Podróże: Rzym wieczne miasto

Do Rzymu pojechałam nie tyle, by go zwiedzać, ale by się spotkać z synem i go odzyskać, czyli zabrać go z obozu dla uchodźców do Norwegii, do domu. Ale w końcu zwiedziliśmy i Rzym i Wenecję i pewnie jeszcze coś po drodze, czego dziś już nie pamiętam, bo obydwa te miasta przyćmiewają wszystko inne. A dodatkowo byłam bardzo podekscytowana spotkaniem z synem i tym, że udało mu się uciec z tej komuny i będziemy znów razem!

Przyleciałam samolotem do Wenecji gdzie czekał na mnie Jasza, który przyjechał z obozu dla uchodźców koło Triestu. Tak się złożyło, że w tym samym czasie przyjechał z Polski zespół „Mazowsze”, z którym spędziliśmy trzy dni w tym niezwykłym mieście. Z kolei w Rzymie mój dawny (jeszcze z czasów gimnazjalnych) wielbiciel Stefan, pomógł mi znaleźć tanie locum. To było w 1972 roku, w tym samym, kiedy to chory psychicznie Australijczyk uszkodził poważnie Pietę Michała Anioła w Bazylice św. Piotra.

Zwiedziliśmy Rzym, w Watykanie także skarbiec (były tam między różnymi egzotycznymi wspaniałościami, także okropnie brzydkie dary dla Papiestwa np. z Ameryki).

Ja sobie założyłam, że muszę zobaczyć dwie rzeczy: freski Rafaela w tzw. stanzach Heliodora oraz oczywiście kaplicę Sykstyńską pełną fresków, głównie Michała Anioła. Aby to zobaczyć, trzeba pokonać długie korytarze pełne wspaniałych malowideł etc. Tu miałam przeprawę z Jaszą, który po drodze wciąż mi coś pokazywał na prawo i lewo, a ja broniłam się, dążąc uparcie do celu. Zasada zwiedzania jest taka, że trzeba najpierw zobaczyć to, czego szukasz, a potem możesz resztę. Tutaj w tej „reszcie” napotkaliśmy malowidło przedstawiające Sobieskiego pod Wiedniem. To była jedyna rzecz, dla której zatrzymałam się dłuższą chwilę.

Kika w Rzymie

Chodząc tak z Jaszą po Rzymie, odkrywając różne akcenty polskie, nie przypuszczałam, że długie lata pozostaniemy poza ojczyzną. I że już należymy do licznej rzeszy polskiej emigracji. Czuliśmy radość, że jesteśmy wolni, nadzieję, że los będzie dla nas łaskawy i pewność, że uczyniliśmy słusznie. To ważne nastawienie, które potem pozwala przetrwać, gdy tęsknota za krajem człowieka dopada.

4 myśli nt. „Podróże: Rzym wieczne miasto

  1. Emilia

    Bardzo pięknie Pani opowiada o swoim życiu. Na Pani blog natrafiłam przypadkiem – dzisiaj i z radością pozostanę na dłużej. Pośród wielu marudzących, zrzędzących Polaków, Pani jest śliczną perłą, dzięki której wraca nadzieja w serduchu. Brakowało mi takiego pozytywnego kontaktu, dziękuję! … i czekam na dalsze relacje :)!

    PS. W tym roku byłam w Watykanie i podobnie jak Pani – w drodze do Kaplicy Sykstyńskiej zatrzymałam się przy obrazie Jana Matejki. Zdumiało mnie to, że jest tu taki polski akcent. Niemniej było to niesamowicie pozytywne doświadczenie.

    Pozdrawiam serdecznie!
    Emilia

    Odpowiedz
  2. Czupcio

    Droga Pani Szaszkiewiczowo! Cóż ja mogę tutaj powiedzieć? Jestem jednocześnie wzruszona, oszołomiona i wręcz dumna, ze są jeszcze na świecie takie osoby jak Pani. Jestem zaledwie dzieciakiem, 13 lat to w końcu dopiero początek życia, a powiem szczerze, że jak najbardziej dostrzegam w Pani pewien.. potencjał? Zapewne muszę teraz brzmieć komicznie, nastolatka będzie mówiła starszej kobiecie co ona jej zdaniem reprezentuje, ale świat bywa zaskakujący, nieprawdaż? Pewnie innym będzie trudniej to przyznać, w końcu nasza rzeczywistość nie zawsze jest wspaniała i kolorowa, ale muszę powiedzieć, iż mam do Pani szacunek. Pewnie dogadałaby się pani również z moją ciocią, która, mimo, iż jest od Pani młodsza, również podróżowała wiele po świecie, wiele przeżyła, a teraz dzieli się swoimi wspomnieniami z potomnymi, jak ja, czy mój brat. Mam nadzieję, że dożyje Pani tej swojej wymarzonej 100, bowiem, moim zdaniem, należy się Pani.
    Pozdrowienia z woj. lubuskiego przesyła Julia, młodsza fanka.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *