W dalekie kraje

Rzadko mnie było stać na wyjazdy z biurem podróży, co niektórzy uznają za prawdziwą turystykę, ale kilka razy się udało. Zaprzyjaźniona z nami, pracująca w biurze podróży Norweżka Helga Blanc, która leciała na Kretę, pokierowała mną jak to zrobić najtańszym systemem. Kreta właśnie została przyjęta do sieci turystyki, więc bardzo się starano, aby turyści byli zadowoleni. A wyspa piękna jak chodzi o naturę, a jeszcze ciekawsza jak chodzi o kulturę. Do dziś mam ją w oczach i wciąż wspominam. Okazało się, że jak zawsze najciekawsi są ludzie. Przechodziłam codziennie koło małego sklepiku i zerkałam na wystawę, gdyż mieli bardzo ładną ceramikę. Aż pewnego razu właściciel mnie zaprosił do środka i zapytał skąd jestem. Gdy odparłam, że z Polski, a on nie wiedział gdzie to jest, powiedziałam mu, że powinien słyszeć o Polsce, bo nasz rodak trenuje ich drużynę piłkarską. Jak się nazywa – zapytał, a gdy odparłam, że Jacek Gmoch, zakrzyknął, że to drużyna grecka, a on jest z Krety! Popełniłam duże faux pas!

wąwóz samaria 2         kapliczka na Krecie

               Kreta –  Wąwóz Samaria                                            Kreta – kapliczka nad morzem

Jeździliśmy też czasem z biurami podróży po terenie Norwegii, zwykle po sezonie, np. w zimie (bo taniej). Ja chętnie zwiedzałam, mój syn, Jasza jeździł na nartach. Norwegia to wspaniała kraina: surowe piękno morza i wysokich gór obok siebie, dzika natura niezniszczona przez ludzi (mają tylko 4 miliony mieszkańców a powierzchnię taką jak Polska) liczne jeziora i wodospady, malownicze fiordy, wąwozy i niebotyczne skały – to widoki, które chwilami zatykają dech w piersiach. Zobaczyliśmy też piękne okolice Oslo, stare, zabytkowe miasto rybackie Bergen, a także dalej jeszcze na północy Trondheim. Przekonałam się, że moi rodzice mieli rację, gdy po powrocie z podróży do Norwegii w 1933 roku stwierdzili, że jest to najpiękniejszy kraj w Europie.

preikestolen 2                                                        Preikestolen (ambona)

Wracając do wyjazdów egzotycznych dla bogaczy. Zdarzył nam się też i taki, gdy Jasza dostał spore pieniądze od firmy Prince, dla której pracował i zarządził, że jedziemy na Karaiby. Był to listopad, w Norwegii paskudna pogoda, a tam lato! Zapisaliśmy się na dwutygodniowy rejs statkiem, zresztą norweskim, po tamtejszych wyspach. Przy naszym stoliku na statku trafiliśmy na miłe towarzystwo dwóch rodzin z Anglii. Uzgodniliśmy z nimi, że najmiemy szofera, który obwiezie nas po wyspie Dzięki temu zwiedziliśmy dużo więcej, na przykład akwarium położone głęboko pod wodą, za szybą, którego widać było rozmaite stwory wodne, kolorowe ryby, wielkie żółwie, kraby, przedziwne rośliny i koralowce. Innym razem oglądaliśmy ciekawą wyspę w kształcie stożka z resztkami budowli po niewolnikach i z willą gubernatora w stylu kolonialnym.

Cruse                             W Przekroju, w lutym 1992 roku,  ukazał się mój reportaż z rejsu

Drugi tydzień rejsu siedzieliśmy na Barbados, gdzie znów wzięliśmy taksówkę, która woziła nas na plażę lub w różne fantastyczne miejsca. Pamiętam zwiedzanie wąskiej rozpadliny w specjalnych wagonikach. Jechaliśmy tunelem w głąb serii grot z jeziorami. Atrakcję tę odkryli duńscy turyści. Na statku podczas rejsu, a potem na zakończenie, odbywały się konkursy, rauty oraz bal kapitański. Pamiętam jak pięknie udekorowano stoły rzeźbami z lodu, w których były napoje, owoce lub po prostu były ozdobą. Podawano bardzo dla nas atrakcyjne jedzenie jak homary (rarytas dla Jaszy) czy ślimaki (przysmak dla mnie). Nie zawsze wiadomo było jak się to tego zabrać, wołałam, więc kelnera prosząc, aby mi przygotował danie. Robił to z wielką uprzejmością i wprawą.

Przyroda na tych wyspach była bardzo egzotyczna. Wiele roślin, które znamy, jako doniczkowe, egzotyczne, tu rosły, jako wielkie drzewa. Ich kolory były bajeczne! Za naszym domem była mała sadzawka, a w niej wylegiwały się różowe flamingi. Ich długie szyje leżały jak splątane na plecach. Gdy usiadłam na schodkach, aby na nie popatrzeć, przyszedł do mnie kot i zaczął tańczyć wokół moich nóg, dowiadując się w ten sposób, jakie mam dalsze plany. Często był to basen!

Basen w Porto Rico

Pojechaliśmy z szoferem do posiadłości pewnej Amerykanki, która tam osiadła i tworzyła rozmaite wyroby z wielkich muszli. Były to np. ramy do obrazów, dla mnie dość kiczowate, ale pokazywała mi to z dumą, a nawet ofiarowała jakiś drobiazg. Miała dwa wielkie psy bardzo przyjaźnie do mnie usposobione. W jej ogrodzie, który właściwie był gajem pomarańczowym, zobaczyłam wielkie stado, płochliwych niestety, małp. Była to prawdziwa egzotyka!

Na drugim końcu wyspy z kolei był urwisty brzeg, o który rozbijały się olbrzymie, jak wieżowce fale oceanu. Przepiękny to żywioł, dzięki któremu zdobywałam wyrzucone na brzeg wciąż nowe trofea z podróży, a były to muszle i kamienie, które kolekcjonuję. Może kiedyś napiszę o tych i innych moich zbiorach.

16 myśli nt. „W dalekie kraje

  1. Malgorzata

    Wycieczka do Norwegi to moje marzenie. Lubie wlasnie takie krajobrazy. Ja rowniez mialam przyjemnosc uczestniczyc w dwutygodniowym rejsie po Karaibach. Bylismy na Wyspach Bahama, Hondurasie, Meksyku. Wrazenia niesamowite takze te kulinarne.

    Odpowiedz
    1. Kika

      Niech Pani koniecznie jedzie do Norwegii wtedy, gdy dzień jest długi tj. pomiędzy 20 maja, a 20 lipca. I raczej proszę ubrać się cieplej niż na egzotyczne wyspy, gzie już Pani była. Jest dużo wiatru, a pogoda zmienia się kilka razy w ciągu dnia. Proszę się nie zrażać gdy rano pada deszcz. Co do wrażeń kulinarnych niestety w Norwegii, poza owocami morza (synowa chwali krewetki i świeże makrele) niczego pysznego więcej nie ma. A i sposób gotowania jest nazbyt zdrowy – bez przypraw i smaku. I okropna drożyzna! Ale kraina daje inne niepowtarzalne wrażenia.
      życzę spełnienia marzenia
      Kika

      Odpowiedz
  2. Panicz z Warszawy

    Pani Dziedziczko, wszystkiego najlepszego życzą Małgosia z Antosiem (wczoraj skończył 3 lata), Kasia i reszta odłamu warszawskiego, Iwonna głównie. A może byśmy tak Najmilsza wpadli na dzień do Lwowa?

    Odpowiedz
  3. Kika

    Wielce Szacowny i Czcigodny Paniczu z Warszawy, cieszę się, że nowe pokolenia Ci wzrastają, domyślam się, że Antoś jest wybitnym następcą Panicza – Dziedzica. I choć dzielą mnie od Niego ponad 93 lata, to czuję się z Nim związana i życzę Mu na urodziny dobrego i wesołego życia, pełnego podróży i fascynujących przygód.
    Przy okazji i Wam – odłamowiczom – szczerze i radośnie pozdrowienia przesyłam. Do Lwowa raczej nie pojadę, boję się konfrontacji mojej miłości do tego miasta z dzisiejszą Jego rzeczywistością. Ale może w przyszłości?
    Mam swoich ambasadorów jeżdżących do Lwowa względnie regularnie, więc jestem razem na bieżąco.
    Kika

    Odpowiedz
  4. Ewa Maria

    Od jakiegoś czasu intensywnie myślę o podróżach. Na razie w wieku 19 lat wylądowałam w Wielkiej Brytanii na rok i zastanawiam się nad kolejnym krokiem w dorosłość. Bardzo podoba mi się Pani podejście do podróży i od dawna zastanawiam się, czym tak właściwie jest podróżowanie. Dla niektórych może być to zaliczanie miejsc i zabytków, dla niektórych niesamowite wspomnienia, dla innych błogie lenistwo i odskocznia od codzienności. Zawsze chciałam, żeby podróże były dla mnie poznawaniem ludzi i kultury, bo to chyba w życiu jest najważniejsze. Norwegia jest jednym z miejsc, które chciałabym wkrótce odwiedzić. Znalazłam bardzo fajny wolontariat polegający na pracowaniu w hodowli psów husky w Laponii, w zamian za co zapewnione jest wyżywienie i zakwaterowanie. To dobry sposób, żeby trochę pomieszkać w tak cudownym kraju i mam nadzieję, że jeżeli tam pojadę w zimie, to nie doznam jakiegoś szoku klimatycznego. 🙂

    Pozdrawiam serdecznie, życzę dużo zdrowia oraz uśmiechu i dziękuję za tak cudownego bloga. Zawsze warto szukać inspiracji w ludziach!

    Odpowiedz
    1. Kika

      Droga Pani Ewo,
      Podróże kształcą i czynią nas lepszymi dla innych. Niech Pani koniecznie jedzie do Norwegii, ale nie tylko w zimie. Dzień jest dłuższy latem, właściwie do połowy lipca. Na północ trzeba pojechać aby zobaczyć zorzę polarną. Co do szoku klimatycznego, proszę się nie bać, młodym to służy! Życzę udanych wojaży i dobrych (jak ten wolontariat) pomysłów!
      serdeczności wielkie
      Kika

      Odpowiedz
      1. Pozdrawiam serdecznie

        Lepszymi? Nie czuję się gorsza, nie mogę podróżować z powodu choroby, a też braku pieniędzy, ale nie tracę nadziei i wiary w to, że kiedyś będę, czuć się gorszym to bardzo złe, a kto ma prawo oceniać nas w ten sposób?!

        Odpowiedz
  5. Korona

    Witam,
    bardzo lubię czytać pani przemyślenia i wspomnienia, jednak jedno bardzo mnie zastanawia. Przeczytałam chyba wszystkie wpisy, a jedno mnie wciąż ciekawi, może mi to umknęło a może nie zostało wspomniane. Dlaczego akurat Kika? I widzę, że ten pseudonim nie powstał na potrzeby bloga, ale nawet w listach pani przyjaciele pisali do pani w ten sposób. Może mogłaby Pani i to opowiedzieć?

    Odpowiedz
    1. Kika

      Szanowna Korono, dziękuję za zainteresowanie moim blogiem. Dlaczego Kika? Nie wiadomo, ja też nie wiem, ale zawsze, od najwcześniejszego dzieciństwa wszyscy tak do mnie mówili. I ja o sobie też. Jak znam życie, to mogło powstać wtedy, gdy jeszcze jako malutka dziewczynka, nie umiałam wymówić swojego imienia Irena, tylko zniekształcałam na coś podobnego do „Kika” i tak już zostało. To jedynie hipoteza, ale tak często bywa z nietypowymi imionami.
      pozdrawiam serdecznie
      Kika

      Odpowiedz
  6. Ewelina

    Pani Kiko,
    nie wiem gdzie umieścić tych kilka słów,więc piszę tutaj. Na Pani bloga trafiłam po przeczytaniu wywiadu z Panią w „Angorze”,który szczerze mnie zachwycił.Wydaje się Pani być tak niesamowicie ciekawą osobą,pełną optymizmu i pogody ducha.Historie przez Panią zapamiętane i spisane czytałam niemalże z wypiekami na twarzy 🙂 Mam nadzieję,ze wybaczy mi Pani śmiałość,ale marzyłabym żeby mieć taką babcię jak Pani 🙂 Wiem,ze jest to niemożliwe,zatem mam choć nadzieję,że kiedyś,za kilkadziesiąt lat ja będę taką babcią dla moich wnuków.Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie,życząc dużo zdrowia i pomysłów na kolejne wpisy.
    Ewelina

    Odpowiedz
  7. Guta

    Irena to imie mojej mamy ,we Lwowie urodzonej.Pozniej ewakuacja w sandomierskie calejrodziny.
    A ja -Guta,bo tez bedac mala nie umialam inaczej wymawiac mojego imienia i tak juz zostalo.Obie ,oczywiscie musialysmy miec Przekroj na niedziele ,mial trudne krzyzowki…
    I tez zagnalo mnie do Skandynavi ,juz 23 lata w Sverige,he he…
    Znam Norwegie tez,ale ostatnio jestem zauroczona wyspa Gotland,czyli Gotlandia po polsku.
    To jest taka „Szwecja” w Szwecji i tak bylo tam zawsze.
    Zycze Pani duzo zdrowia i polecam Maroko, w ktorym bylam cala zime,teraz.
    Tu najdluzej : https://www.google.com/search?q=Tamraght&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=Rm1oUcnqBeOk4gSt4IHgBw&ved=0CAoQ_AUoAQ&biw=1091&bih=513
    ale tez na Sacharze i w cudnym Marakesh.Ach te bazary tam !
    Maroko to bezpieczny,piekny kraj.Tolerancja i goscinnosc.
    https://www.facebook.com/PolacyWMaroku?fref=ts
    Mam prosbe-czy moze Pani napisac cos o Powstaniu Styczniowym ? Moze ktos z Pani rodziny bral udzial,lub wspominal?
    Moje ulubione zajecie – https://www.facebook.com/groups/128099147231461/
    Mozna pisac do mnie na mail.
    Pozdrawiam goraco.
    Guta (J.) B.

    Odpowiedz
    1. Kika

      Szanowna Pani,
      była Pani w bardzo ciekawych miejscach. Ja tylko raz byłam w Maroku, z moją wnuczką Magdaleną, która mieszka w Hiszpanii. Pojechałyśmy deo Gibraltaru, a stamtąd „skoczyłyśmy” na bazary do Maroka. Rzeczywiście fantastyczne przeżycie, które trochę gasił mój niepokój o piękną, jasnowłosą Magdalenę, która budziła sensację wśród tamtejszych mężczyzn. Ona natomiast zupełnie bez obawy poruszała się wśród nich robiąc zakupy. Pamiętam, że między innymi kupowała ażurowe mebelki do dziecinnego pokoju, śliczne jak z bajki, a mnie kupiła piękną biżuterię oraz masę różnych przypraw, których nazwy i przeznaczenie szybko mi się pomieszały, ale ten zapach do dziś pamiętam.
      Co do powstania listopadowego, którym się Pani pasjonuje, wiem tylko, ze stryj mojego dziadka, Zdzisław, historyk z Poznania przyjaźnił się z Joachimem Lelewelem, patriotą i działaczem powstania i stąd mój ojciec otrzymał imię Joachim. A po nim mój syn, który wprawdzie uciekł do Norwegii, ale stamtąd pomagał Solidarności i w ogóle opozycji ówczesnej władzy. I w ten sposób przetrwały w rodzinie patriotyczne wartości. Historią interesuje się także mój wnuk Piotr i po trosze cała rodzina, nawet „hiszpolskie” prawnuki!.
      pozdrawiam Panią bardzo serdecznie i życzę wielu odkryć
      Kika

      Odpowiedz
    1. Kika

      Bardzo dziękuję za pozdrowienia! Żałuję, że nie dotarłam do Zubrzycy ostatniej niedzieli. Podobno dużo się zmieniło, masę domów w skansenie przybyło. Tylko ludzie jak byli mili tak i pozostali! Pozdrawiam serdecznie całą rodzinę. Kika

      Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Korona Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *