Szydełkiem malowane

Czasem mnie ludzie pytają jak to było z moją twórczością, nazwijmy ją plastyczną oraz jak powstawały moje kolejne obrazy szydełkiem malowane. Dzieła te możecie Państwo obejrzeć podobno w galerii bloga, ale nie wiem czy są tam wszystkie i prawdę mówiąc nie wiem jak się tam znalazły. Synowa mówi, że je powiesili na blogu, rozumiem, że to rodzaj wystawy, ale takiej, która cały czas wisi. Niech tak będzie – może kogoś zainspirują, albo rozbawią?

A. Gazeta codziennaJak wiele rzeczy wszystko zaczęło się przypadkiem, ale poprzedził je okres mojego szydełkowania i innych niewinnych robótek ręcznych jak czapki, szaliki i swetry. Robiłam je z praktycznych względów w jeszcze w Polsce. W Norwegii odkryłam, że jest tam masa kolorowych włóczek oraz pism z wzorami.

Do naszego, na początku bardzo małego mieszkania zrobiłam tak zwane kieszenie. Były to naszyte na sztywną tkaninę, duże kieszenie zrobione włóczki lub innego kolorowego materiału z rozmaitymi aplikacjami. Powieszone w przedpokoju służyły, jako „półeczko – schowki” na różne rzeczy jak czapki, szaliki, pastę i szczotki do butów, a nawet parasole. Podobnie praktyczne zastosowanie miały łapki do garnków, które przybierały postacie kotów, świnek i innych kreatur, a wszystkie bardzo kolorowe, ozdabiały kuchnię. Zrobiłam ich masę – dla różnych osób, przyjaciół i na zamówienie. Sądzę, że dotarły na wszystkie kontynenty.

Pomysły na obrazy przyszły później, ale już miałam ich kilka, gdy na pewnym przyjęciu w Sandnes/ Stavanger, gdzie mieszkaliśmy, pokazałam je zgromadzonym tam gościom. Wiem, że był wśród nich obraz „Pożegnanie” oraz „Nonkorformist”. Wszyscy się bardzo zachwycali, zachęcali do dalszych prac, ale dopiero jak się dowiedziałam od zaprzyjaźnionego scenografa, który też tam był, kim dokładnie są ci goście, a mianowicie, że z tamtejszej Akademii Sztuk Plastycznych, doceniłam sama siebie. I wtedy już poleciało.

Wernisaż 2W tym czasie zaczęliśmy jeździć do Polski, gdzie dojrzewała Solidarność. Przywożone na wystawy moje obrazy, były doskonałym kamuflażem dla naszej pomocy kierowanej do opozycji. Po prostu celnicy nas mniej kontrolowali i wtedy można było przemycić sporo bibuły (czyli zakazanych w Polsce książek, które zciągałam od Giedroycia), czy nawet powielacz i inne materiały. Pamiętam jak kiedyś na mojej wystawie jeden z przyjaciół skrytykował mnie za to, że zgodziłam się na jej otwarcie (artyści bojkotowali ówczesne władze), a ja nie mogłam mu powiedzieć, że dzięki temu właśnie dotarł do tut. centrali Solidarności transport cennych dla konspiracji materiałów.

EileAle na moje wy stawy przychodzili wszyscy i ku mojej radości takie osoby jak redaktor Eile czy Staszkowie Wejmanowie, czyli ludzie znające się na rzeczy! I im się moje prace bardzo podobały! Jedną z pierwszych była praca na rzecz ekologii, a mianowicie kwiat na tle kamiennego miasta. I oczywiście koty w różnych sytuacjach, różnej ilości (np. Dziewięć kotów). Wymyślanie tematów sprawiało mi dużą frajdę. Starałam się zawsze, aby w wymowie było to dowcipne i oczywiście bardzo kolorowe. Pierwsza wystawa miała miejsce chyba w 1980 roku w Pałacu pod Baranami.

Wernisaż 1Kolejne wystawy przynosiły mi coraz więcej radości, gdyż odbywały się, a to w Gorlicach, a to w Chicago. I w Norwegii rzecz jasna. Jak znajdę z nich zdjęcia – to coś więcej o nich napiszę.. Kolejna była w Krakowie w Domu Polonii, gdzie zatrzymywaliśmy się czasem będąc w Polsce.

Wernisaż 3Teraz myślę, że ważną okolicznością, że te prace powstały i że ich przybywało było to, że mieszkałam w Norwegii, a nie w Polsce. Tutaj po prostu nie miałabym czasu na tworzenie, a tam czas płynie dużo wolniej. I miałam dostęp do bajecznie kolorowych włóczek, którymi bawiły się nasze koty jakby chcąc wskoczyć na obraz.

6 myśli nt. „Szydełkiem malowane

  1. Ewa

    Pani Kiko!
    Czytam te strone regularnie, odkad na nia trafilam. Najpierw bylawspaniala ksiazka, 🙂
    A tak w ogole najpierw, to mialam zaszczyt poznac Pania w Stavanger, jako nastolatka. Z tamtego domu zapamietalam wlasnie mnostwo makatek, poduszek, szalenstwo kolorow, i koty:) I przemila, ciepla atmosfere. To byl chyba rok 84…
    A w 86 roku bodajze odbyla sie w Palacu Sztuki cudna wystawa 30-lecie Piwnicy. Wtedy jako uczennica szkoly plastycznej ganialam na nia kilka razy.
    ( bardzo byla udana, pozniej juz nie udalo sie stworzyc tak klimatycznej wystawy , moim zdaniem)
    W jednej z sal zaprezentowano fragmenty slynnego komiksu o Szaszkiewiczowej, i tak dowiedzialam sie cos wiecej o Pani.
    Reszte napisze chyba juz w prywatnej wiadomosci.
    Pozdrawiam Pania bardzo, bardzo goraco!!

    Odpowiedz
  2. mag

    Potwierdzam, w galerii bloga wciąż trwa wystawa pięknych obrazów malowanych szydełkiem 🙂 . Od jakiegoś czasu ciągnie mnie właśnie do tego żeby zacząć coś robić na szydełku albo na drutach , ale ciągle nie mam na to czasu! (albo tylko tak mi się wydaje;-)
    Nasunęło mi się takie skojarzenie, że Pani osobowość jest tak kolorowa jak te prace. Pełen podziw i szacunek!

    Odpowiedz
    1. Kika

      Koniecznie niech Pani zacznie! Tylko wtedy, gdy się ceni czas bo ma się go mało, można coś zrobić! pozdrowienia!
      Kika

      Odpowiedz
  3. Kropek

    Pani Ireno, czy te Pani prace można jeszcze gdzieś obejrzeć na żywo?
    Może planuje Pani jakąś wystawę w Warszawie lub Krakowie?

    Odpowiedz
  4. Kika

    Żeby obejrzeć moje obrazy trzeba zanurkować pod duże łóżko, gdzie część z nich leży zwinięta. Kiedyś wisiały w Centrum Psychoterapii na ul. Batorego w Krakowie, ale Centrum zmieniło lokal. Nie zanosi się na wystawę – może zrobią po mojej śmierci. Już dziś serdecznie zapraszam.
    z serdecznościami
    Kika

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Kika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *