Wycieczki i wyprawy po Polsce

Jestem wielką amatorką wszelkich podróży. Teraz już tylko oglądam zdjęcia i słucham różnych historii z wyjazdów moich dzieci i ich przyjaciół. Trzeba przyznać, że trafnie wybierają cel i towarzystwo – bo to chyba jest najcenniejsze w podróży. I to, żeby się jej poddać, być otwartym na przygodę i ciekawym wszystkiego, a specjalnie spotykanych ludzi.

Nigdy nie miałam Reisefieber, przeciwnie, potrafiłam się spakować w kwadrans na całkiem długi wyjazd. Nauczyło mnie tego życie, gdyż prawie od dziecka pakowałam wszystkich na wyjazdy, np. rodzeństwo i siebie do internatu na cały rok. Przeznaczało się na to specjalne kufry. Potem tekturowe walizki i rozmaite tobołki musiały pomieścić nasz dobytek, gdy opuszczaliśmy nasz dom na zawsze. W młodości, gdy jeszcze mieszkaliśmy we dworze, naszymi wyjazdami wakacyjnymi były pobyty w sanockim. Najczęściej u Wiktorów w Zarszynie, gdzie bywało dużo młodzieży, odbywały się bale i różne atrakcje. Ale na ogół niezbyt chętnie ruszaliśmy się z domu, gdzie były korty tenisowe, boisko do siatkówki, rzeka, lasy. Tylko rodzice jeździli zwiedzać stolice Europy. Jeden raz po maturze ojciec mnie zabrał nad morze do Jastarni. Po drodze odwiedziliśmy Wielichowo w Poznańskiem, gdzie ojciec pracował  w majątku Lubomirskich.

Jastarnia-1935Trzy-czarne-diabły-(Kika-z-psami)

Pamiętam też jeszcze przed wojną wyjazd do Zakopanego na konkursy skoków FIS. Tuż przed wojną rodzice sprzedali obraz Grottgera „Pożar dworu”, aby kupić samochód. I tą luksusową Chewrolettą rodzice pojechali obejrzeć Okopy św. Trójcy, a następnie udaliśmy się całą rodziną w podróż do Białowieży, aż do Suwałk, gdzie zapamiętałam piękne jeziora Na następny własny samochód musiałam niestety czekać blisko 40 lat!

OkopyOkopy św. Trójcy obecnie

Podróżowanie do innych krajów wymaga pewnej znajomości języków obcych. Uczyłam się ich w dzieciństwie, ale prawdziwa nauka ich stosowania miała miejsce dopiero za okupacji, gdy musiałam tłumaczyć na niemiecki i z powrotem objawy chorób, z którymi mogli się zgłaszać Polacy do dwóch niemieckich lekarzy. Mieli oni kwaterę w naszym dworze i tam założyli coś w rodzaju ambulatorium. Gdy wyjaśniłam im, że nie umiem mówić tak dobrze po niemiecku usłyszałam: „Das wirst du aber lernen muessen”.. Cóż było robić, musiałam sobie jakoś radzić ze słownikiem. To było ważne, bo Niemcy mieli już w owym czasie sulfatiazol, wielkie odkrycie, lek przeciwzapalny, który się przydawał miejscowej ludności. Potem życie nauczyło mnie języka norweskiego i angielskiego (po łacinie i francusku od czasów szkoły mówiłam nieźle).

Gdy po wojnie, w latach 50-tych, osiadłam na dobre w Krakowie, zaczęliśmy z przyjaciółmi jeździć na wycieczki. Tu przydał się mój zmysł organizacyjny i dobra orientacja w terenie. Rano wyruszaliśmy dajmy na to do Kalwarii czy Harbutowic autobusem, potem przemierzając po kilkanaście kilometrów na piechotę, oglądaliśmy ciekawsze rzeczy w okolicy, aby na koniec trafić na jakąś stację kolejową, gdyż wieczorem tylko w ten sposób można było wrócić do Krakowa. Pamiętam te wycieczki z Jurkiem Smoterem, Kazikiem Wiśniakiem. Andrzejem Majewskim czy Januszem Warpechowskim zwanym Żaglem, podczas których napotykaliśmy masę interesujących miejsc i ludzi. Pamiętam śmieszne zdarzenie, gdy schroniliśmy się przed straszną ulewą pod daszkiem przystanku autobusowego, do którego dobiegła zmoczona do suchej nitki młoda kobieta, popatrzyła na nas i powiedziała „grunt, że Zdzicha zmokła, to się cieszę!”

Kika,-Majewski,-SmoterJa z Andrzejem Majewskim i Jurkiem Smoterem na wycieczce

Na dalsze podróże nie było mnie stać, a chciałam pokazać dzieciom nasz kraj, więc wymyśliłam, że wyruszymy autostopem (po dawnemu „na łebka”) w Polskę. Autostop to była akcja propagowana początkowo w środowisku studenckim, kupowało się książeczkę z kuponami, które otrzymywali kierowcy. Mogli na nie potem wylosować wspaniałe nagrody jak pralka itp. Dodatkowo życzliwy mi redaktor Przekroju Marian Eile wydrukował w swoim tygodniku apel „Zabierajcie Szaszkiewiczową” (było to w 1959 roku).

Na autostopieJa z synami na autostopie

W ten sposób dojechaliśmy do morza (dużej atrakcji dla dzieci), do Sopotu, który był wielką atrakcją dla mnie, gdyż miałam tam przyjaciół w różnych kabaretach i teatrach. Byliśmy też w Mielnie gdzie spotkałam artystów takich jak Maciej Prus, Iga Cembrzyńska i inni, z którymi bardzo wesoło spędzaliśmy czas. Po drodze, jadąc przez Polskę mieszkaliśmy w namiocie, a czasem po ludziach, czy np. w PGR, za Wałczem, gdzie nas początkowo witano nieufnie. Wracając, znów tam wstąpiliśmy, ale tym razem przywitano nas entuzjastycznie. Okazało się, że opisywana w „Przekroju” podróż Szaszkiewiczowej, miała swoich czytelników we wsi, co dotarło do dyrektora PGR-u. Tym razem ugościł nas niebywale, jako prawdziwych, dziś by się powiedziało, VIP-ów. Innym razem mogliśmy poznać Mazury, gdzie byliśmy goszczeni w  obozie młodzieży. Utwierdziłam się w przekonaniu, że Polacy to naród gościnny, a nasz kraj jest wyjątkowo piękny. Potwierdziło się też, że warto jeździć mniej znanymi drogami.

Mazury-na-tratwie

12 myśli nt. „Wycieczki i wyprawy po Polsce

  1. ala

    Świetnie się czyta. Codziennie sprawdzam, czy jest coś nowego, a także wracam
    do starszych wpisów.
    Serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
  2. anns

    strasznie ciekawy , taki ‚powrót do przeszłości ,wspomnienia’ coś pięknego 🙂

    Proszę dalej pisać , życzę powodzenia i zdrowia 🙂
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. Agnieszka M.

    Z wielką przyjemnością zanurzam się w Pani opowieści.Sama uwielbiałam słuchać opowiadań babci i dziadka o czasach zupełnie mi nie znanych.Jest mi tylko szkoda że tak późno chciałam ich opowieści słuchać.Nie zdążyli opowiedzieć wszystkiego.
    Pani blog jest wspaniałą wycieczką w czasy nikomu z nas nie znane.Jestem zachwycona i życzę dużo wytrwałości i radości z pisania.

    Odpowiedz
  4. kika Autor wpisu

    Namawiam starsze osoby, aby opowiadały swoje historie młodym Tak po prawdzie trudniej namówić starych do opowiadania niż młodych do słuchania. Bardzo dziękuję Pani oraz innych osobom za odzew na ten wpis. Nie myślałam, że moje dawne podróże wzbudzą takie zainteresowanie! Synowa mnie przekonała, żeby to zamieścić. Dyktuję jej wspomnienia o następnych wojażach. mam jeszcze tyle do opowiedzenia!
    Kika

    Odpowiedz
  5. Duszyczka

    Witam Panią bardzo serdecznie!
    Usłyszałam o tym blogu w DDTVN i musiałam tu zajrzeć:)
    Czytając Pani bloga na mej twarzy pojawiał się uśmiech jak i wzruszenie. Mam 25 lat, uwielbiam powracać do czasów dzieciństwa. Potrafię codziennie oglądać stare zdjęcia i wspominać znajomych, pierwsze miłości, wakacje z rodziną. Piękne czasy:)
    Pani historie przypominają moją babcię która zawsze opowiadała mi o swym życiu i o tym jak Polska kiedyś wyglądała. Niestety babcia od kilku lat nie żyje, cieszę się, że Pani wpisy będą mi ją w pewnym sensie „zastępować”:)
    Jest Pani sympatyczną i piękną kobietą, w życiu bym nie dała ponad 90 lat! Jak to Pani robi? Pewnie zdrowy tryb życia i kochająca rodzina:)
    Pozdrawiam i życzę mnóstwo zdrowia Pani oraz całej rodzinie!
    I kolejnych 100 lat:)

    Odpowiedz
  6. reni

    Gdy usłyszałam o Pani w DDTVN na myśl mi przyszła moja babcia i historie, których nie zdążyła mi opowiedzieć, albo może nie potrafiła o nich mówić, albo ja o nie pytać, żałuje, bo pewnie dużo straciłam. Postanowiłam wejść na Pani bloga, i nie przepuścić historiom, które kocham, historie ludzkie, proste, a jednakie wyjątkowe, jest Pani skarbnicą przeszłości, żywą historią, którą należy poznać. Jest Pani także dowodem na to, że życie w każdym wieku jest wartością i zawsze ma sens, a życie jest piękne w Pani wieku, bo nie musi Pani liczyć czasu, niczego nie musi goni, bo nic nie ucieka, a jednak jest motywacja, jest sens. Życzę dużo zdrowia!

    Odpowiedz
  7. Kika

    Bardzo dziękuję i czuję się zażenowana taką ilością ciepłych słów! Usprawiedliwia je mój wiek oraz Pani tęsknota za babcią. Postaram się spełnić Pani życzenia i być zdrowa. I życzę nawzajem!
    Kika

    Odpowiedz
  8. Basia

    Wymieniła Pani na swoim blogu miejscowość Wielichowo i zrobiło mi się miło na duszy,bo się tam w czasie wojny urodziłam. Całą młodość gniewałam się na Matkę,że mnie tam pojechała urodzić – do swoich Rodziców- ,ale już mi przeszło. Ponadto ” znam ” Panią z ” Przekroju „, który kupowałam z pod lady. Teraz go nie czytam,bo zupełnie nie jest podobny do pierwowzoru. Serdecznie Panią pozdrawiam. Basia.

    Odpowiedz
  9. kika Autor wpisu

    To dobrze, że się Pani pogodziła z Wielichowem bo to ładne tereny, piękna była tam posiadłość i ludzie pracowici i skrzętni – jak to w Poznańskiem. Kobiety wybierają takie miejsce na rodzenie dziecka, aby czuć się bezpiecznie, ze względu na dziecko rzecz jasna. Dziękuję za pozdrowienia i przesyłam myśli serdeczne
    Kika

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Duszyczka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *