bytowej, gdyż sam Kraków rekompensował te trudy. Jest w Krakowie coś wyjątkowego, niepowtarzalnego (czego nie stracił nawet za komuny). Ten szczególny klimat towarzyski, kulturalny a także twórczy sprawiał, ze czułam się w Krakowie po prostu na swoim miejscu. I jest tak nadal. Mogę powiedzieć, że to Kraków jak magnes przyciągnął mnie po latach z Norwegii, gdzie byłam już wygodnie urządzona.

Na początku w Krakowie nie miałam gdzie mieszkać, nie miałam też pracy, zmarł mój ojciec, dość szybko moje małżeństwo się rozpadło. Znalazłam jednak przystań, która na długie lata stała się miejscem życia nie tylko dla mnie, ale dla wielu rozbitków życiowych, miejscem spotkań i towarzyskich atrakcji. Było to małe mieszkanko przy ul. Urzędniczej 30. Jak je znalazłam? W Krakowie po wojnie robiono przymusowe „zagęszczanie” mieszkań i na właścicieli padł blady strach, że jak sami kogoś nie przyjmą pod swój dach, to dokwaterują im obcych ludzi niewiadomego autoramentu. I tak trafiłam do pp. Rościszewskich, którzy oddali mi pokój, a następnie przeniosłam się do ich dużej kuchni, w której zmieściłam całe moje mieszkanie, służące nam służyło przeszło dwadzieścia lat. Wykroiłam w nim pokój dzienny, małą sypialnię, a że była wysoka, przyjaciel zbudował antresolę, na której można było spać. Miało tę zaletę, że było do niej osobne wejście (dawniej dla służby), przez co nie kłopotaliśmy gospodarzy.

Urzędnicza 30 z antresolą

Wkrótce znalazłam pracę w pogotowiu ratunkowym przy ul. Siemiradzkiego, jako dyspozytorka (pomogła mi nieoceniona przyjaciółka Kasia Ziembicka-Komornicka). Musiałam dorobić kursy pielęgniarskie, aby moje kwalifikacje do tej pracy były odpowiednie. Były cztery kobiety, które zmieniały się na tym stanowisku – każda miała swoje „zaplecze”, Kasia trzymała z lekarzami, ja z kierowcami karetek pogotowia, Gosia z pielęgniarkami, a ta czwarta z nikim, gdyż nie była specjalnie lubiana. W sumie atmosfera w tej pracy (przecież dość nerwowej) była bardzo dobra, wspieraliśmy się nawzajem. Praca w pogotowiu była też lepiej płatna niż w innych działach służby zdrowia, dzięki dyżurom, ale i tak klepaliśmy biedę.

Kika w Pogotowiu

Dzięki właścicielowi sklepiku, który mieścił się naprzeciwko naszego domu, na rogu ulic Urzędniczej i Juliusza Lea (przemianowanej w latach 50-tych na Feliksa Dzierżyńskiego) ratowaliśmy się zakupami na kredyt (inaczej mówiąc „na krechę”). W sklepiku można było kupić podstawowe rzeczy do jedzenia (poza mięsem), więc dało się przeżyć. Pan Rzewuski wręczał oddarty świstek papieru pakowego, z zapisanymi zakupami wraz z kwotą i gdy miało się pieniądze przychodziło się z tymi karteczkami, aby oddać dług. Dziwiłam się temu, że daje zapiski kupującemu, zamiast zostawić, jako dowód dla siebie, ale on coś mruczał pod nosem i nie zmieniał zwyczaju. Czyżby ufał ludziom? Czasy temu nie sprzyjały. Trzeba przyznać jednak, że często korzystaliśmy z tej formy kredytu.

Po pewnym czasie zostałam przeniesiona do Nowej Huty, gdzie kilkanaście lat pracowałam w różnych przychodniach kombinatu. Znów pamiętam dobrą i solidarną współpracę z lekarzami i koleżankami po fachu, ale też przeciążenie i zmęczenie trudną pracą za bardzo kiepskie wynagrodzenie. I ta Huta, do której jechało się autobusem lub tramwajem w wielkiej ciasnocie, a na miejscu brodziło w błocie żeby dotrzeć do pracy! Musiałam znaleźć jakąś odskocznię od tego i stała się nią Piwnica pod Baranami oraz huczne przyjęcia i liczne skandale na Urzędniczej (patrz niżej).

Urzędnicza przyjęcie

rysunek Kazia Wiśniaka

Już wcześniej w moim mieszkaniu na Urzędniczej spotykali się odnalezieni po wojnie oraz nowo poznani przyjaciele. Ku przerażeniu pp. Rościszewskich odwiedzali mnie koledzy – kierowcy z pogotowia, aby wychylić niejedną flaszkę. Co gorsza zaczęli bywać artyści – jeszcze wówczas niezbyt znani, którzy też za kołnierz nie wylewali. Towarzystwo się mieszało – jak to w Krakowie, a ja się czułam coraz bardziej krakowianką, której mityczne miasto nie da zginąć. Do czasu..

Urzędnicza Lista lokatorów

6 myśli nt. „Mój Kraków – Urzędnicza 30

  1. Pedro

    Pani Kiko, cudowna ta „lista lokatorów” pod wpisem 🙂
    Czy to całość listy, czy tylko część?

    A kim były Aferzystki?

    I czy Maciuś to rzeczywiście szczur?

    Odpowiedz
    1. kika Autor wpisu

      Szanowny Panie o zabójczym imieniu!
      słusznie Pan pyta czy lista jest wyczerpana – oczywiście nie! Ale pozostałe notatki nie są do publikacji – mało cenzuralne.. Aferzystki to dwaj moi przyjaciele geje, uroczy, dobrzy ludzie, okropni plotkarze (do dziś zresztą), na szczęście masło groźni. Maciuś to szczur nad szczurami. Bardzo taktowny i wszystkożerny. Niestety niekiedy płoszył gości. Pozdrawiam serdecznie i radzę, niech Pan zapisuje swoich gości – po latach świetna lektura i masę wspomnień!
      Kika

      Odpowiedz
      1. Myszka

        Też mi się wydaje że ta lista to genialny pomysł!!! Zainspirowała mnie, bo mój dom też ma tendencję to bycia przeładowanym! Chyba po Babci mam tendencję o zapraszania i ufności… Co prawda mamy trochę wiecej metrów kwadratowych niż na opisanej Urzędniczej, ale i tak zmieścić 15 osób na noc to nie mała sztuka! To był nasz rekord przy nalocie bandy uroczych psychologów

        Odpowiedz
        1. Kika

          Pani Myszko,
          niech Pani nie zamyka domu przed ludźmi, chociaż widzę, że jest Pani nimi nieco zmęczona.. Moja synowa ich zostawia w salonie i idzie spać, gdy już musi. A oni i tak uważają, że byli wspaniale goszczeni oraz, ze nigdy nie prowadzili tak dobrych rozmów. Tajemnicą dobrej rozmowy jest to, że ludziom pozwala się mówić, a samemu słucha. Na starość już mi się to nie udaje – tyle mam do powiedzenia. Chciałaby ludziom wiele rzeczy przekazać, ale oni chcą mówić..
          pozdrawiam Panią i ten pojemny dom..
          Kika
          Ps. a psycholog też człowiek, nie trzeba go płoszyć. A jeśli do tego uroczy..

          Odpowiedz
  2. Pedro

    Pani Kiko, cudowna ta „lista lokatorów” pod wpisem 🙂
    Czy to całość listy, czy tylko część?

    A kim były Aferzystki?

    I czy Maciuś to rzeczywiście szczur?

    Odpowiedz
  3. Justyna

    Pani Kiko,
    uwielbiam tu zaglądać i czytać Pani opowieści. Sama mieszkam w Krakowie od lat pięciu i kocham to miasto a jednocześnie tęsknię strasznie za naturą, rzeką i lasem, które mam w rodzinnych stronach. Czekam z niecierpliwością na wpis o Piwnicy Pod Baranami, to moja ulubiona knajpka.

    Życzę dużo zdrowia!
    J.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *