„W zdrowym ciele…” – Od Wisłoka do Wisły i jeszcze głębiej!

Jak już wiecie drodzy czytelnicy, największą część mojego dzieciństwa spędziłam na świeżym powietrzu. Jeśli nie na koniu, to na polowaniu, na korcie lub na nartach. Ale że kilkadziesiąt metrów od naszego dworku płynął Wisłok, niejako skazani byliśmy na intensywny kurs nauki pływania. Oczywiście, jako dzieci nie mogliśmy chodzić sami nad rzekę (co oczywiście nie znaczy, że czasem w tajemnicy nie chodziliśmy), ale wystarczyło znaleźć jakiegoś dorosłego i popędzić w dół do wody.

Wisłok to właściwie górska rzeka, wtedy zupełnie nieuregulowana, o wartkim nurcie. Co roku po roztopach wylewał i zmieniał nieco koryto. Do tego często występowały w nim bystrza, które – pamiętam – nazywaliśmy „prądy”. Wydaje się, że ciężko w tak kapryśnej i zdradliwej rzece znaleźć dobre miejsce do pływania, ale dla chcącego nic trudnego! Szukaliśmy meandrów, gdzie woda nieco zwalniała i dało się pływać. Jednak rodzice stale wyczulali nas, byśmy uważali na siebie, bo bywało niebezpiecznie i niestety, co roku ktoś w okolicy tonął.

Gdy w górach, skąd Wisłok wypływał, mocno popadało, przychodziła do nas niespodziewanie wielka fala, która zagarniała wszystko na swojej drodze. Pamiętam, że pewnej słonecznej niedzieli, gdy my pojechaliśmy do kościoła, mnóstwo okolicznych mieszkańców wylegiwało się całymi rodzinami nad brzegiem rzeki. Wtedy z chłopów mało kto umiał pływać, ale zawsze w upał miło się popluskać. Nagle nadciągnęła z wielką szybkością fala, która zmyła mnóstwo ludzi w nurt rzeki. Na przestrzeni zaledwie kilkunastu kilometrów, utonęło dziesięć osób!

W kajaku na WisłokuPóźniej stolarz zrobił nam kajak. Był duży, ciężki i często się przewracał (kajak, nie stolarz!), do tego niezbyt wygodny, ale z czasem nauczyliśmy się nim sprawnie manewrować. Robiliśmy sobie nim rożne wycieczki wzdłuż rzeki, ale nie spodziewaliśmy się, że bardzo się przyda w czasie… wojny. Otóż wspieraliśmy jak tylko się dało partyzantkę AK-owską i dość często się zdarzało, że zaprzyjaźnieni z nami Akowcy podpływali Wisłokiem w umówione miejsce własnymi kajakami – początkowo wieczorami, a potem także w ciągu dnia. Z czasem nawet zaczęliśmy urządzać z nimi spływy, np. ze Strzyżowa do Babicy.

W kajaku na Wisłoku2

Nasz kochany Wisłok

Po tej „szkole” w Wisłoku tak się nauczyłam pływać, że żadne wodne wyzwanie nie było mi straszne. Raz nawet porwałam się na tak szalony pomysł, że znajomi już opłakiwali moją śmierć w odmętach. Rzecz się działa w Krakowie, niemal pod Wawelem.

Otóż wracałam z Janką Garycką i wieloma przyjaciółmi z Piwnicy pod Baranami późną nocą z jakiejś posiadówki. Towarzystwo oczywiście rozbawione, po kilku głębszych. Chcieliśmy pospacerować bulwarami, ale one zniknęły! Wisła wylała tak bardzo, że nawet nadbrzeżne drzewa były daleko od brzegu, zalane prawie po górne gałęzie. Nagle porwała mnie ułańska fantazja i ogłosiłam, że przepłynę wpław na drugi brzeg. Najpierw się ze mnie śmiali, ale – ku ich przerażeniu – rozebrałam się do bielizny i wskoczyłam do Wisły. Zaczęłam płynąć na drugą stronę, a że była noc, szybko stracili mnie z oczu. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nurt jest rzeczywiście silny i zniósłby mnie bardzo daleko w dół rzeki. Musiałabym więc wracać przez most Dębnicki, mokrusieńka, w samej bieliźnie. Opłynęłam więc wystającą koronę jednego z drzew i zwróciłam w stronę przyjaciół. Tymczasem nadeszło drugie, zaprzyjaźnione towarzystwo z Teatru Rozmaitości i wszczęło straszny rejwach, bo wypatrywali mnie w wodzie i nie mogli znaleźć. Ja tymczasem wyszłam z wody, oczywiście sporo poniżej miejsca gdzie wskoczyłam, otrzepałam się, spokojnie do nich podeszłam i ubrałam się w suche ubranie. Dla mieszczuchów krakowskich był to istny szok!

Cała rodzina odziedziczyła po mnie ten pociąg do wody. Również mój mąż był doskonałym pływakiem. Jeden z synów za młodu pływał zawodowo, podobnie jak mój siostrzeniec, który jest trenerem piłki wodnej. Drugi syn posłał dzieci do szkoły sportowej z pływaniem, a synowa z upodobaniem kąpała się w fiordach, czego ja już nie próbowałam – taka tam jest zimna woda. Syn z kolei wspomina z utęsknieniem pływanie z rurką w morzu Czerwonym nad rafami, gdzie oglądali kolorowy świat podwodny. Czasem oglądam w TV filmy stamtąd – rzeczywiście widoki nieziemskie!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z wypraw moich dzieci we wschodnie strony, oglądam zdjęcia potężnych rzek jak np. Dniestr To musi być prawdziwy żywioł!

DniestrSzerokie wody Dniestru na Ukrainie

Ponoć wszystkie moje prawnuki dobrze pływają, nawet te mniejsze do wody się rwą co sił. Co to znaczy dobry przykład!

5 myśli nt. „„W zdrowym ciele…” – Od Wisłoka do Wisły i jeszcze głębiej!

  1. Alicja

    Szanowna Pani! Jestem oczarowana Pani wpisami na blogu. Tak strasznie dużo zmieniło się do czasów, w których pływała Pani po Wisłoku a ja mam wrażenie, że jednak udało się Pani zatrzymać ten najpiękniejszy czas…..młodości!

    Odpowiedz
  2. Misiek

    „Ponoć wszystkie moje prawnuki dobrze pływają, nawet te mniejsze do wody się rwą co sił. Co to znaczy DOBRY przykład!”

    Oj, pani Kiko, nie jestem pewien czy ten przykład z pływaniem w Wiśle nocą, na rauszu, podczas powodzi jest taki DOBRY 😉

    Odpowiedz
  3. Anna

    Pani Kiko,
    Codziennie siadając przed komputerem zaczynam od Pani bloga, z nadzieją na nowy wpis… To zupelnie inny, niezwykle ciekawy świat. Jestem zachwycona Pani opowiadaniami. Serdecznie za nie dziękuję i proszę o dużo więcej.
    Życzę dużo sił, pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Kika

      Droga Pani, miło wiedzieć, że na moje pisanie ktoś czeka. Niestety synowa złamała prawą rękę, więc będzie z tym pewien kłopot.. Może panowie się uruchomią, a jest ich trzech! Jednak synowej dyktowałam tyle, ile im wszystkim razem wziętym. Muszą się bardziej postarać.
      Z pozdrowieniami gorącymi
      Kika
      (wystukane przez synową, która też pozdrawia..)

      Odpowiedz
  4. ewalenka

    Kiko Kochana,
    Ja tez codziennie otwieram komputer sprawdzając, czy nie ma nowego wpisu. Z radością czytam te opowieści i czekam na następne z utęsknieniem. Uruchom „chłopców” !
    Życzę Ci dużo zdrowia i zawsze tak pogodnego ducha jak dotąd.
    Ewa

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Kika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *