Norwegia: O co pytałam Najwyższego

Do Skandynawii trafiłam w styczniu 1969 roku, mając 52 lata. Zaprzyjaźniony Norweg, który studiował w Krakowie, wysłał mi zaproszenie oraz kupił bilet na statek (samolot odpadał, bo był za drogi). Bardzo mnie zdziwiło, że dostałam paszport, który było trudniej zdobyć niż wizę. Planowałam tam zostać 2 albo 3 lata, aby poprawić sytuację materialną rodziny. Zostałam na lat czterdzieści.

Wiedziałam sporo o Norwegii z literatury oraz z opowiadań rodziców, którzy się nią zachwycali po odbyciu tam rejsu w latach trzydziestych XX wieku. Matka podziwiała piękno kraju, doceniała życzliwość ludzi, chociaż mówiła, że jest tam bieda. Kiedy dotarłam do Norwegii, w stosunku do warunków w Polsce panował tam luksus. A gdy jeszcze trysnęła im ropa, dopiero się zaczęło!

Zahaczyłam się w Stavanger, mieście na zachodnim wybrzeżu, które teraz liczy sobie sto tysięcy mieszkańców, jak na polskie warunki niewiele, ale w Norwegii to prawie metropolia. Wtedy Stavanger liczyło sobie około 60 tysięcy mieszkańców, takie małe, stare, trochę senne miasteczko. „Stav” znaczy: belka. Prawdopodobnie kiedyś była to osada do składania drzewa i miasteczko rybackie, gdyż jest to przecież brama Norwegii na Morze Północne. W okolicy znajduje się pełno pięknych fiordów. To stolica Rogaland, odpowiednika naszego województwa. Jak przyjechałam do Stavanger, prawie nie było tam murowanych budynków – oprócz hotelu, katedry, teatru i paru innych – dominowały białe drewniane domki. Bardzo mi się to podobało!

Dość szybko Stavanger stało się centrum norweskiej ropy naftowej. Myślę, że naftowcy wybrali je dzięki doskonałemu położeniu miasta, bo można tam było wybudować wielkie, nowoczesne platformy, które potem holowało się na miejsce wydobycia ropy – nieraz kilkadziesiąt kilometrów od brzegu. Wtedy w Norwegii zaczęła powstawać struktura społeczna oparta w pewnej mierze na pracy obcokrajowców.

Platforma wiertnicza

Zaskoczył mnie klimat, szykowałam się na ciężkie mrozy, a tymczasem w tym rejonie prawie nie ma zimy, ze względu na ciepły prąd Golfsztrom. Z kolei jest bardzo wiele dni bez słońca i światła w ogóle, oraz niespełna trzy miesiące letnie tzw. białych nocy. Często pada deszcz, ale pogoda jest tak zmienna, że rano nie sposób jej przewidzieć na cały dzień. Trudno więc na przykład przed wyjściem na całodzienną wycieczkę dobrać odpowiednie ubranie. Jednak szybko to doceniłam, gdyż ta zmienność powoduje, że nadzieja na słońce jest duża. W słońcu kraj ten wygląda przepięknie, gdyż przejrzystość powietrza jest duża, stąd też daleka widoczność. I to cudowne, że jest się nad morzem, a widzi się bliskie masywy gór i wszystkie odcienie szarości, błękitu, granatu. I to wszystko odbija się w morzu!

Se så klar vann det er i Frafjorden.23.03.04

Początkowo było mi ciężko, Stavanger żyło swoim życiem, miejscowi nie bardzo chcieli się integrować, oprócz teatru nie działały jakieś większe ośrodki kultury. Odnalazłam się w środowisku teatralnym, które na całym świecie ma coś wspólnego, a które dobrze znałam z Polski. Świetnie poczułam się w teatrze, znałam tam zresztą dwóch aktorów, którzy bardzo entuzjastycznie mnie przywitali i zapewnili miłą atmosferę. Bardzo mi to pomogło. Kiedy część bliższych i trochę dalszych znajomych wyjechało założyć teatr koło Trondheim, pojechałam tam, aby ich odwiedzić na otwarcie teatru.

Byłam w Stavanger jedną z niewielu Polek, co wywoływało wielką sensację, gdyż wyróżniałam się ubiorem i wyglądem. Poza tym większość Norwegów jest chuda, a ja byłam gruba. Stopniowo, ale powoli zaczęli się pojawiać w Stavanger inni Polacy. Na kursie pielęgniarskim odkryłam, że w pracowni rentgenowskiej pracuje Polka, z którą się bardzo zaprzyjaźniłam. W Norwegii wtedy dominował tradycyjny, protestancki model rodziny, kobiety najczęściej wykonywały tylko prace domowe, dopiero z czasem to się zmieniało.

Zapisałam się na kurs języka norweskiego, aby podjąć pracę w zawodzie pielęgniarki, który też wymagał dodatkowego szkolenia. To wszystko wydaje się teraz proste i oczywiste, ale trzeba pamiętać, że nie byłam już młoda, a ponadto kontakt z Polską był słaby – telefony w Krakowie w tych latach należały do rzadkości. Musiałam pokonywać tęsknotę oraz starać się przystosować do wielu nowych rzeczy naraz! Nie było łatwo.

Pamiętam, jak pewnego dnia, tuż przed moimi pierwszymi na obczyźnie świętami Bożego Narodzenia, dowiedziałam się, że muszę się prawie z dnia na dzień wyprowadzić z wynajmowanego mieszkania, gdyż potrzebne jest ono dla rodziny Norweżki, u której mieszkałam. Wszędzie atmosfera świąt, nikt nie ma głowy, by wynajmować lokum obcej babie lub ją przyjąć na święta. W hotelu Victoria, w którym pracowałam, było masę roboty, więc dość późno wieczorem, wracając do domu, jakoś tak się poczułam źle i samotnie, że zwróciłam się w myślach do siły wyższej: „Panie Boże, jak Ty sobie poradzisz z tą sytuacją?” I nagle zza rogu wyszedł mój przyjaciel, Helge i rzuca mi się na szyję wołając: „Kika, z nieba mi spadasz! Muszę jechać na parę tygodni do Trondheim robić sztukę, a w domu pies sam, nie ma go jak zostawić. Zamieszkaj u mnie! Lodówka pełna na święta, co tylko chcesz”. Nie mrugnęłam okiem, zgodziłam się od razu!

Wtedy przekonałam się raz jeszcze, że człowiek nie zginie jak ma przyjaciół i ufność, że siły wyższe wesprą go w tym życiu.

7 myśli nt. „Norwegia: O co pytałam Najwyższego

  1. Aneta

    Piękna historia, aż mi łezki poleciały… To prawda, że człowiek nie zginie jak ma przyjaciół i jest życzliwy dla innych. Oczekując na kolejne historie, pozdrawiam serdecznie Panią i Pani rodzinę.

    Odpowiedz
  2. Katarzynka

    Pani Kiko! Kolejny raz utonęłam w Pani wspomnieniach! Wzrusza mnie Pani do głębi! Z kolei ta Norwegia to chyba piękny kraj, może kiedyś będzie mi dane się przekonać. Pozdrawiam serdecznie z Krakowa i czekam na kolejny wpis.

    Odpowiedz
  3. Karolina

    Fantastyczna Pani Kiko!
    Mam 33lata, od 12 podóżuję po Europie w celach zarobkowych, więc i ja poznałam na własnej skórze co to znaczy żyć z daleka od najbliższych w różne święta, w dniach ich urodzin czy imienin, w długie dni i miesiące powszednie, itp…. Jakże Panią rozumię! A i tak mam dostęp do internetu czy telefonu komórkowego, wiec moge nawiązać kontakt z kim chcę nawet w bieżącej chwili.
    Obecnie przebywam w Niemczech i czytam Pani bloga od jakiegoś czasu i bardzo, bardzo mi się podoba. Pani opowieści przypominają mi te mojej ukochanej, nieżyjącej już niestety babci, powodują, że robi mi się ciepło na sercu. Uwielbiam słuchać opowieści z czasów około wojennych! Pani ogromna sympatia, życzliwośc, mądrość, pogoda ducha są dla mnie inspirujące. Życzę sobie i Pani aby ten blog istniał przez następne Pani 100lat życia!
    Serdecznie Panią pozdrawiam, życząc jak najwięcej zdrowia!
    P.S. We wrześniu wracam na stałe do Polski!

    Odpowiedz
  4. Maciejka

    Pani Kiko, bardzo ciekawy i wzruszający jest Pani artykuł. Od czasu gdy Pani wyjeżdżała do Norwegii tak wiele się zmieniło! Teraz na każdym kroku można tam spotkać Polaków i Norwegów już to nie dziwi. A chcąc wyjechać do pracy w kraju fiordów, najlepiej odbyć kurs języka norweskiego będąc jeszcze w Polsce; jest wiele ciekawych propozycji.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *