Święto kotów

Mieszkam od pewnego czasu w pokoju, który dzielę z Konstancją (pięknie pręgowana ciemna), zwaną poufale Kotą lub Kocią. Jej koleżanka tej samej rasy (kot dachowy) o imieniu Teodora (jaśniejsze futro, miejscami białe i śliczna mordka), zwana przez domowników Totą lub Tocią, zajmuje największy pokój mieszkania. O tę moją małą sypialnię musiałam z Konstancją walczyć, gdyż chciała mnie wygryźć z mojego własnego łóżka! Ostatecznie każda z nas uważa, że wygrała tę walkę, a Kocica jest przekonana, że  to ja u niej mieszkam, a ona łaskawie się na to zgadza.

konstancja i TeodoraTak bowiem jest z kotem, który od wieków towarzyszy człowiekowi, a mnie dopiero od połowy mego życia czyli od wyjazdu do Norwegii. Z dzieciństwa pamiętam mieszkającego w dworskiej kuchni kota kucharki, który patrzył z wyższością na liczne psy, a one tylko czekały, aby wyszedł przed dom. Kot ani myślał! W Babicy psy i oczywiście konie były w większym poważaniu u ludzi. Z czasem przekonałam się, że kot ma przewagę nad psem, w pewnym sensie też nad człowiekiem.

W Stavanger pierwszy kot – znajda, który do nas trafił przyniesiony w nocy przez jakąś młodzież, był malutki, i straszliwie zabiedzony, więc cięty na jedzenie. Od razu ulubił sobie miejsce do spania wokół mojej szyi. Nadaliśmy mu imię Murzyn, bo był cały biały, bez jednej plamki. Zaprzyjaźniony z nami Francuz, zapalony „kociarz” orzekł, jak się potem okazało niesłusznie, że jest to kotka, więc przez pewien czas Murzyn dostawał tabletki antykoncepcyjne. Może dlatego był potem dość gruby, ale bardzo kochany! Kolejna kotka dla odmiany cała czarna trafiła do nas, zwrócona z domu, gdzie jej nie chciano. Murzyn się do niej bardzo ucieszył. Odprowadzała mnie rano do autobusu, aż któregoś dnia nie zastałam jej w domu. Tylko Murzyn biegał wokół domu bardzo niespokojny i coś mi opowiadał. Wyruszyłam z nim na poszukiwania w kierunku autobusu i po pewnym czasie okazało się, że Czarna wdrapała się na wysokie drzewo, z którego nie umiała zejść. Deliberowaliśmy długo nad tym, co zrobić i próbowali ją zdjąć, ale ona wtedy uciekała wyżej. Gdy zaczęliśmy się oddalać kotka rozpaczliwie piszcząc i miaucząc bohatersko skoczyła z drzewa

.9 kotów na płocie                   Zaproszenie-litwinaDziewięć kotów na płocie                                                          Zaproszenie Krzysztofa Litwina

Trzeba wiedzieć, że każdy kot ma przynajmniej dwa domy, a czasem więcej. Mówi się zapewne słusznie, że to nie my mamy koty tylko one nas mają. Przyjaźniłam się kiedyś z ogromnym czarnym kotem, który siał popłoch wśród innych kotów.  Nosił się z godnością, chodził zawsze powoli i był naprawdę wyjątkowo okazały (kot nad kotami!). Kiedyś miałam wolny dzień i wylegiwałam się w łóżku, gdy nagle to wielkie kocisko weszło do mieszkania i skoczyło na moje łóżko. Głowa wielkości główki dziecka tkwiła przed moją twarzą, a z niej patrzyły na mnie wielkie zielone oczy. Nie jestem strachliwa, ale nie ruszałam się zbytnio na wszelki wypadek. On położył się w nogach łóżka i zasnął. Przychodził do nas często, miał przypięty dzwoneczek, który odpinaliśmy mu na czas pobytu na naszym terenie.  Nazywaliśmy go Dzwonnik. Po 2-3 latach poszłam do pewnego sklepu na drugiej ulicy, aby powiedzieć właścicielowi jak może sobie sprowadzić pianino. I wtedy zobaczyłam za jego domem w głębi ogrodu następny dom, na tarasie którego siedział dumnie Dzwonnik. Wokół domu, ale w przyzwoitej odległości kręciło się dosłownie kilkanaście kotów patrzących w jego stronę z respektem. Gdy mnie zobaczył szalenie się do mnie ucieszył, a gdy podbiegł się łasić zdumiony sklepikarz opowiedział mi, że jest to humorzaste bydlę, którego nawet ludzie się boją, chociaż jest to kot mieszkający u syna tego Norwega. On nawet chciał go obłaskawić i kusił sardynkami, ale kot tym wzgardził. „Bo on u mnie je tylko kaszankę” – powiedziałam stropionemu miłemu panu.

W następnych domach mieliśmy następne koty. Pewna kotka, która przyplątała się z małymi wzruszyła mnie bardzo, gdy nie chciała opuścić miejsca, chociaż my wyprowadzaliśmy się na wyspę. Cóż było robić, trzeba było zabrać tę kocią rodzinę, gdy nazajutrz tkwiła pod zamkniętym już domem. Do ogrodu domu, do którego przeprowadziliśmy się przychodził kot, który prawdopodobnie wcześniej tam mieszkał. Nie wpuszczaliśmy go za próg, bo wygląd miał bandycki, a mieliśmy już własne koty. Ale dokarmialiśmy go na schodach, bo nie miał domu i biedował. Po pewnym czasie nagle zniknął. W zimie, tuż przed wigilią robiłam coś w kuchni i nagle dostrzegłam za oknem naszego zagubionego stołownika. Ale jakże zmienionego: tłustego, w nowym futrze! Dumnie paradował po parapecie. Najwyraźniej przyszedł się pokazać i powiadomić, że gdzieś dobrze trafił. Możliwe, że składał nam w ten sposób kocie życzenia na święta? Właściwie zawsze mieszkaliśmy z kotami, do których przychodziły inne z wizytą. Te domowe najchętniej spały w moim łóżku lub w koszach z włóczkami.  Zgadzały się ze sobą, ale chodziły własnymi drogami, nigdy w stadzie. Dużo im zawdzięczamy – ocieplały dom i robiły „atmosferę” swoim mruczeniem.

Gdy po wielu latach wróciłam do Krakowa, rzecz jasna zastałam koty w mieszkaniu mojego syna. Pamiętam Pusunię, małą, trzykolorową kotkę wielkiego charakteru, Felka, który nie miał połowy dolnej szczęki, a następnie Felusię, kulejącą na przednią łapkę. A teraz bardzo sobie cenię sobie towarzystwo Konstancji i Teodory, które w sumie przyjęły mnie życzliwie. Z kotami bowiem tak jest (jak zresztą ze wszystkimi zwierzętami udomowionymi), że odwzajemniają człowiekowi uczucia. Jeżeli są to dobre uczucia, obie strony mają się lepiej.

Dzisiaj jest Dzień Kota, więc składam najlepsze życzenia wszystkim kotom, a w szczególności Gitane i Chou-chou (w walizce) z Paryża, które bardzo miło gościły moje dzieci i wnuki.podczas Świąt.

Gitane na stoliku    Chou Chou w walizce

7 myśli nt. „Święto kotów

  1. Aga

    Wczoraj odkryłam to miejsce, całe przeczytałam, a dzisiaj już nowy wpis .
    Pozdrawiam ! …….. szczególnie osobę przy pomocy której te wspomnienia są zapisywane ( synowa?)

    Odpowiedz
  2. Sylwia

    Dzieki Pani dowiedzialam sie, ze istnieje Dzien Kota. Koty to bardzo dziwne zwierzeta. Moja 7-letnia kotka ma absolutna przewage fizyczna i psychiczna nad moim psem. Jest kochana ale tak dumna, ze czuje sie wyrozniona, gdy pozwoli mi sie poglaskac. Chcialabym miec takie poczucie wlasnej wartosci i godnosci 🙂

    Odpowiedz
  3. Ewalenka

    Piekne to o kotach i takie prawdziwe! Dziekuje tez za umieszczenie zdjec moich kotow, Gitane i Chouchou, ktore pozdrawiaja Kike i przytakuja Jej twierdzac, ze ja tez mieszkam U NICH!

    Odpowiedz
    1. Magdalena

      Kochana Ewo,
      rzeczywicie Gitane i Chouchou sa niesamowitymi gospodyniami! mielismy okazje byc ich goscmi w Swieta Bozonarodzeniowe, i bardzo milo spedzilismy u nich = Was czas! serdecznosci glownie dla gospodyn , ale tez dla Ciebie,
      Magdalena z mlodzieza z Hiszpani

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *