Norweska pomoc w stanie wojennym

Kiedy w dniu 13 grudnia 1981 roku wybuchł stan wojenny, oczy całego świata skierowały się na Polskę. Rozmaite próby pomocy dla Polaków napotykały na wiele przeszkód organizacyjnych, biurokratycznych i politycznych. Została na przykład rozbudowana do absurdalnych rozmiarów cenzura przesyłek, a nawet listów. W tych okolicznościach nasze dotychczasowe doświadczenie i przetarcie szlaków, przyniosło wspaniałe rezultaty. Mieliśmy już dobrze działającą, rozbudowaną strukturę organizacji pozyskującej dary, przewożącej je do Polski i przekazującej je we właściwe ręce! Pomoc ta szła TIR-ami w sporej ilości. Przewieźliśmy w ten sposób 800 ton rozmaitych darów. W Stavanger i innych miastach zaangażowanych w to było sporo Polaków i przede wszystkim Norwegów.

W pewnej chwili zwrócili się do nas norwescy rolnicy z pomysłem, żeby przesłać do Polski wysokocielne krowy, o których wiadomo, że są najwydajniejsze w Europie (5500 litrów mleka rocznie, podczas, gdy polskie krowy osiągały co najwyżej 3500). Ponadto uważają oni, że norweskie mleko jest najlepsze na świecie. Jasha oczywiście natychmiast podchwycił pomysł i od razu natknął się na bariery przepisów polskich. Przede wszystkim nie było samolotów przystosowanych do przewozu takich zwierząt. Następnie konieczne okazały się zaświadczenia co do stanu zdrowia krów i gwarancje, że będzie się miał kto nimi zająć po przywiezieniu ich do Polski, itd., itp. Najtrudniejszą przeszkodą okazał się LOT. Nie zgadzali się oni na innego przewoźnika (np. norweskiego, bo mieli monopol na teren Polski). Nie mieli odpowiednich samolotów, ale w końcu zgodzili się dostosować pasażerskie, po wymontowaniu foteli, ale zażądali dość wysokiej opłaty za tę usługę. Zapłaciliśmy (raczej norwescy darczyńcy!) i można było krowy przewieźć. Po nawiązaniu kontaktu z naukowcami z Akademii Rolniczej w Krakowie (profesorami Zbigniewem Stalińskim i Andrzejem Żarneckim), którzy mieli dobre rozeznanie odnośnie do sytuacji tutejszego rolnictwa, poszliśmy za ich radą, aby krowy z górskiego kraju, jakim jest Norwegia umieścić w podgórskich rejonach Polski. Wskazali na teren powiatu myślenickiego, gdzie zajęli się dystrybucją zwierząt do konkretnych rolników. Trafiły tam w sumie 904 krowy. Wraz z rolnikami norweskimi wymyśliliśmy, że będą to krowy młode, jałówki i ciężarne, aby szybko się rozmnażały. Ponadto każdy rolnik zobowiązał się, że pierwsze cielę oddaje sąsiadowi bezpłatnie. Po roku Jasha pojechał do myślenickich rolników i ku jego zaskoczeniu okazało się, że to działa!

Rolniczka z cielęciem

Stan wojenny zrodził mnóstwo innych problemów i potrzeb. Okazało się przede wszystkim, że najcenniejsze dla Polaków są drukarki, skanery powielacze i inny sprzęt poligraficzny. Ponadto przedstawiciele podziemia prosili o sprzęt komunikacyjny (radiostacje, telefony itp.). Ścisła cenzura w kraju wywołała silne wołanie o książki i publikacje niezależne. Zadzwoniłam więc do Jerzego Giedroycia do Paryża, szefa słynnej „Paryskiej Kultury” i dzięki niemu zdobyliśmy bardzo dużo ich książek, broszur, artykułów, czy numerów „Kultury”, wiele w formacie specjalnie zmniejszonym, kieszonkowym, aby łatwiej było przemycać i nosić przy sobie. Jasha zauważył, że narzucona przez wojsko kadra kontroli i służby celnej nie ma ani doświadczenia, ani dostatecznej wiedzy o przepisach, więc wymyślił, że przesyłki w TIR-ach należy adresować do instytucji proreżimowych, przez co były przepuszczane, a kierowcy i tak zawozili je pod właściwy adres. I dochodziły. Sama zresztą szmuglowałam przez granicę i wydawnictwa i sprzęt.
Z wielkim wzruszeniem odbieraliśmy od naszych rodaków setki listów z podziękowaniami. Ale najbardziej nas cieszyło, że częściowo dzięki tej pomocy duch solidarności w narodzie nie zginął. Najlepszym tego wyrazem była treść przyśpiewki, którą mój syn Maciek razem z Góralami śpiewał w Chochołowie (gdzie także nasza pomoc dotarła).  A szło to tak: „Choćbyś Wojtuś sto dekretów wyrychtował, choćbyś syćkich jurnych chłopów internował, solidarność nie zginie w góralskiej dziedzinie, nie ty bees nam góralom harnasiował”.

Podziękowania kolaż

Jedna myśl nt. „Norweska pomoc w stanie wojennym

  1. Basia

    Pani Kiko! Jaka szkoda,ze tak niewiele mieliśmy wiadomości o pomocy płynącej z Norwegii ! Mój mąż , lekarz wet. mówi, ze dziś rasa norweska zagościła jako niezwykle cenna w Wielkopolsce. A nie wiedzieliśmy, że jej początki- mają źródło w Pani niezwykłej inwencji ! Teraz Norwegia jest nam bliska, bo stała się miejscem naszych wypraw wędkarskich, ale dzięki Pani, patrzymy na nią jeszcze serdeczniej! Przesyłamy najserdeczniejsze podziękowania za Pani piękne wpisy i gorące pozdrowienia !

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *