Norwegia: Istny raj, samogon pędzić każdy może!

W Norwegii najbardziej mi się podobało to, że nie ma tam podziału na klasy społeczne. Polska po wojnie była podzielona na „fizycznych” i „umysłowych”, ci drudzy często czuli się lepsi i z lekceważeniem traktowali pozostałych. W rozmaitych dokumentach i „ankietach personalnych” była rubryka „pochodzenie społeczne” i należało wpisywać, że chłopskie, robotnicze, albo inteligenckie. Ci pierwsi i drudzy byli faworyzowani przez państwo komunistycznie, ci ostatni – ignorowani, albo szykanowani. W Norwegii absolutnie nie wyczuwa się pogardy wobec osób pracujących fizycznie, nikt też nie jest faworyzowany. Większość osób dziś pracujących umysłowo miało np. dziadka rybaka, a polityka rządowa była skierowana na udostępnienie wykształcenia każdemu, na zdanie matury i ułatwienie pójścia na studia. Każdy może tam dostać stypendium, byle tylko chciał się uczyć. Wykształcenie rzecz jasna ułatwia codzienne funkcjonowanie, ale nauka na studiach wyższych nie jest darmowa. Często spłaca się ją, co prawda w niskich ratach rozłożonych nieraz na całe życie. Ale w państwie tym, nie ma zbyt silnego dążenia do wyższego wykształcenia. Praktyczny naród kalkuluje sobie, że po prostu dla młodego człowieka jest to kilkuletnia strata czasu, podczas której można już zarabiać i podejmować samodzielne życie.

Norwegowie mają mentalność podobną do naszych Górali z Podhala. Bardzo dbają o swoją odrębność, żyjąc w małych społecznościach i obracając się w swoich specyficznych klimatach, które tylko oni rozumieją. Są tak samo jak Górale bardzo uparci, ale w przeciwieństwie do Podhalan nie lubią bójek. Niechętnie przyjmują rady i pomoc od innych, mają swój honor i chcą być samowystarczalni. Mają wysokie poczucie godności i własnej wartości. To bardzo twardzi ludzie, inaczej by nie przeżyli w trudnych warunkach.

Brak światła słonecznego przez większość roku w Norwegii sprawia, że dużo ludzi cierpi na depresje. Dość częsty jest alkoholizm, ale nie aż taki jak w Polsce, Norwegowie częściej piją w domu. Każdy, jeżeli chce, może pędzić samogon, gdyż pozwala na to prawo  (o ile nie w celach handlowych), co też prawie każdy robi, bo alkohol jest bardzo drogi. Gdy mieszkałam w Stavanger, istniał tam tylko jeden sklep alkoholowy, a sprzedaż była do godzin popołudniowych i w ograniczonej ilości. Ale 3/4 ludzi mieszka na wsi i pędzi własny alkohol.

Życie towarzyskie ma swoją, inną niż w Polsce specyfikę. Trudno mi się było do tego przyzwyczaić. Ludzie odwiedzają się przy różnych okazjach, ale nie tak często jak u nas. Chyba częściej w rodzinach niż wśród znajomych. I zabawa – można by rzec – jest nieco drętwa. Młodzież, jak na całym świecie, spotyka się na mieście w różnych klubach. A jeśli spotykają się w domu, każdy przynosi swój alkohol i sam go wypija! Nie częstuje się nim nikogo. Nawet nie wypada!

Sylwester wygląda dziwnie, Norwegowie bardzo się do niego przygotowują, zbierają się późnym popołudniem, piją piwo czy inny alkohol, o północy rzucają race. A 15 minut później cisza jak makiem zasiał, wszyscy są w łóżkach.

Największe święto w roku to wigilia świętego Jana, 23-24 czerwca. Wtedy odbywa się szalona zabawa, we wszystkich miejsowościach nad brzegami fiordów i jezior palą się ogniska, tak, że cała noc jest jasna, a przy nich organizowane są wspólne biesiady, liczne tańce, popijawy. Zwykle też biesiadnicy wypływają łódkami i jachtami w morze, czy jezioro – dla zabawy i pohulanek. Jest to najbardziej zabawowe święto w roku, podobnie, jak u nas Sylwester, bawią się wszyscy.

17 maja jest ważne święto państwowe, Święto Niepodległości, też bardzo hucznie i uroczyście obchodzone. Król jest wtedy najważniejszą osobą i przyjmuje defilady szkół i różnych organizacji. Wiele razy maszerowałam w tych niepodległościowych pochodach w polskich strojach ludowych, gdyż stroje regionalne są dla Norwegów bardzo ważne.

Kika w stroju regPodczas marszu w stroju ludowym

Przebierają się w nie na różne okazje. Piękne są na przykład stroje z Telemarku. Wszyscy Norwegowie kochają swojego króla, i słusznie, bo to zwykle bardzo miły człowiek, bliski ludziom. Zrobiłam z sympatii dla króla Olafa V sweter na drutach i dostałam za to od niego podziękowanie, które poniżej na załączonym obrazku – z pomyłką w moim nazwisku – gdyż jest ono nie do wypowiedzenia przez Norwega.

List od króla Norwegii do Kiki

Co mi się jeszcze podobało w Norwegii, to wielka czystość na ulicach. Myślę, że właśnie z powodu czystego powietrza i wody w Skandynawii, cieszę się dziś tak długim życiem. Jedynie kuchnia norweska mnie nie przekonała. Jest wprawdzie bardzo zdrowa, ale dominują w niej ryby, za którymi nie przepadam. Na szczęście mają bardzo dobrą czekoladę i niezłe duńskie sery, które stanowią podstawę mojej diety – jakby się ktoś pytał. Na szczęście nie pijam kawy, gdyż w Norwegii jest niedobra. Natomiast herbatę można kupić każdą, co mnie ratowało.

2 myśli nt. „Norwegia: Istny raj, samogon pędzić każdy może!

  1. Marysia Łejmel

    Byłam w Norwegii u syna Karola, był lipiec , właśnie wtedy dzień był długi, bardzo długi , Karol po pracy organizował nam wycieczki (byłam z córką) , same też dużo chodziłyśmy i w ogóle nie odczuwałam zmęczenia , coś musi być w powietrzu norweskim że tak się dobrze oddycha, mieszkam na Suwalszczyźnie gdzie tlenu nie brakuje , ale w Norwegii musi być coś jeszcze , zapewne morze też robi swoje. Karol mieszkał wtedy na wsi i tam gospodarze często wylewali gnojowicę na pola i ten, jak by tu nazwać zapach inaczej, był uciążliwy , ale to nie przeszkadzało widocznie tamtejszym mieszkańcom bo nikt się nie skarżył . Czekam na dalsze wspomnienia. Pozdrawiam . Marysia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *