Serce w plecaku

Serce w plecaku

Kiedy zaczęła się wojna, powstał prawdziwy problem: z czego będą żyć żony oficerów. Były to panie, które nigdy nie pracowały, na ogół średnio wykształcone, o których trochę lekceważąco mówiło się w pewnych kręgach „Offizier-Frauen”. Została ich wraz z dziećmi cała armia, ich mężowie poszli na wojnę, więc trzeba było im jakoś pomóc. Ojciec na przykład, dawał tym paniom, które znał, drzewo na opał, czasem cukier i inne produkty. Wspierał je, doradzał. Handel, tak ważny i opłacalny w tych czasach, został opanowany przez znacznie bardziej przedsiębiorcze kobiety ze wsi, których gospodarstwa produkowały żywność. Po roku jednak okazało się, że żony oficerów same się zorganizowały i sobie radzą! Handlowały czym się dało. Ludzie dostawali paczki z zagranicy słane przez Portugalię, a w nich perfumy, kawę, bakalie, czekoladę, sardynki – słowem rarytasy! Część szła na sprzedaż, ale też owe panie wyrabiały torty i ciasta, które sprzedawały do małych cukierni, albo po domach. Pamiętam jak moja siostra skosztowała takie ciastko i pochwaliła, że naprawdę jest dobre. A pani, która je piekła powiada „Dziś mija czwarty rok wojny, to ludzie byle czego nie chcą jeść, tylko same frykasy”.

Moja siostra Maja, która od wojny pracowała w Krakowie w wypożyczalni książek u państwa Starzewskich – krewnych Rudolfa Starzewskiego, Dziennikarza z „Wesela”, w czasie urlopu w lecie 1944 roku, przyjechała najpierw do Babicy, a następnie do przyjaciół do Warszawy, gdzie wybuchło powstanie, w które zresztą zaangażowała się aktywnie. Maja 1948

Dostała ten urlop, gdyż złożyła obietnicę Starzewskim, że wróci na czas „choćby żabami prało”. Okazało się, że nie tyle pogoda, ile powstanie warszawskie ją zatrzymało w stolicy, w której zaczęło „prać, ale kulami”. Gdy stamtąd wróciła, lekko ranna zresztą, spotkała w transporcie osoby, z którymi przystąpiła do innego „interesu”, a mianowicie zaczęły szyć plecaki. Wszyscy ich potrzebowali, gdyż ludzie byli nagminnie wysiedlani, więc popyt był wielki. Trzeba było od Niemców odkupić brezent, a potem na maszynach, czy też w rękach, jak kto potrafił, szyć je według zamówienia lub własnej wyobraźni. Pamiętam, że ojciec „pożyczył” Mai 500 zł na rozkręcenie tego biznesu. Ja też szyłam torebki, tak jak inne panie, ale Maja bardzo dobrze się wstrzeliła w potrzeby rynku. Trwało to pewien czas, moja siostra mieszkała w Krakowie do końca wojny.

Inni ludzie radzili sobie różnie, aby przeżyć wojnę. Mało kto miał legalną pracę, więc imali się różnych zajęć. Myślę, że stąd Polacy są tacy przedsiębiorcy.

Sto lat niewoli i wojen sprawiło, że nauczyliśmy się radzić sobie na różne sposoby.

4 myśli nt. „Serce w plecaku

  1. kasia.eire

    Bogu dzięki, że mamy w sobie tę przedsiębiorczość i przeświadczenie, że Polak w każdej sytuacji da sobie radę. Dzięki temu przezwyciężamy wiele trudności.
    Niechaj święta wielkanocne będą dla Pani i rodziny słoneczne i dostatnie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *