Solidarność norweska

Wspominamy w tych dniach pierwsze demokratyczne wybory w Polsce, cieszymy się wolnością. Ale młodzi słabo zdają sobie sprawę z tego jak trudno było ją uzyskać.

Pod koniec lat 70-tych w Polsce zelżał nieco reżim komunistyczny i nagle niespodziewanie, w lipcu 1981 roku mój syn Maciek dostał paszport, o który wcześniej wielokrotnie bezskutecznie się starał.

Zaraz po jego wizycie w Norwegii, mieszkający ze mną drugi syn, Jasha pojechał w sierpniu do Polski i wrócił z wiadomością, że jest tam straszna bieda – brakuje dosłownie wszystkiego. Gdzieś wyczytał, że kilka miast w Niemczech wysyła Polakom pomoc i wpadł na pomysł, żeby to samo zorganizować wśród Norwegów. Pracował wówczas jako technik w teatrze w Stavanger, zebrał więc współpracowników i opowiedział im o sytuacji w Polsce. Słuchali w milczeniu o tym, jaki jest tam kryzys, ale dopiero gdy powiedział, że Polakom brakuje kawy, wszyscy zerwali się na równe nogi z krzykiem: „Co??? Nawet kawy nie mają? Jak tu żyć bez kawy – trzeba im pomóc!”.

Norge Tak się zaczęłoTak się zaczęło: wywiad z Jashą w norweskiej gazecie opisujący sytuację w Polsce

Jasha mówił, że nie chodzi o to, by kupować frykasy, ale o to, żeby zebrać w domu podstawowe produkty jak kawa, cukier, kakao, świece, pasta do zębów, mydło i rzeczy codziennego użytku, na przykład buty i ubrania, z których wyrosły dzieci i wysłać do Polski. Ale nie ogólnie krajowi czy jakimś instytucjom, a bezpośrednio rodzinom: konkretna rodzina norweska konkretnej rodzinie polskiej. Na to Norwegowie zakrzyknęli chórem: „Aaaa – paczki duńskie!”. Okazało się, że w czasie wojny była taka bieda w Norwegii, że Duńczycy wysyłali rodzinom norweskim paczki z podstawową pomocą, nierzadko ratując ich przed głodem. Wtedy, trzydzieści lat po wojnie, pamięć o tym ciągle była w Norwegii żywa.

Wszystko to działo się na pół roku przed stanem wojennym. Odbyliśmy wiele takich spotkań – Jasha był stale zapraszany do różnych organizacji jak Rotary Club czy kółka rolnicze, gdzie opowiadał o tym, co to jest Polska, jaka jest tam sytuacja i przekonywał ich, że należy pomagać. Ja miałam długą przemowę po mszy w kościele katolickim do mieszkających w Stavanger Francuzów, którzy też chętnie przyszli z pomocą. Wieść szybko rozniosła się po całym Rogaland (odpowiednik naszego województwa) i zostaliśmy zarzuceni prośbami o adresy rodzin w Polsce. Bardzo życzliwie odniosła się do naszego pomysłu redakcja lokalnej gazety Stavanger Aftenbladt, która zamieściła wiele wywiadów z nami i adresów polskich rodzin.

Zwróciliśmy się do godnych zaufania rodaków w Polsce, którzy przysyłali nam namiary na najbardziej potrzebujące rodziny. Ja oczywiście napisałam do Przekroju, gdzie bardzo mi pomógł sekretarz redakcji pan Ruchałowski, który załatwił wielką listę rodzin wielodzietnych z Krakowa. Mieliśmy też adresy szeregu domów dziecka. Zaczęliśmy te adresy przekazywać Norwegom. Chodziło o to, żeby ta pomoc nie była anonimowa. Działała już wtedy w Stavanger organizacja polonijna, istniejąca zresztą do dziś, licząca wówczas około dwudziestu osób. Kiedy zaczęli zwracać się do nas miejscowi, że dostali list z Polski, ale po polsku (bo kto wtedy w Polsce znał angielski!) i oczywiście słowa nie rozumieją, zorganizowaliśmy w biurze Stavanger Aftenbladt dyżury Polaków. Oczywiście listy, które tłumaczyliśmy, pisano w obie strony, z czego z czasem narodziło się wiele przyjaźni pomiędzy rodzinami norwesko-polskimi. Zdarzało się, że odwiedzali się potem wzajemnie przez wiele lat. Zaskakująco dużo Polaków było zdziwionych otrzymaną pomocą. Na przykład żona dyrektora szpitala w Nowej Hucie napisała do mnie, że otrzymała paczkę, a przecież jej się tak źle nie powodzi, są inni bardziej potrzebujący. Odpisałam jej wtedy: „Szanowna Pani! Proszę dbać o ciało, bo dusza jest i tak nieśmiertelna. A poza tym, zawsze może Pani przekazać pomoc innym.”

Norge listy Jasza

Tych paczek i listów było tak wiele, że Poczta Polska napisała do nas oficjalne pismo z prośbą, żebyśmy trochę odpuścili, bo oni nie mogą sobie dać rady z tak wielką liczbą przesyłek, zwłaszcza, że bywają niedokładnie zaadresowane.

Norge listy

Wtedy zaczęliśmy organizować bezpośrednie transporty samochodowe. Było to już konieczne, gdyż bardzo zwiększył się wówczas zakres norweskiej pomocy. Zaczęło się zwracać do nas mnóstwo norweskich instytucji – szkoły, parafie, organizacje farmerskie, różne stowarzyszenia, które zgromadziły mnóstwo rzeczy, przede wszystkim ubrań, ale nie wiedziały, co z tym zrobić. Dostaliśmy od miasta ogromny magazyn w budynkach portowych, gdzie składowaliśmy otrzymane dobra. Wtedy do Stavanger zaczęła napływać spora liczba emigracji politycznej z Elbląga, wśród nich na przykład bliski współpracownik Lecha Wałęsy Ryszard Kalinowski. Zorganizowali się oni szybko i załatwili wielkie transporty do przewozu tych rzeczy. Odtąd datuje się wielka przyjaźń Elbląga i Stavanger. Na miejscu, w Elblągu, Krakowie, czy innych miastach, pomoc docierała przede wszystkim do parafii, gdzie była pewność, że nie położy na tym łapy komunistyczna władza czy wojsko. Parafie miały też dobre rozeznanie, kto w ich rejonie naprawdę potrzebuje pomocy.

13 grudnia 1981 r. został w Polsce wprowadzony stan wojenny. Mocno skomplikowało to możliwość niesienia pomocy rodakom. Pomoc jednak nie ustała, gdyż tym więcej była potrzebna, a nawet  się poszerzyła się o niedozwolone rzeczy.  Ale wymaga to osobnej opowieści

3 myśli nt. „Solidarność norweska

  1. Basia

    O, poruszyła Pani bardzo czułą strunę wspomnień… teraz, z perspektywy czasu wszystko blednie, ulatują emocje…i nikt z młodych nie zrozumie, jak biło serce na widok na widok kolorowej butelki najzwyklejszego (jak dziś się okazuje 🙂 ) szamponu podarowanego panu doktorowi przez księdza…Pozdrawiam najpiękniej !

    Odpowiedz
    1. Urszula

      Ja też ze wzruszeniem wspominam tamte czasy, zarówno w kraju jak i wszystkie pobyty U Ciebie kochana Kikuniu i Jaszy w Stavanger . Cały czas do dnia dzisiejszego wracam myślami do wspaniałych chwil spędzonych u Was. Dzięki Wam miałam możliwość zwiedzić trochę ten przepiękny kraj. Odnośnie Waszej pomocy ja również byłam na liście obdarowywanych i dzięki otrzymywanym paczkom przetrwałam nie stojąc w kolejkach.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *