Sprawy sercowe

Jutro są Walentynki, którymi wszyscy, jak słyszę, się pasjonują. Takie święto sercowych spraw. Za moich czasów tego nie było, ale sercowe sprawy zawsze należały do tych najciekawszych. Przyznam się tutaj, że nie dla mnie, ale moje koleżanki, poświęcały temu masę uwagi, moja siostra była zawsze szalenie oblegana przez rozmaitych adoratorów i w ogóle miłość, a szczególnie ta nieszczęśliwa była w modzie! Możliwe, iż odstręczało mnie to przeświadczenie, że jeśli miłość jest prawdziwa, to raczej musi być nieszczęśliwa! I zresztą życie to potwierdziło, gdyż moje małżeństwo szybko się rozpadło, chociaż wydawało mi się, że niczego mu nie brakuje. Najwyraźniej jednak brakowało mojemu mężowi, który do końca życia szukał prawdziwej miłości i tym sposobem dorobił się czterech żon. Ja już nikogo nie szukałam, nie ryzykowałam, dość miałam kłopotu z tymi kolejnymi żonami, którym starałam się z kobiecej solidarności pomagać jak mogłam.

 Dlatego śmieszą mnie trochę te Walentynki i przypominają mi się różne typy adoratorów i potencjalnych amantów, których spotykałam w różnych miejscach świata. Najbardziej zabójczy typ to taki, którego nazywałyśmy z przyjaciółkami w młodości „śmierć kucharkom”. Gładko wygolony, poza ruchliwym wąsikiem, włosy ciemne, posmarowane brylantyną, miał sprężysty chód zdobywcy serc niewieścich i ostro pachniał tanią wodą kolońską. Budził nieodparcie mój śmiech serdeczny i nie miał u mnie szans. Kolejny typ to „złotousty pięknoduch”, wysławiający w wyszukanych słowach swą wybrankę i popisujący się znajomością poezji, a czasem nawet filozofii. Jeżeli był inteligentny, miał szansę na moje towarzystwo, może przyjaźń, ale nic więcej. I jeszcze jeden rodzaj amanta to „zamożny opiekun” (dzisiaj by się powiedziało: sponsor), facet z grubym portfelem i najczęściej grubym brzuszkiem, budzący zaufanie i nawet sympatię, ale gatunek po wojnie mocno przetrzebiony, więc miałabym małe szanse na zdobycie go. Na szczęście zawsze byłam niezależna, więc nie szukałam. Pośród kobiet największe szanse na powodzenie miały (nie wiem jak jest teraz, może mi powiecie?) panie w typie „femme fatale”. Same wyglądały na nieszczęśliwe, a jeszcze mocniej unieszczęśliwiały swych wielbicieli. Możliwe, że ten gatunek zaginął, bo kiedy patrzę na walentynkowe produkcje w telewizji, widzę raczej różowe i czerwone serca, słodkie usteczka oraz niewiasty „glamour” czyli błyszczące świecidełkami darowanymi im przez licznych adoratorów oraz pełne szczęścia i bardzo zadowolone z siebie pod względem swojego wyglądu. Nieustannie dziwię się, że ten wygląd zajmuje je tak bardzo, mnie to nigdy nie zajmowało. Niektóre sprawiają wrażenie, że poza nieustanną dbałością o swój wygląd, niewiele już czasu sobie zostawiają na cokolwiek innego. Może dlatego nie popadłam w stan nieszczęścia i rozdrapywania nieszczęśliwej miłości? Muszę się przyznać, że nie mam żadnej wiedzy o kosmetykach używanych przez damy. Jedynym moim tego typu luksusem był krem na noc marki Vichy, a gdy wróciłam do Polski odkryłam jeszcze krem firmy Ireny Eris. Zabrzmiało to jak reklama i to na Walentynki, więc jednak płynę z nurtem mody!

A dla ciekawskich zamieszczam kilka zdjęć z poprzednich urodzin, na które przyszło wielu moich wielbicieli (mam nadzieję, że nie będą mi mieli tego za złe), do których mam uczucia wzajemne. W końcu są Walentynki!

z Arturem

z Rysiem

z Tadziem

z Romkiem1

8 myśli nt. „Sprawy sercowe

  1. Ewa Lenkiewicz

    Cudowny pomysł, uroczy tekst! Z niecierpliwością czekam na dalsze odcinki „Burzliwego życia Kiki Szaszkiewiczowej” (w uzupełnieniu „Podwójnego”) i z Paryża przesyłam jej moc ucałowań, życzenia BAAARDZO długiego życia w zdrowiu i skutecznego zarażania dobrym humorem domowników, przyjaciół i jak najszerszego kręgu społeczeństwa w kraju i za granica.
    Ewa Lenkiewicz

    Odpowiedz
  2. Kripero

    „dość miałam kłopotu z tymi kolejnymi żonami, którym starałam się z kobiecej solidarności pomagać jak mogłam”- no po prostu brak mi słów 🙂

    Odpowiedz
  3. Sylwia

    Przepraszam, jesli to niezrecznie zabrzmi, ale czytajac Pania pomyslalam sobie, ze cialo sie satrzeje, ale duch nigdy! Pisze Pani w sposob tak swiezy, dowcipny i pozytywny, ze az serce rosnie. Pozdrawiam serdecznie, bede Pani wierna czytelniczka.

    Odpowiedz
  4. Hanna

    Wczoraj przeczytałam wywiad z Panią w „Angorze” i tak trafiłam na Pani bloga. To się czyta jak cudowną opowieść o czasach bezpowrotnie minionych,ale opowiedzianych dowcipnie,bez nostalgii,ze wspaniałym poczuciem humoru.Młodzi powinni uczyć się historii czytając Pani bloga.Proszę pisać go jeszcze bardzo,bardzo długo-a Synom gratuluję świetnego pomysłu i dziękuję serdecznie.

    Odpowiedz
  5. Anna

    Trafiłam na Pani opowieści przypadkiem i zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Styl, klasa, dystans do siebie i świata, ogromne poczucie humoru – dokładnie tak pamiętam moją Babcię. Dziś coraz mniej takich wyjątkowych kobiet. Dziękuję, że Pani jest i pisze.

    Odpowiedz
  6. Kika

    Pani Anno Droga,
    jeżeli miała Pani taką fajną Babcię – jest nadzieja, że Pani też będzie wyjątkowa! Ma Ją Pani w jakiś sposób w sobie. I tego Pani życzę, chociaż dystansu do siebie od razu się nie ma, trzeba nad nim popracować. Ale warto.
    pozdrowienia
    Kika

    Odpowiedz
  7. agatka

    ponad stu lat życzę i wielu setek czytelników. Po takiej ciepłej lekturze wszyscy będziemy lepsi. agata

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź elzbieta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *