Podróże – Londyn

W Londynie byłam tylko raz, w latach 80-tych, ale za to zamiast planowanego tygodnia, byłam dwa, gdyż musiałam czekać na transport stamtąd (chyba chodziło o samolot). Zatrzymałam się u państwa Gumińskich, przyjaciół rodziców, którzy przed wojną mieli majątek w Zalesiu. Obu rodzinom zależało, abyśmy się pobrali – ja i Romek, ich syn. Nie mieliśmy się wcale ku sobie, ale dla świętego spokoju umówiliśmy się, że będziemy się odwiedzać. Korzyść była taka, że obie rodziny bardzo serdecznie nas gościły. W istocie była to dobra partia, gdyż, jako chemik, Romek został w tej dziedzinie ekspertem na światowym poziomie. Ale kontakt między nami się urwał, gdyż po wojnie on został w Londynie, a ja w Polsce, a potem w Norwegii. Po wielu latach zaprosił mnie do Londynu. Był ożeniony z Natalią Jędrzejowiczówną, której przemiły brat Jan, przyjechał specjalnie autem, aby pokazać mi Londyn. Widziałam więc średniej urody Pałac Królowej, Buckingham, okazały Gmach Parlamentu i przepiękne Opactwo Westminsterskie.

Opactwo Westminsterskie

Jak chodzi o muzea, zawsze dla mnie najważniejsze, ułożyłam sobie zwiedzanie tak, aby przede wszystkim zobaczyć to, co Anglicy ukradli z Akropolu oraz wywieźli z Krety. Podążałam w tym kierunku przez olbrzymie korytarze i sale British Museum, nie oglądając się na boki, aby się nie rozpraszać, aż tu nagle kątem oka zobaczyłam dziwnego stwora, a mianowicie nosorożca leżącego do góry nogami. Okazało się, że to wykopalisko było darem z Uniwersytetu Jagiellońskiego. A, to co innego! Przyjrzałam mu się z bliska, a dodatkowo zaraz za nim była sala wspaniałych kamieni i skamielin, które zawsze mnie wciągają.

Do niedawna chodziłam w Krakowie na wystawy organizowane w AGH i UE, gdzie można spotkać piękne okazy kamieni szlachetnych, półszlachetnych i wykopaliskowych, a przy okazji odwiedzić targi oryginalnej biżuterii. Ostatnio słucham tylko relacji dzieci, które kupują mi tam jakiś piękny kamień, oryginalny pierścionek z kamieniem, albo nawet zrobiony z nich naszyjnik. Będzie czym obdarzać moje prawnuki, których przybywa z roku na rok! Wracając do Londynu i muzeum ze starymi greckimi i kreteńskimi zabytkami, przeżyłam tam chwilę wzruszenia – jak zawsze, gdy patrzę na coś tak starego, co stanowiło podwaliny naszej kultury i przetrwało już tylko w muzealnej formie.

Nereidy w BM

Klimat Londynu wydał mi się bardzo przyjazny, gdyż na przykład wyrzucona na śmietnik przy domu Gumińskich pestka avocado, puściła pęd i wyrosła na okazały krzew. Co do klimatu towarzyskiego niewiele mogę powiedzieć, bo wprawdzie jest tam liczna Polonia, ale nie miałam z nią bliższego kontaktu. Zaś Anglicy, jak Anglicy: ani ich nie rozśmieszysz, ani nie rozzłościsz. Jak mówił pewien góral na pocieszenie, gdy istniało zagrożenie, że „wejdą ruskie”:  zabić nas  nie zabijom, wywieźć nas nie wywiezom, ino nas zanudzo na śmierć. Może dlatego nie wracałam więcej do Londynu. Teraz słyszę od dzieci, że jest to miasto kolorowe, wesołe, ciekawe. Pewnie, jak tylu Polaków tam wyjechało – to, co się dziwić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *