Order za życie

Moi czytelnicy w listach oraz bezpośrednio przez dzieci (ukłony dla Ewy z Paryża), dowiadują się o moje następne wpisy. Z przykrością muszę wyznać, że dochodzę do kresu mojej pisaniny. Darujcie drodzy moi – nie mam już sił. Jeżeli one wrócą – a byłby to cud – wrócę do pisania.

IMG_0436Po powrocie z krótkich wakacji na Kaszubach, mój syn z rodziną nasłali na mnie lekarzy, oraz moc pielęgniarek. Mam jeść, pić, ruszać kończynami dla zdrowia, pozwalać je masować, oddychać miarowo i dbać o krążenie. Wystarczy! Z tego wszystkiego potrafię tylko pić (i to niechętnie), oddychać i pojękiwać. Serce bije samo. Od przemiłego i dowcipnego doktora Wojciecha Chrobota dostałam skuteczny plaster na ból, więc jest mi lżej. Sama obecność doktora u nas w domu podziałała jak plaster! Od świetnych, mądrych pielęgniarek dostaję fachowe zabiegi, wokół zmęczonego mego ciała. Ale przede wszystkim od mieszkańców Majorki, jak nazywają swój dom syn i synowa, dostaję serdeczną troskę. A mogli sobie siedzieć dalej na tych wakacjach. Zobaczcie sami zdjęcia jeziora o świcie, nad którym mieszkali oraz zdjęcie Pandy, która nagle poczuła tam zew krwi!

IMG_0461Wrócili jak zawsze nie sami tylko z długim ogonem, tym razem moich Hiszpolskich prawnuków oraz ich przyjaciół. Harmider, ruch w naszym domu trwał bez przerwy! Towarzystwo ganiało na miasto, urządzali gry i zabawy w domu. Odbyły się hucznie czyjeś urodziny (zgubiłam się czyje), ale sądząc po tym, że co chwilę strzelały balony ponoć po całym domu rozwieszone, było to dziecko – pewnie jakieś prawnuczę moje. Synowa mówi, że Pola, która do niedawna wyciągała mi z szufladki ptasie mleczko. Teraz już go nie używam..  I to wszystko w ten upał, który im zupełnie nie przeszkadzał! W swojej Maladze mają dwa razy taki. I nagle jak nożem uciął, wszystko ucichło, ucałowali mnie i odlecieli. Szkoda, bo to bardzo miłe i świetnie wychowane dzieci: Gaby i Gucio. Tym razem nie bardzo miałam siłę aby  z nimi dużo rozmawiać, ale zaglądali do mojego pokoju z serdeczną troską.

IMG_0429Muszę się na koniec pochwalić, że przyznano mi Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, który w najbliższy piątek wręczy mi Wojewoda Krakowski pan Jerzy Miller. Ponoć osobiście przyjdzie na Majorkę: rodzina przejęta, a ja muszę zrobić duży wysiłek żeby tego dożyć! Doprawdy, to nie są żarty w stylu Jurka Vetulaniego. Jak będę miała to za sobą i starczy mi sił, to Wam opowiem o tej uroczystości. I może mi w końcu powiedzą, za jakie zasługi go dostałam?

15 myśli nt. „Order za życie

  1. Małgorzata K

    Pani Kiko kochana!
    życzę Pani z całego serca jak najwięcej sił i zdrowia. Jest Pani tak szczególną osobą, że trudno wyobrazić sobie, gdyby przestała Pani pisać. Dla nas to prawdziwa uczta czytać Pani słowa.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę sił,
    Małgorzata.

    Odpowiedz
  2. Reni

    Pani Kiko,

    Przede wszystkim gratuluje Orderu – wspaniała wiadomość!
    Poza tym życzę sił, zdrowia i czekam na kolejne wpisy, a wierzę, że będą.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    Odpowiedz
  3. Ewalenka

    Kikuniu Kochana,

    Święcie wierzę, że Pan doktor wyciągnie Cię z tej chwili słabości i że znowu nas wszystkich ucieszysz wspaniałymi opowieściami, do jakich nas przyzwyczaiłaś.
    Trzeba koniecznie zmobilizować się i przezwyciężyć ten kryzys, czego Ci życzę z całego serca. Z wielka radością i zainteresowaniem czytam zawsze w Paryżu Twój blog, choć nieczęsto się odzywam.

    Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i życzę cierpliwości, a zdrowie MUSI się poprawić!

    Odpowiedz
  4. Monika

    Droga Pani Kiko,
    bardzo dziękuję za wszystkie wpisy i za poświęcony czas nad ich tworzeniem. To niesamowite poznać tyle faktów z Pani życia i to opisanych tak piękną polszczyzną. Będę czytała wszystkie wpisy od początku raz jeszcze, bo nie wyobrażam sobie nie czytać Pani bloga. Dziękuję za wszystko i życzę zdrowia. Jest Pani wspaniałą Kobietą i jestem bardzo szczęśliwa, że trafiłam na Pani bloga.
    Uściski ślę z Norwegii (bo właśnie z Norwegii czytam Pani wpisy),
    Monika

    Odpowiedz
  5. szeptucha

    Droga, Kochana Pani Kiko!

    Ja również dziękuję za wszystkie Pani historie, za możliwość czytania o Pani niezwykłym życiu, za czas, który poświęciła Pani na swoje opowieści. Za wszystko! Gratuluję Orderu, który należy się Pani jak nikomu innemu!
    Będę czekać na kolejne wpisy, wierząc, że jeszcze się ukażą, że poczuje się Pani lepiej, czego serdecznie Pani (i nam wszystkim) życzę!

    Pozdrawiam z głębi serca!

    Odpowiedz
  6. beata

    Kika, jak to TY slaba? to my zawsze slabi przy tobie. Posylam ci cieply powiew wiatru z chorwackiej plazy, zapach dojrzewajacych fig i smazonego branzina. I przywioze Ci oliwy domaczej od Viczelicza, nasmarujemy cie cala i sie rozchodzisz od nowa.
    buziaki czule, Beata

    Odpowiedz
  7. Dorka DOO

    Taki order to nie lada gratka! Należy sie pani!
    Żczę odzyskania sił! Bardzo lubie pania czytać . jestem kaszubka i cieszę się że odwiedziła pani te strony:)
    Wierzę że silna wola to prawie cały sukces!
    Uściski!!

    Odpowiedz
  8. AgnieszkaS

    Pani Kiko!
    Czytam Pani bloga od roku. Życzę sił i tej radości życia która zawsze Pani towarzyszyła.
    Zawsze czekam na Pani kolejny wpis…
    Teraz również…
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  9. Zazulka

    Droga Pani Kiko, zastanawialam sie kiedys , czytajac Pani wpisy, dlaczego tak malo tu komentarzy. Teraz mysle, ze lektura Pani wspomniej wywoluje nie tylko u mnie potrzebe refleksji , zatopienia sie we wspomnieniach, chec zatrzymania jakis przebrzmialych juz uczuc i doznan, ktore dzieki Pani na chwilke powrocily. Przemykamy tak sobie bezimienni nie zostawiajac tutaj nawet kropeczki ( o odznaczeniach i orderach juz wcale nie wspominajac ). Serdecznie dziekuje za podzielenie sie z nami swoimi niesamowitymi wspomnieniami. Pozdrawiam i zycze odzyskania sily, bo ona przeciez musi w Pani byc, tylko na chwilke gdzies przykucnela!

    Odpowiedz
  10. zolwikq

    Zycze dobrego samopoczucia i dalszych cudnych opowiastek. Jedyny blog ktorego czytam regularnie juz dluuugi czas. :)

    Odpowiedz
  11. Janek Zychowicz

    Chwila niewesoła ale myślę że Kikę ucieszy, że opiszę nieznaną anegdotę z 1993 roku (a może 1994?)
    Wtedy też przyjechałem do Norwegii z rodzicami – przyjaciółmi Szaszkiewiczów od lat 70-tych.
    Szybko i komfortowo bo w 2 dni 1 autem 5 osób + bagaż 3 tygodnie.
    Ale historyjka ta będzie o kotach, głównie o nich bo trochę mniej o ludziach.

    Tak więc Kika przywitała nas gościnnie i wróciła do oglądania zmagań na kortach Wimbledonu.
    Samprasowi znakomicie wówczas szło a Kice bardzo się on podobał.
    Dlatego, że wciąż delikatnie się uśmiechał. Pamiętam dokładnie bo kilka razy to powtórzyła.

    Tyle o ludziach. Bo Kika od razu przedstawiła nam głównych Domowników, kilka kotów.
    Wszystkie mniej lub bardziej przybłędy, znajdy, kanapowce, rasowe i oczywiście typowe dachowce.
    Ale noszące typowe imiona bo jeden z nich zwał się na przykład Drapliwiec.
    Drapliwiec bo namiętnie drapał kanapę w salonie. No i był szary.

    Kiedyś zauważyłem że z tyłu kanapy znajduje się karteczka samoprzylepna.
    Wiadomo też że była kwadratowa i żółta i umieszczona dokładnie w miejscu świeżego pazurrrrkowania.
    W każdym innym miejscu na Ziemi napis na niej wskazywałby na specyficzne poczucie humoru.
    Ale na pewno NIE u Kiki.
    Bo w jej domu na wyspie Hundvåg ten przekaz brzmiał absolutnie poważnie i mniej więcej tak:
    DRAPLIWIEC
    NIE DRAP
    TEJ KANAPY

    Napis był w całości po języku polskim a kot chyba jednak okazał się być kotką…
    Nie jestem niestety pewny czy ktoś jeszcze w ogóle widział tą karteczkę.
    Natomiast ważne jest, że Sampras wygrał wspomniany turniej z 1993 roku (ale w 1994 roku też!)
    Pewnie i z uśmiechem…

    Hilsener til Jasha 😉

    Odpowiedz
    1. Wanda

      Każdy pamięta coś innego- mimo przebywania w danym miejscu w tym samym czasie.
      Sympatii Kiki do Samprasa nie pamiętam w ogóle, może dlatego, że byłam wtedy na początku podstawówki i bardziej interesowały mnie koty. Drapliwca też nie pamiętam. W pamięci utkwił mi cały biały kot o dźwięcznym imieniu Murzyn. I kartka przyczepiona do kanapy (śmiem twierdzić, że brzmiała trochę inaczej niż opisał to mój poprzednik i nie była żołta i samoprzylepna tylko biała i przyczepiona szpilkami!):

      Koty
      nie drapać kanapy

      W Norwegii pierwszy raz w życiu piłam SOK Z KARTONU (na bank pomarańczowy był), po raz pierwszy jadłam krewetki (pamiętam jak mój tata przełamywał je i wyjadał na surowo środek) i posądzono mnie o kradzież (na szczęście po raz pierwszy i ostatni)- kupiłam dwie gumy do żucia (balonówa o smaku bananowym!), po wyjściu ze sklepu stwierdziłam, że jest tak pyszna, że postanowiłam nabyć jeszcze jedną. Ponieważ przy kasie trzymałam w ręku również sztukę zakupioną wcześniej, kazano mi znowu zapłacić za dwie. Na nic były moje tłumaczenia po polsko-angielsku (głównie jednak po polsku) i łzy w oczach. Wygląda na to, że przeżywam tę historię do tej pory:) Uczmy się języków…

      Takich wakacji nie da się zapomnieć.

      Pozdrawiam bardzo ciepło
      Wanda Zychowicz-Henke

      Odpowiedz
      1. Wanda i Maciek

        Kochani Wandeczko i Janku, pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy za miłe wspomnienia! Bardzo dla nas wzruszające. Co do karteczki przylepianej przez Kiką z tyłu kanapy – obydwoje macie rację! Też pamiętamy jak Kika to robiła i działało, gdyż koty nie lubiły drapać kartki tylko miękką kanapę. Za naszego przyjazdu był duży napis: NIE DRAPAĆ PAZURAMI! Nasza Magda znów pamięta, że poprzedzało go uprzejme „uprasza się…”. A zatem pisma do kotów były różne. Grunt, że dość skuteczne. Ale rzeczywiście były one straszliwie rozpanoszone. Może też pamiętacie jak Kika karmiła jeże bułką i mlekiem, a także sarny – marchewką. I oczywiście ptaki. Na wyspie często zlatywały się mewy i darły się okropnie. Pewnie płoszyły koty, zeby coś capnąć. U nas w Krakowie to samo robią od rana sroki. A co do kotów , nasze są lepiej wychowane. natomiast nasza pieska – wcale! Maciek się oburza, na moje zdanie, ale ja wiem swoje. Coż dziadkowie mają problemy z wychowywaniem kogokolwiek. Kika też wychowywała dzieci „przez zaniechanie”, a co dopiero koty!
        uściski dla Was i przy okazji dla Waszej, bardzo fajnej mamy!

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *