„W zdrowym ciele …” – Tenis

Drugą po koniach pasją sportową rodziny Jarochowskich był tenis ziemny. Świetnie grała zwłaszcza moja matka, Mucha, która mimo ogromnej tuszy potrafiła niezmordowanie biegać po naszym korcie. Tak, proszę szanownych czytelników – mieliśmy własny kort tenisowy.

Mucha dostała go w prezencie od męża, czyli naszego Ojca, Chimka. Zbudował go w wielkim sekrecie, gdy matka wyjechała „do wód”. Co roku, w maju, jeździła na cały miesiąc do Truskawca (takiej ówczesnej Krynicy), spotykać się ze znajomymi, a niekiedy także z rodziną. I razu pewnego, niczego się nie spodziewając, po powrocie zastała pod domem kort tenisowy. Ojciec wszystko wcześniej zaplanował; przede wszystkim kupił w tajemnicy książkę ówczesnej gwiazdy tenisa Rene Lacoste’a, gdzie krok po kroku było opisane jak od zera zbudować kort. Pamiętam, że trzeba było wykopać głęboki na półtora metra dół i układać w nim warstwowo odpowiednie materiały: a to pokruszoną cegłę, a to glinę, a to żużel, by wreszcie na wierzch położyć mączkę ceglaną. Wyszedł z tego naprawdę profesjonalny kort, a dodatkowo ojciec zadbał, aby po krótszych bokach były szerokie wybiegi do serwowania. Naszą trójkę dzieci ojciec wtajemniczył w przedsięwzięcie, więc musieliśmy obiecać, że słowem nie piśniemy o niespodziance w listach do matki.

Sport tenis Matki

Mucha niczego się nie spodziewała, więc ucieszyła się ogromnie. W Babicy prawie zawsze mieliśmy gości, więc znaleźć partnera do gry nie było trudno. Ojciec też lubił grać i mimo, że w prawej ręce miał tylko dwa sprawne palce, radził sobie bardzo dobrze. Miał rakietę ze specjalnie wyprofilowaną rączką, co pozwalało mu trzymać ją odpowiednio mocno. Dzięki wysokiemu wzrostowi i dużemu zasięgowi ramion znakomicie grał przy siatce.

To był oczywiście zupełnie inny tenis niż teraz, np. podkręcanie piłki uważane było za bardzo nieeleganckie. Kiedy ktoś zagrał piłkę z rotacją wsteczną (tzw. slajs), zaraz przepraszał. Kobiety w ogóle nie smeczowały, bo nie wypadało…

Lubiliśmy też oglądać gwiazdy tenisa na żywo. To były czasy sukcesów Jadwigi Jędrzejowskiej, więc w Polsce tenis zyskiwał coraz większą popularność. Coś tak, jak dziś za sprawą sióstr Radwańskich. Kiedy więc tylko dowiedzieliśmy się, że do Krakowa przyjeżdża profesjonalny „Cyrk Tildena”, zaraz kupiliśmy bilety, by obejrzeć najlepszych tenisistów świata. Do dziś pamiętam skład Cyrku: oczywiście sam Wiliam Tilden, jeden z najlepszych graczy w historii; dwaj Niemcy Najuch i Rosslein, oraz Czech Karel Kozeluch. Niestety Tilden miał  wtedy kłopoty zdrowotne i przepraszał publiczność, że nie jest w stanie grać na najwyższym poziomie. Wracając do Jadzi Jędrzejowskiej byłam jej fanką – jakby się dziś powiedziało!

jadwiga

My, dzieci Muchy i Chimka, oczywiście nauczyliśmy się grać całkiem nieźle w tenisa, choć na przeszkodzie naszej nauce stały dwa czynniki: pogoda i nasza własna matka. Okolice Rzeszowa mają dość niestety deszczowy mikroklimat, więc dni w roku nadających się do grania było stosunkowo niewiele. A jeśli tylko była odpowiednia pogoda, matkę ciężko było zgonić z kortu.

Dziś zostało mi już tylko oglądanie tenisa w telewizji, ale podczas turniejów wielkoszlemowych „nie ma mnie dla nikogo”. Siedzę (ostatnio nawet częściej leżę) i patrzę. Czasem się tylko przenoszę myślami do Babicy, na nasz kort wśród zieleni. Specjalnie nie zbudowaliśmy wokół boiska ogrodzenia, bo taka stalowa klatka bardzo popsułaby widok na park i Wisłok.

Na koniec moja rada dla mężów: jeśli nie macie pomysłu na prezent dla żony – zbudujcie jej kort. Radość gwarantowana!

3 myśli nt. „„W zdrowym ciele …” – Tenis

  1. Tochę_sportowiec

    Witam pani Kiko, gratuluję witalności kiedyś i teraz!
    Podobno Jędrzejowska grała tak efektowny tenis, że Tilden proponował jej udział w swoim „Cyrku”. Odmówiła, mimo dużej gaży.
    Czy widziała Pani jej grę na żywo?

    Odpowiedz
    1. Kika

      Drogi Panie,
      nie widziałam niestety żadnego poważnego meczu Jędrzejowskiej tylko trening na kortach w Krakowie k/Wawelu. Miałam wtedy kilkanaście lat. Ona grała efektownie jak na kobietę (tenis kobiecy był inny – zawsze z głębi kortu, nie przy siatce) i bardzo walecznie! Żałuję, że nie widziałam jej poważnych rozgrywek, ale w sumie nie warto żałować, lepiej podziwiać jak dzisiaj te baby walczą. A Pan czemu sportowiec tylko trochę? Może by ruszyć na korty niech drżą aorty – jak pisze Agnieszka Osiecka! Albo chociaż dzieci tam posłać – niech ćwiczą. Bo Jak Pan sam najlepiej wie – w zdrowym ciele.. etc
      z pozdrowieniami
      Pańska
      Kika

      Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Tochę_sportowiec Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *