Podróże – Wiedeń i Praga

Jeszcze za komuny, ale gdy koniec jej już był blisko, odwiedziliśmy Wiedeń. Wyprawa była zabawna, gdyż mieliśmy na nasz użytek prywatny autobus, którym do Polski przyjechał pewien Norweg. Oprócz rodziny, pojechało z nami trochę zaprzyjaźnionej młodzieży z Krakowa, głównie szkolnych kolegów moich wnuków. Zabraliśmy ze sobą materace i śpiwory, aby zaoszczędzić na hotelach. Na miejscu przygarnęła nas na noc (osoby dorosłe, bo młodzież spała w autobusie), rodzina naszych przyjaciół z Krakowa, państwa Turczyńskich. Wyprawa trwała zaledwie kilka dni, ale wspomnień wystarczyło na wiele miesięcy!

Wiedeń oglądałam z pewnym wzruszeniem, gdyż był stolicą monarchii, w której się urodziłam w 1917 roku (w Krakowie). Wydał mi się podobny do Krakowa, a trochę też do Lwowa, chociaż znacznie elegantszy. Zwiedzaliśmy pałace Hofburg i Schonbrunn, katedrę św. Szczepana i piękną, elegancką ulicę Kartner. Ale głównym moim celem, było zobaczenie wspaniałych dzieł Pietera Bruegela, którego chyba z tuzin, mieści Kunsthistorische Muzeum. Pamiętam, jakie wrażenie na młodzieży (która nie bardzo chciała tam iść, trzeba było ich czymś przekupić) wywarł obraz pt. Rzeź niewiniątek, na moim synu Maćku z kolei Myśliwi w śniegu. Mnie się najbardziej podobała Wieża Babel. W trakcie tego pobytu odbywały się w Polsce pierwsze demokratyczne wybory do Sejmu, więc Maciek z żoną udali się do polskiej ambasady, aby oddać głos na Tadeusza Mazowieckiego. Pamiętam jak synowa w kolejce do urny agitowała za nim i chyba miała dobre efekty.

Wiedeń 1      Wiedeń 2

Do kolejnej stolicy Europy, gdy już powstała Unia Europejska, a mianowicie do Pragi, pojechaliśmy z rodziną, gdy już znów mieszkałam w Krakowie. Był to wyjazd nie w celach turystycznych, lecz na ślub bliskiej kuzynki Magdy Stojowskiej, prawdziwy czeski ślub (czyli svadba Magdy a Lukase), gdyż wychodziła za Czecha. Nie miałam już wtedy dość siły, aby dużo chodzić, ale to, co widziałam w Pradze, zachwyciło mnie nie mniej, niż Wiedeń. Uczciwie powiem, że Praga jest jednym z piękniejszych miast, jakie widziałam!

Śłub Madzi Zegar

Na rynku, gdzie panuje rwetes i zgiełk oraz masa ludzi, w tym niestety wielu hałaśliwych Niemców, usiedliśmy naprzeciwko ratusza, aby obejrzeć piękny zegar astronomiczny z defilującymi o pełnej godzinie dwunastoma figurami Apostołów. I oczywiście wypić największe piwo z możliwych, ponoć bardzo zacne. Obejrzeliśmy też wystawę plakatów Muchy, a także podziwialiśmy dzielnicę Mala Strana, w której był uroczysty obiad po ślubie. A wieczorem wesele z tańcami i ogniskiem w klubie położonym na wzgórzu, z pięknym widokiem na miasto.

Słub Madzi Praga

A sam ślub – inny niż u nas, zupełnie bez zadęcia. Ceremonia odbyła się na tyłach katolickiego klasztoru św. Markety, u źródełka św. Wojciecha, (który zasłużył się niosąc chrześcijaństwo do Czech), dokąd wszyscy dotarli korowodem, idąc za chłopcem grającym na akordeonie, przez wielki sad w pełnej krasie kwitnących drzew owocowych. Ślub był protestancki, prowadził go w duchu ekumenizmu Miloš Reichrt, wspaniały człowiek, sygnatariusz karty 77, wymierzonej przeciwko reżimowi komunistycznemu.

ślub stojkiOficjalne przypieczętowanie zaślubin na plecach pana młodego

Damy z Krakowa, godne reprezentantki naszej rodziny, pojawiły się w wielkich kapeluszach zdobionych girlandami kwiatów. Wyglądały jakby zeszły ze sceny teatru. Było mnóstwo ubranej kolorowo młodzieży, a sama para młoda, poza szczęściem, niewiele się od nich różniła.

IMG_7935

Pamiętam ślub babki panny młodej, mojej kochanej szwagierki Dody, sprzed przeszło sześćdziesięciu laty, stąd jeszcze większe moje wzruszenie podczas ślubu jej wnuczki. Może to jedna z przyczyn, dla których Praga wydała mi się taka piękna? W mojej krakowskiej i warszawskiej rodzinie jest wielka sympatia do Czechów, więc dobrze, że prawdziwy przedstawiciel tego narodu wszedł do rodziny. Do tego bardzo sympatyczny!

Nie byłam nigdy w Budapeszcie, w wielu jeszcze innych miejscach, czego trochę żałuję. Ale nie za granicę mnie teraz ciągnie, tylko do kotliny Kłodzkiej, gdzie mieszkałam parę lat po wojnie z ojcem, mężem i synem. Może dlatego, że był to szczęśliwy czas odzyskanej wolności ojczyzny i rodzinnego szczęścia. Odbyłam tam zresztą parę lat temu podróż z synem i hiszpańskimi prawnukami, a jak będziecie cierpliwi to Wam o niej kiedyś opowiem.

2 myśli nt. „Podróże – Wiedeń i Praga

  1. A. M.

    Pani Kiko, jestem wierna czytelniczka Pni bloga. Z przyjemnoscia czytam kazdy post, ale ten jest wyjatkowy. Od roku mieszkam w Pradze i wszystkie znaki na niebie wskazuja, ze tutaj osiade u boku mojego wybranka Czecha, rodowitego Prazaka. To prawda, ze Praga jest pieknym miastem, a sluby wyjatkowe. Mialam oazje byc na dwoch i bylo to interesujace doswiadczenie, ktorego nigdy wczesniej nie doswiadczylam. Prosze wybaczyc brak polskich znakow, ale pisze na czeskiej klawiaurze. Pozdrawiam bardzo serdeczie Anna M. (Praha Šeberov)

    Odpowiedz
  2. Anna

    O, widzę, że koleżanka z poprzedniego komentarza nie dość, że o tych samych inicjałach, ba! o tym samym imieniu, to też z Pragi!
    Pani Kiko, czytam Panią prawie od początku. Serdecznie pozdrawiam z upalnej Pragi:) Z tym św. Wojciechem i niesieniem chrześcijaństwa to tak nie do końca – św. Wojciech był już drugim biskupem praskim, co oznacza, że chrześcijaństwo już tutaj trochę czasu było. Ogólnie na terenach dzisiejszej republiki czeskiej to chrześcijaństwo się pojawiło o dobrych sto kilka lat wcześniej niż u nas (chrzest państwa Wielkomorawskiego to najprawdopodobniej rok 823, a chrzest pierwszego historycznego władcy Czech to rok mniej wiecej 880) – przecież sami od nich chrzest przyjmowaliśmy:)
    Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam i czekam na dalsze wpisy!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *