Mój Rzeszów – Zamek

Muszę się pochwalić otrzymaną niedawno, imponującą, Encyklopedią Rzeszowa, którą przysłał mi prezydent tego miasta, pan Tadeusz Ferenc. W ten sposób chwalę się także pośrednią znajomością z panem Prezydentem, o którym Polityka ostatnio pisała, w artykule o Rzeszowie, w którym rządzi On już trzecią kadencję! Synowa przypadkiem spotkała pana Ferenca w Krakowie i pozdrowiła Go ode mnie, gdyż kiedyś prosiłam ją o to, gdy była na konferencji swojej ukochanej  Siemachy. Wystarczyło pozdrowienie i miła rozmowa, po czym pocztą przyszła wspaniała encyklopedia! To cenne dzieło stworzone przez 90 autorów z różnych dziedzin wiedzy, liczy 1100 stron, zawiera blisko trzy tysiące haseł, jest wspaniale, bogato ilustrowane i bardzo nowocześnie wydane. Na okładce umieszczono piękną płaskorzeźbę rzeszowskiego ratusza na metalowej plakietce. Całość w eleganckim futerale.

Rzeszów3W skromnym rzecz jasna rewanżu przesłałam panu Prezydentowi moją książkę. Może się kiedyś spotkamy, gdyż sądząc po dedykacji dla mnie, załączonej do tego dzieła, pan Tadeusz Ferenc jest bardzo eleganckim człowiekiem, dbającym o swoich krajan. A ja przecież spędziłam opodal Rzeszowa dzieciństwo i młodość. Rzeszów był moim miastem. Nie należał wtedy do najpiękniejszych miast i jak pisze ostatnia Polityka „jest miastem znanym z tego, że z niczego nie jest znane”. To jednak się zmienia również dzięki prezydentowi, o czym bardzo ciekawie pisze Polityka w cyklu portrety miast polskich, jak na zdjęciu poniżej.

RzeszówJednym z najważniejszych zabytków Rzeszowa jest Zamek. Ta imponująca budowla z XVI wieku, pamięta czasy tatarskich najazdów, którym się zresztą skutecznie oparła. Miała ona swoje jasne i ciemne karty przeszłości. Oprócz okresów zmagań z najeźdźcami, była także niestety miejscem więziennych represji i haniebnych kaźni stosowanych wobec patriotów. Jednym z takich okresów była okupacja niemiecka, kiedy to Zamek Ligęzów (tak go nazywaliśmy od nazwiska pierwszych właścicieli i założycieli Zamku, ale był też nazywany Zamkiem Lubomirskich, jego późniejszych właścicieli) był więzieniem hitlerowskim i miejscem wykonywania wyroków wobec niewinnych Polaków.

Rzeszów2W początku listopada 1939 w więzieniu tym znalazł się mój Ojciec. Był to przejaw ogólnopolskiej represji wymierzonej przez okupanta w polską inteligencję. W tym samym czasie miała miejsce słynna tzw. Sonderaktion Krakau – niemiecka akcja pacyfikacyjna wobec polskich profesorów w UJ, których podstępnie zaproszono do Uniwersytetu na zebranie organizacyjne, po czym aresztowano ich i wywieziono do obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau. W naszej okolicy zatrzymywano konsekwentnie właścicieli ziemskich, uczonych, nauczycieli, lekarzy, dyrektorów – ogólnie mówiąc – przedstawicieli inteligencji. Słyszało się o tych zatrzymaniach i ojciec także się tego spodziewał, ale jakoś go to omijało. Miał jednak przygotowany mały kuferek z podręcznymi rzeczami do zabrania na wypadek aresztowania. Pewnego dnia przyszli do naszego dworu w Babicy trzej kulturalni, uprzejmi Niemcy, którzy zapytali o Ojca, po czym poprosili go wskazanie drogi do Niebylca. Prosili, aby to wytłumaczył kierowcy, który został w samochodzie przy szosie, 200 m od dworu. Ojciec poszedł więc z nimi. Byłam tego bezpośrednim świadkiem, więc zaraz powiedziałam o tym Matce. Ta natychmiast nakazała mi wziąć kuferek ojca i pobiec jak najszybciej za nimi. Dobiegłam zdyszana do szosy w chwili, kiedy właśnie Niemcy wpychali Ojca do samochodu. Zdążyłam mu podać ten kuferek! Od tego czasu, gdy było zagrożenie, że kogoś zamkną lub wywiozą, mówiło się: uważajcie na pytanie o drogę do Niebylca.

Był to już wieczór i być może dlatego nie odebrano ojcu kuferka, kiedy wrzucano Go do celi. Tam w ciemności zobaczył wiele osób śpiących na podłodze. Wśród nich rozpoznał członków rodziny: Adama Uznańskiego i Józefa Wiktora z Czudca, lekarza więziennego z Zamku, i innych. Kuferek bardzo wszystkich ucieszył, bo były w nim różne przydatne drobiazgi, jak np. żyletki do golenia, mydło, przybory do jedzenia, bielizna na zmianę, ciepła odzież. W tym samym czasie w więzieniu tym przebywał Wincenty Witos.

Nazajutrz okazało się, że więźniowie wprawdzie nie są karmieni, ale wolno dostarczać im żywność, w tym także i ciepłe potrawy. Pod murami Zamku powstała długa, na co najmniej 200 osób kolejka ludzi z paczkami dla swoich bliskich. Matka szybko zorientowała się, że zamiast przekazywać im małe, indywidualne paczki, należy robić duże gary jedzenia i wraz z innymi dworami podjęli akcję dostarczania ich dla większych grup więźniów. Najcenniejszy był to dar dla tych, którzy nie mieli pomocy od rodziny. Kolejka ludzi stała pod więzieniem nieustannie i oczekiwanie w niej zabierało dużo czasu, ciepłe jedzenie stygło i coraz rzadziej można je było dostarczać. Dlatego wraz z rodzeństwem pełniliśmy w kolejce swoiste dyżury, aby odstawać swoje i być w tej kolejce w różnych miejscach. Akcja znakomicie się udawała, a renoma Ojca w więzieniu rosła. Po około dwóch tygodniach władze niemieckie wypuściły z więzienia wszystkich więźniów, którzy mieli ponad 60 lat. Był to efekt międzynarodowych protestów przeciwko tak zbrodniczemu traktowaniu inteligencji polskiej, szczególnie w odniesieniu do sławnych profesorów UJ, i nacisków dyplomatycznych na Niemcy. Ojciec wrócił do domu!

Hitlerowcy też wyciągnęli wnioski z tej akcji pacyfikacyjnej i później, na przykład we Lwowie, zamiast więzić od razu rozstrzeliwali profesorów i innych przedstawicieli inteligencji polskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *