Pożegnanie

Niestety…

W takim dniu jak dziś, każde zdanie na tym blogu można zacząć tylko od słowa „niestety”.

 Niestety, Wczoraj odeszła od nas autorka tego bloga, moja ukochana babcia Kika

TOBRPNietuzinkowa, pogodna, niepowtarzalna, zaskakująca – długo by można wymieniać Jej cechy. Ci, którzy Ją znali lub czytali Jej wspomnienia, wiedzą, że trudno jest dobrać właściwe słowa, by oddać to, jak niezwykłą była osobą.

Na pewno by nie chciała, żeby wspominać ją ze smutkiem i płaczem. Wolałaby widzieć nas opowiadających o niej ze śmiechem, w dużym, głośnym, żywiołowym gronie.

Nie płaczcie więc, zachowajcie we wspomnieniach Jej szalone życie, ukochaną Babicę, dalekie ciche fiordy, niekonwencjonalne, ale mądre rady, dowcipne powiedzonka. Miejcie przed oczami bajecznie kolorowe „szydełkiem malowane” obrazy, posłuchajcie Jej ukochanego II koncertu fortepianowego Rachmaninowa, i… uśmiechajcie się wspominając Kikę. To nam pozostało…

To niesamowite (choć akurat w przypadku Kiki nic nie powinno dziwić), że ukoronowaniem Jej życia było wręczenie Orderu. Zapewne wielu z nas o czymś takim marzy, a właśnie Jej się udało! Cóż, po prostu – Kika!  Obiecałem Kikuni, że zamieszczę wpis na blogu, z uzasadnieniem przyznania Jej orderu oraz jego zdjęcie i oto one:

Legitymacja

IRENA MARIA SZASZKIEWICZ OBYWATELKA KRÓLESTWA NORWEGII OTRZYMAŁA KRZYŻ OFICERSKI ORDERU ODRODZENIA POLSKI ZA WYBITNE ZASŁUGI DLA NIEPODLEGŁOŚCI POLSKI, ZA WSPIERANIE PRZEMIAN DEMOKRATYCZNYCH I NIESIENIE POMOCY POLAKOM W CZASIE STANU WOJENNEGO ORAZ ZA DZIAŁALNOŚĆ NA RZECZ ROZWOJU I PROMOCJI POLSKIEJ KULTURY.

Order

 A to fragmenty z zajmującego ponad 5 stron wniosku o przyznanie Krzyża:

„Pani Irena „Kika” Szaszkiewiczowa, obecnie 97 latka, w czasie II wojny światowej należała do Armii Krajowej. Przede wszystkim pomagała w aprowizacji Akowców, dostarczając żywność czy podwody. Kilkakrotnie brała udział w akcjach zagrażających bezpośrednim aresztowaniem lub nawet śmiercią, np. przewożąc znaczną ilość broni ze zrzutów alianckich wozem konnym z jednej tajnej akowskiej skrytki do drugiej. Innym razem kupiła w sklepie dużą ilość kwasu siarkowego podlegającego ścisłej reglamentacji, potrzebnego żołnierzom AK do sabotażu w rzeszowskiej fabryce broni – rzekomo do odchwaszczania nim kortów tenisowych, na których grał komendant policji niemieckiej. Wielokrotnie kopiowała niemieckie dokumenty i mapy sztabowe, przekazując je Podziemiu.

 Pomagała również Żydom w czasie okupacji. Zrobiła wiele, by wydostać z lwowskiego getta rodzinę żydowskiego artysty Artura Nachta-Samborskiego, późniejszego wybitnego malarza i profesora akademickiego. W 1942 roku, gdy już trwały stamtąd wywózki do obozu zagłady w Bełżcu, Irena pojechała do getta, przekazując informacje od Artura. Rodzina Nachtów powierzyła jej swoje ostatnie kosztowności, które Kika zawiozła Arturowi. Potem przewoziła zaszyte w ubraniu duże sumy w złocie należące do Nachtów, co ostatecznie pomogło wydostać z getta jego rodzinę. Większość z nich przeżyło Holokaust.

 Pani Szaszkiewiczowa ponadto położyła ogromne zasługi w działalności społecznej, szczególnie pomocy rodakom. Kilkanaście lat po jej przyjeździe do Norwegii pomagała w latach 80-tych urządzić się i przystosować coraz liczniej przybywającej z Polski emigracji (głównie politycznej).

Wraz ze swoim synem Joachimem „Jaszą” Szaszkiewiczem była organizatorką pomocy norweskiej dla ubogich rodzin w Polsce w latach 80-tych w ogromnej skali. Pomoc ta trwała całe lata, a jej rozmiar można określić w tysiącach wysłanych paczek, setkach ciężarówek, tysiącach ton przewiezionych leków, żywności, ubrań oraz wszelkich innych przedmiotów pierwszej potrzeby sprzętu gospodarstwa domowego jak pralki, lodówki.

Do Polski pojechało ponad 500 ciężarówek (tirów) z pomocą. Do samego Elbląga trafiło ponad 1000 ton leków, żywności, ubrań i środków czystości. Przesyłano także wiele różnych sprzętów już nie tylko rodzinom ale też instytucjom – np. szpitalom, parafiom, klubom sportowym. Nie pominięto też instytucji naukowych – np. Polska Akademia Nauk otrzymała sprzęt elektroniczny. To oczywiście tylko przykłady, bo lista obdarowanych jest bardzo długa. W 1982 r. pani Irena z synem zorganizowali podarowanie przez Norweski Czerwony Krzyż 904 sztuk wysokomlecznych, ciężarnych krów norweskich polskim rolnikom. Obdarowani rolnicy zobowiązali sie przekazać pierwsze cielęta sąsiadom.Również dzięki ofiarności Norwegów na skutek starań pani Ireny oraz jej syna, przez wiele lat dzieci z polskich domów dziecka jeździły na wakacje do Norwegii.

 Pani Kika i syn aktywnie pomagali opozycji antykomunistycznej, nielegalnie przewożąc do Polski gilotyny do papieru, farbę drukarską, powielacze i inny sprzęt poligraficzny dla podziemnych wydawnictw jak np. NOW-a, oraz sprzęt komunikacyjny (radiostacje, telefony itp.), książki i inne publikacje niezależne. P. Irena skorzystała ze znajomości z Jerzym Giedroyciem, szefem słynnej „Paryskiej Kultury” i dzięki niemu zdobyła bardzo dużo ich książek, broszur, artykułów, czy numerów „Kultury”, które przemycono do Polski. Często osobiście brała udział w przewożeniu zakazanych materiałów, ryzykując aresztowaniem lub deportacją.

 Pani Szaszkiewiczowa położyła wielkie zasługi również w zakresie kultury: przede wszystkim była aktywną uczestniczką krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”.

Wkład p. Ireny w rozwój tego legendarnego miejsca był jednak znacznie szerszy niż tylko występowanie na kabaretowej scenie. Starsza, o pokolenie od większości Piwniczan, „matkowała” wielu z nich. Zawsze znajdowała czas, by ich wysłuchać, doradzić czy wesprzeć. Pomagała im też (w miarę swoich bardzo skromnych możliwości) ekonomicznie i bytowo. Mimo, że porzucona przez męża, utrzymywała się ze skromnej pielęgniarskiej pensji i sama wychowywała dwóch synów, nigdy nie odmawiała pomocy. Mieszkając w maleńkiej kawalerce, przyjęła pod swój dach młodego studenta, bezdomnego wówczas, nocującego na dworcu Piotra Skrzyneckiego, który pozostał w jej maleńkim mieszkanku przez rok. Dało mu to możliwość rozwinąć skrzydła w Piwnicy i zbudować na trwałe swą pozycję konferansjera i głównej postaci kabaretu.

Przemieszkiwali u p. Kiki także inni Piwniczanie, jak np. Wiesław Dymny z Barbarą Nawratowicz, czy pisarz Ireneusz Iredyński. Wielu Piwniczan i nawet artystów niezwiązanych z kabaretem regularnie odwiedzało słynne mieszkanko p. Ireny przy Urzędniczej, które tym samym stało się jednym z centrów artystycznego życia Krakowa. Przychodzili tu stale Kazimierz Wiśniak, Janusz Warpechowski, Andrzej Majewski, Tadeusz Kwinta, Jan Güntner, Krzysztof Litwin, Janina Garycka i wielu innych.

Pani Irena współpracowała także z najważniejszym czasopismem w latach 60-tych, czyli krakowskim „Przekrojem”. Była współautorką, wraz z Piotrem Skrzyneckim oraz wybitnym rysownikiem i scenografem Kazimierzem Wiśniakiem, i tytułową bohaterką pierwszego polskiego komiksu (nazywanego Obrazkowa Opowieść Współczesna), ukazującego się cyklicznie w „Przekroju” pt. „Szaszkiewiczowa, czyli Ksylolit w jej życiu”. Komiks cieszył się ogromną popularnością, gdyż jego nowatorska forma i zabawna, a miejscami wręcz purnonsensowna treść, wnosiły radość do szarzyzny życia Polaków w czasach komunistycznych. „Przekrój” wielokrotnie zamieszczał artykuły autorstwa p. Szaszkiewiczowej, jak również pisane o niej przez innych. Dzięki bogatym w zdjęcia relacjom z jej corocznych letnich podróży autostopem po Polsce z synami, p. Irena przyczyniła się do rozpropagowania wśród Polaków mody na podróżowanie autostopem. To właśnie ona jest autorką słynnego powiedzenia „Kierowcy są jak ryby: biorą albo nie biorą”. Innym razem opisano spływ p. Kiki barką po Wiśle z Krakowa do Gdańska.

 Mieszkając już w Norwegii, tworzyła przez wiele lat niepowtarzalne obrazy „szydełkiem malowane”. Jest to rodzaj wykonanych z włóczki, pogodnych, wielobarwnych obrazów, utrzymanych w konwencji sztuki naiwnej, nowatorskich w formie. Wystawiane były już w wielu miejscach na świecie.

W domu p. Szaszkiewiczowej w Stavanger znajdowała się stała ekspozycja polskiej sztuki ludowej – wystawa o nazwie „11 kotów”. Wszystkie eksponaty pochodziły ze zbiorów p. Ireny. Tym samym pani Kika stała się znaczącym ambasadorem polskości w krainie fiordów. Współtworzyła i aktywnie działała w Towarzystwie Polsko-Norweskim w Stavanger, stawiającym sobie za cel polsko-norweską współpracę kulturową, promowanie kultury polskiej, a także pomoc charytatywną Polakom.

Nigdy się nie wyparła swoich korzeni, zawsze uważała się za Polkę i zawsze używała pięknej polszczyzny.

Nawet teraz, mimo zaawansowanego wieku i stopniowego podupadania na zdrowiu, Irena Kika Szaszkiewiczowa nadal jest bardzo aktywna. Napisała książkę wydaną w 2011 r. przez Wydawnictwo Literackie, pt. „Podwójne życie Szaszkiewiczowej”, opisującą jej barwne życie.

Obecnie, w wieku 97 lat, prowadzi bloga pt. „Moje pierwsze sto lat” (pod adresem internetowym: www.szaszkiewiczowa.eu) i jest najstarszą blogerką w Polsce, a może i na świecie”.

Kika w szlafrokuNiestety to już przeszłość.

21 myśli nt. „Pożegnanie

  1. Zazulka

    niestety, ale cale szczescie , ze z orderm…
    Mysle, ze spodobalby sie Pani ten cytat:
    „O ludziach mówi się tyle dobrych rzeczy na pogrzebach, że robi mi się przykro, że ominie mnie mój”
    /Garrison Keilor
    Najszczersze wyrazy współczucia rodzinie oraz wszystkim bliskim

    Odpowiedz
  2. Anna

    Tylko wiersz na pożegnanie

    Podróż cudowna
    Autorce „Podwójnego życia…”

    jednak odeszłaś
    powitałaś wieczność
    jak wszystkie nowości
    z ciekawością dziecka
    biegnącego po łące
    a może tylko
    z uśmiechem łobuzerskim
    schowałaś się na chwilę
    za błękitem wyszywaną
    makatką nieba

    Odpowiedz
  3. Zofia

    ”Nie płakać, że minęło, ale cieszyć się, że było”…Dziękuję za wszystko Pani i Rodzinie -cieszę się, że wielką do Was sympatię zdążyłam przekazać kolejnemu pokoleniu- moja córka kilka dni temu przeczytała ”Drugie życie…”, a ja teraz będę czytać od nowa, by jak najwięcej zapamiętać i towarzyszyć myślami Pani i Rodzinie w dniach pożegnania.

    Odpowiedz
  4. Zofia

    ”Nie płakać, że minęło, ale cieszyć się, że było”…Dziękuję za wszystko Pani i Rodzinie -cieszę się, że wielką do Was sympatię zdążyłam przekazać kolejnemu pokoleniu- moja córka kilka dni temu przeczytała ”Podwójne życie…”, a ja teraz będę czytać od nowa, by jak najwięcej zapamiętać i towarzyszyć myślami Pani i Rodzinie w dniach pożegnania.

    Odpowiedz
  5. szeptucha

    Szanowny Panie Piotrze, jak nie płakać? Jak? Samo się płacze, że nie widzę ekranu, samo się dzieje, a w sercu pojawia się kolejna osoba, której odejście pozostawia bolesny ślad…

    Pana Babcia zaistniała w moim życiu, kiedy miałam ok.5 lat i dorwałam przechowywane pieczołowicie przez moją mamę „Przekroje”. Wtedy poznałam Kikę Szaszkiewiczową, a przy okazji Fafika, Filutka i poezję Ludwika Jerzego Kerna. Na amen utworzyło to w mojej duszy wzór, jakiś punkt odniesienia, kanon, coś bliskiego, ważnego i przyswojonego.

    Bardzo dziękuję Panu i całej Pana Rodzinie za trud, jaki włożyliście Państwo w umożliwienie Kice Szaszkiewiczowej prowadzenie tego bloga. Kiedyś w jakimś materiale filmowym Pana Mama powiedziała, że Kika Szaszkiewiczowa jest w tej chwili najbliższą Jej osobą, a słowa te zrobiły na mnie ogromne wrażenie, bo to niezwykłe słowa w ustach synowej i o czymś świadczą, o czymś zupełnie wyjątkowym, więc wyobrażam sobie ból, który w tej chwili jest Państwa udziałem i z całego serca współczuję!

    Jestem również niewypowiedzianie wdzięczna samej Kice Szaszkiewiczowej za to, że chciała się z nami dzielić swoimi wspomnieniami i robiła to niemal do ostatnich chwil życia i to jak! Jestem wdzięczna za wszystkie wzruszenia, za wszystkie myśli, które pojawiały się podczas lektury i potem, za wzruszenia, za radość, za… za wszystko!
    Nie mogę więcej mówić, po prostu DZIĘKUJĘ BARDZO!

    Odpowiedz
  6. justynides

    Chciałam Wam podziękować za to miejsce. Jestem dość mocno związana z polską blogosferą, podczytuję wiele blogów, na kilka zaglądam regularnie, ale to miejsce było… Nie było, jest! To miejsce jest absolutnie wyjątkowe i jest najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła mi się w Internecie. Jest wyjątkowe, bo jest przesiąknięte tą mądrością, którą można być mądrym tylko po przeżyciu niemal stu lat. Jest wyjątkowe, bo promieniuje z niego radość, dystans do świata i subtelna ironia, dzięki którym zapewne można żyć tak długo i nie dać się zniszczyć przeciwnościom losu. Jest wyjątkowe, bo wyjątkowa była jego autorka. Ciągle się tego uczę.

    Cieszę się, że Kika spocznie na Cmentarzu Rakowickim. Bardzo lubię tam spacerować i odwiedzać tych, których wyjątkowo sobie cenię. Do Marka Grechuty i Andrzeja Bursy dołączy teraz Ona. Do zobaczenia!

    Odpowiedz
  7. Jolanta

    NIESTETY [*]

    czasem

    stęskniona okrutnie

    pojawiam się ludziom

    w mojej dawnej twarzy

    idę na moich dawnych stopach

    i dotykam ich uśmiechu

    dawnymi rękoma

    ale zdradza mnie

    przejrzystość skóry

    przypominającej strukturę papieru

    i nieruchomość źrenic

    i po przejściu moim

    brak najbliższego śladu na śniegu

    i nagle porażeni wiedzą

    rozsuwają się wylęknieni

    ofiarując mi wielką białą przestrzeń

    bez horyzontu

    Halina Poświatowska

    Odpowiedz
      1. TeresaKV

        Droga Wando i Macku!
        Przesylam Wam serdeczne slowa otuchy oraz pozdrowienia. Przykro, kiedy Mama odchodzi. I to taka Mama. Mysle o Was z cieplem i radoscia, ze Was znalazlam
        Teresa Kulig Viklund, z domu Gluc, kolezanka z roku na Uniwersytecie

        Odpowiedz
  8. Dorka DOO

    Pani Kiko! jesteś już po drugiej stronie i patrzysz pewnie na Nasz żal i smutek :(
    ale pewnie jest Pani „TAM” bardzo dobrze i odczuwa Pani wielki spokój .
    My TU niestety bardzo żałujemy , że stracilismy tak wspaniałą kobietę i blogerkę.
    Pani Kiko , do zobaczenia…

    Odpowiedz
  9. Kasia

    A ja się uśmiecham, gdy patrzę na Kogoś tak pozytywnego, pelnego życia do sędziwego wieku, inteligentnego, błyskotliwego, cudownego….jak patrzę na Ciebie, to przestaję się bać starości;):) Do zobaczenia:) Niech Bóg Cię ma w swojej opiece:)

    Odpowiedz
  10. IGOR

    Kiedy odchodzą od nas Ci, którzy tyle dają, tyle znaczą dla wszystkich spotkanych w czasie podróży przez życie, czujemy się zagubieni, myślimy świat jest biedniejszy. I coś w tym jest. Jednak to piękno, które było nam pokazane, było także i zasiane w nas dlatego potzrebuje pilęgnacji aby zakwitło w nas po to żeby z kolei mogli się nim cieszyć inni. To dar, którego koneserem jest inny świat. Tam się spotkamy, a dzisiaj juz wiemy, że właśnie tam mają powody aby się cieszyć.

    Odpowiedz
  11. aneta

    Na bloga trafiłam „dzięki” profesorowi Jerzemu Vetulani. Odwiedzam jego bloga od niedawna. Profesora poznałam- że tak powiem- na festiwalu Heart & Mind, w czerwcu tego roku, i jestem absolutnie pod wrażeniem jego osobowości- i jak mogłam przypuszczać, profesor wśród swoich znajomych i przyjaciół ma równie wartościowe, jak on sam, osoby. Przyznam, że nie słyszałam wcześniej o pani Kice, szkoda, że trafiłam tu tak późno, ale z pewnością nadrobię zaległości, przeczytam wcześniejsze wpisy i mam nadzieję, że blog przetrwa..

    Odpowiedz
  12. Aneta C

    Kiedy odchodzi tak wspaniały człowiek, pozostaje pustka… Pani Kika jest dla mnie wielkim autorytetem. Tyle dobrego zrobiła, tyle mądrych słów po sobie zostawiła, a jej życie tak barwne i ciekawe jak „szydełkiem malowane”. Niech spoczywa w pokoju.

    Odpowiedz
  13. Eshet Chayil

    Miałam pewną przerwę w śledzeniu bloga i dopiero teraz dowiedziałam się o śmierci Pani Kiki… Chociaż nie miałam okazji poznać Jej osobiście, cieszę się, że mogła poznać chociaż trochę za pośrednictwem tego bloga. Proszę przyjąć wyrazy serdecznego współczucia. Pani Kika na pewno pozostanie w pamięci wielu takich anonimowych czytelników jak ja.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  14. Urszula Łejmel

    Wszystkiego co najlepsze Pani Kiko. Pani nigdy się nie poddawała i choćby się paliło i waliło, Pani miała coś niesamowitego – pogodę ducha. Wierzę, że gdzieś Tam wszystkich Pani zaraża swoją pogodą. :)
    Serdecznie Panią ściskam i mam Panią w moich wspomnieniach…

    Odpowiedz
  15. Sebastian

    Witam na poczatku chcialbym powiedziec wiecej niz moge ale przedewszystkim ze byla Pani wspaniala osoba dziekuje ze mialem przyjemnosc poznania Pani :*

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *