Szydełkiem malowane – poezją opisane

Dość długo nie pisałam, ale doprawdy nie dlatego, że karnawał się zaczął i mnie wciągnął! Wręcz przeciwnie wciągnęło mnie łóżko, gdyż rodzina uznała, że mój paskudny kaszel, to coś więcej niż zwykły kaszel, a wezwany lekarz ochoczo (jakżeby inaczej) potwierdził, że to zapalenie płuc. Ja wiem swoje i coraz mniej kaszlę, rodzina wie swoje, czyli, że leczenie działa! Pan doktor jest bardzo miły i uważnie mnie osłuchuje. W ten sposób wszyscy są zadowoleni.

Wrócę dziś do wspomnień z moich wystaw, gdyż dzięki jednej z nich powstał piękny tekst Agnieszki Osieckiej, który zamieszczam tu w całości. Agnieszka, która nie mogła być na otwarciu wystawy w Galerii Grażyny Hase w Warszawie, przysłała „słowo” odczytane z tej okazji. A na wystawie była cała Warszawa, gdyż miejsce to było bardzo modne.

galeria Hasse zaproszeniePamiętam, że Roman Bratny, który przyjaźnił się z moim bratem, po wystawie powiedział, że bardzo cieszy się z tego, że moje obrazy mu się podobają, bo i tak musiałby napisać o nich dobrze, a tak, może napisać to szczerze. Niezwykle serdeczny i pomocny nam w wielu sprawach, okazał się uroczy, przyszły mąż Maryli Rodowicz zwany Peugeot’em. Było bardzo „światowo”, inaczej niż w Krakowie, ale równie „klimatycznie”, jak mówią moje wnuki.

A oto piękny tekst Agnieszki Osieckiej:

Kiedy Pani Kika była małą dziewczynką, lasy były jeszcze ogromne, w lasach mateczniki, a w matecznikach – niedźwiedzie. Za lasami były stepy i chmury, a wśród lasów, stepów i chmur tkwiły małe białe dworki z salonikami, w których paliły się piękne ozdobne lampy naftowe. W jednym z takich nieistniejących już dworków, jedna z nieistniejących już ciotek ofiarowała Kice szydełko. Dziewczynka natychmiast zabrała się do roboty. Jak twierdzą kronikarze rodzinni, przejawiała w tej robocie talent i pilność.

Mijały lata, minęło pół wieku. Zatrzęsły się lasy, chmury i dworki. W zamieszaniu zginęło też szydełko Pani Kiki. Minęło jeszcze trochę czasu, ziemia pod nogami naszej bohaterki się trochę ustała i oto nad dalekim cichym fordem, ktoś, kogo powinniśmy ozłocić, ofiarował jej następne szydełko. Kice zabłysły oczy, usiadła pod elektrycznym kaloryferem i z miejsca zabrała się do roboty. Jak twierdzą świadkowie i jak Państwo stwierdzicie za chwilę, przejawia Ona w tej robocie i talent, i pilność, i rozmach, i wyobraźnię i poczucie humoru, i coś, co nazwałabym metafizycznym stosunkiem do włóczki.

– Na miłość boską, dziewczyno – mówię do Kiki – dlaczgoś Ty tego nie robiła przez ostatnie pięćdziesiąt lat?

– Bo nie miałam szydełka – odpowiedziała skromnie moja niezwykła koleżanka.

O, bo Kika jest niezwykła. Jak nasi rówieśnicy wiedzą (a młodzież powinna się dowiedzieć) Kika była swego czasu mityczną królową autostopu. Jej to podróże z dwojgiem dzieci – podróże przesławnej Szaszkiewiczowej, opiewał przesławny wówczas „Przekrój”. Ona to śpiewała w Piwnicy pod Baranami rozdzierającą pieśń „Parlez moi d’amour” i Ona to zarabiała na życie, robiąc zastrzyki bogatym Krakowiankom, które leżały w pościeli przystrojone we wszystkie swoje brylanty. Ona to wreszcie, choć wylądowała bliżej Bieguna Północnego niż ktokolwiek z tu obecnych, zachowała serce gorące, duszę upalną, a robota pali się Jej w rękach. Osobowość poetycka Kiki była w Jej czasach krakowskich tak intensywna, że niektórzy uważali ją za postać fikcyjną. A jednak nie. Kika jest realna. I spójrzcie Państwo, do jakiego stopnia.

Wypijmy toast za szydełko. Za to pierwsze i za to drugie.

Agnieszka Osiecka

Warszawa dn.15 marca 1984 r.

 Agnieszka Osiecka foto

Bardzo przystojna autorka tekstu najpewniej w jakiejś kolorowej podróży.

Poniżej przykładowe wpisy do pamiątkowej księgi z wystawy. Ten pierwszy, dowcipny  pochodzi od nie żyjących już rodziców mojego przyjaciela Michała. Na kolejnej kartce, już dzień po wernisażu  wpisały się koleżanki z Cisowego Dworku.

Wpis Spandowskiego

Wpisy wystawowe

Po wystawie poszliśmy wszyscy do dużego mieszkania Katarzyny Ważyk, artystki malarki, gdzie poznałam jej matkę, aktorkę. W tym mieszkaniu zachwyciły mnie malowidła w kuchni, na przykład na lodówce namalowany był stary piec, do złudzenia go imitujący i sprytnie kamuflujący lodówkę! Było tam masę ludzi, harmider, gwar i wciąż dzwonił telefon. Ja miałam nieszczęście siedzieć blisko tego urządzenia, więc gdy chwilami zostawałam z nim sam na sam, podnosiłam słuchawkę i mówiłam: „Centryb”, a wtedy głos w słuchawce odpowiadał: „a to przepraszam” i panie domu miały chwilę spokoju. Niestety sprawa się wydała i była straszna bura, gdyż to ponoć skomplikowało jakieś sprawy wielu osobom. Pomyślcie, jakie spustoszenia towarzyskie mogą czynić dziś telefony komórkowe, których na takim przyjęciu jest kilkadziesiąt, skoro tylko jeden, tak utrudniał rozmowy!

4 myśli nt. „Szydełkiem malowane – poezją opisane

  1. ewalenka

    Kiko Kochana,
    Wreszcie tak dlugo oczekiwany, nowy wpis! Zycze Ci (i nam wszystkim, Twoim wiernym czytelnikom), bys jak najszybciej wrocila do zdrowia i cieszyla nas co dzien Twoimi pieknymi opowiesciami, ktore juz wkrotce beda zachwycac takze Adasia, najmlodszego z prawnukow.
    Ewa

    Odpowiedz
  2. Marysia

    Kochana Kiko! Baran będzie także moim ulubionym obrazem, jako że baran jestem (nie mylić z głupią owcą). Wkrótce się zobaczymy. Czytam pamiętniki Osieckiej, na razie te z lat szkolnych. Nie wiem czy wydano późniejsze. Pięknie o Tobie napisała i chociaż tyle lat Cię znam widzę że nie znam Cię wcale, a „Ta Twoja młodość” jeszcze jest nieodkryta przeze mnie. Serdeczności.

    Odpowiedz
    1. Urszula

      Kochana Kiki
      jestem zaniepokojona jak z Twoim zdrowiem, codziennie otwieram stronę i nie ma żadnego nowego wpisu. życzę Tobie, wstawaj szybko na nogi i wracaj do zdrowia abyśmy Cię znów widzieli na stronie.
      Maćku pozdrawiam Ciebie, Jasze i całą rodzinę łącznie z najmłodszym Adasiem.
      Ula
      Urszula Świderska
      Warszawa

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *